Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Prince of Persia: Zaginiona korona Recenzja gry

Źródło fot. Ubisoft
i
Recenzja gry 12 stycznia 2024, 15:25

Recenzja gry Prince of Persia: The Lost Crown - nowe szaty księcia

Powitajcie nowego księcia Persji! Ale... jak to? Bez grywalnego księcia? W 2,5 D? Metroidvania? Zaskoczę Was - to znakomite wieści.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. perska mitologia jako fundament budowy świata gry;
  2. góra Qaf i jej czasowe anomalie;
  3. poziom trudności zdaje się idealnie zbalansowany;
  4. dająca sporo frajdy eksploracja;
  5. zagadki logiczne i środowiskowe, szczególnie te na finiszu głównego wątku fabularnego;
  6. bogaty w możliwości system walki;
  7. boskie moce Simurga i uniwersalność ich zastosowań;
  8. poziom na morzu to majstersztyk
  9. stabilność działania nawet na słabszym sprzęcie;
  10. brak poważnych bugów;
  11. masa nawiązań do innych tytułów z gatunku….
MINUSY:
  1. …przy czym „nawiązania” niekiedy sa zwykłą kalką;
  2. niemrawy i nudny początek
  3. od level designerów oczekiwałbym więcej oryginalności i kreatywności;
  4. graficznie nie powala;
  5. niekiedy twórcy zdają się gubić w możliwościach, które dają graczowi;
  6. nijaka fabuła;
  7. zaledwie poprawny angielski voice acting (nie polecam perskiego).

W czerwcu zeszłego roku art director gry, Jean-Christophe Alessandri, opisał źródło inspiracji dla Prince of Persia: The Lost Crown słowami „Ta gra jest wyrazem miłości dla tych rzeczy, które naprawdę lubimy”. Okazuje się, że francuscy deweloperzy są niezwykle hojni w obdarzaniu uczuciem, gdyż grając w ich nowe dzieło nie sposób oprzeć się wrażeniu, że miłują naprawdę wiele gier. Mało tego, zdaje się, że miłują cały gatunek metroidvanii (sam będący zresztą owocem miłości dwóch klasyków). Na szczęście, twórcy nie są aż tak zapatrzeni w swoich ulubieńców, by nie było ich stać na momenty kreatywnego geniuszu, a wspomniana miłość obradza rozwiązaniami sprawdzonymi, grywalnymi, a co najważniejsze – umiejętnie zaimplementowanymi.

To nie jest recenzja techniczna!

Po szczegółowe informacje na temat tego, jak Prince of Persia: The Lost Crown radzi sobie na różnych platformach i konfiguracjach sprzętowych, zapraszamy na serwis Futurebeat.pl, gdzie czeka na Was artykuł Książę nie jest wybredny. Recenzja techniczna Prince of Persia: The Lost Crown.

Książę jest w innym zamku

Zacznijmy od tego, czym w ogóle nowy PoP jest i czy Ubisoft kocha również tytułowego księcia Persji. Można mieć co do tego wątpliwości, gdyż ten, w osobie niejakiego Ghassana, odgrywa tutaj rolę raczej marginalną i gościnną. Jest fabularną marionetką przekazywaną z rąk do rąk przez postacie zdecydowanie od niego ważniejsze. Jako że z tą serią nie czuję się jakoś szczególnie związany, nie stanowi to dla mnie żadnego problemu, tym bardziej że najnowsza część okazuje się dla marki zarówno rebootem, jak i początkiem czegoś większego. Moim zdaniem – to dobry kierunek, choć fani trylogii czy późniejszych inkarnacji księcia z 2008 i 2010 roku mogą narzekać na niedobór znajomych tropów. Oczywiście są one obecne, jednak raczej w skali makro.

Prince of Persia: The Lost Crown, Ubisoft, 2024.

Na czyje poczynania wobec tego mamy wpływ, jeśli nie na samego księcia? Przedstawiam Wam Sargona – członka Nieśmiertelnych, elitarnej grupy perskich wojowników stanowiących zarazem rodzaj królewskiej gwardii i czegoś na kształt superbohaterskich ekip rodem z uniwersum MCU czy DC. Sargona poznajemy podczas próby odparcia ataku wrogów na stolicę Persji, która kończy się wielkim zwycięstwem naszym i całej drużyny Nieśmiertelnych, fetowanym nieco później na królewskim dworze. Podczas owej fety dochodzi jednak do nieoczekiwanego wydarzenia – porwania perskiego księcia. Jakby tego było mało, w sprawę zdaje się być zamieszana nasza mentorka Anahita, w ślad za którą rusza owa bohaterska gromada. Wszystkie tropy prowadzą na żywcem wyjętą z arabskich wierzeń górę Qaf, będącą miejscem akcji naszej właściwej przygody. Czemu Anahita dopuściła się tak haniebnego czynu i czego szuka na wspomnianej górze? Tego spróbujemy się dowiedzieć, śledząc fabułę – pełną zawijasów i zwrotów akcji (ich nagromadzenie w pewnym momencie robi się wręcz kuriozalne), ale ostatecznie niezbyt angażującą. Na szczęście nie ona gra tutaj główne skrzypce. Nie jest też niezbędnym narzędziem poznawczym – tutaj prym wiedzie świat gry, drugi z głównych bohaterów naszej przygody.

Simurg nad głową, Si-si-simurg nad głową

Jako niepoprawny fan wszelakiej mitologii możliwość pogłębienia wiedzy o nieznane mi dotąd wierzenia Persów przywitałem z niemałą ekscytacją. Musicie bowiem wiedzieć, że zarówno sama góra Qaf, jak i część postaci, stworzeń, wrogów i miejsc, które przyjdzie Wam zwiedzić, to elementy z perskich kultów i bajań, choć często potraktowanych dość swobodnie. Sami Nieśmiertelni to historycznie oddział liczący wiele tysięcy jednostek, nie zaś grupa quasi-superbohaterów. Dzieje króla Dariusza również są pewną wariacją tego, co wyczytać można w księgach. Niemniej – setting okazuje się unikatowy, świat pełen znajdziek przybliżających bliskowschodnie religie, a góra Qaf intrygująca i tajemnicza. O jej wyjątkowości stanowią nie tylko zróżnicowane lokacje, ale przede wszystkim czasowy harmider powstały po jej opuszczeniu przez rezydującego na niej od wieków Simurga, boskiego ptaka symbolem nieskończoności.

Prince of Persia: The Lost Crown, Ubisoft, 2024.

Czas w tym miejscu plącze się, zatrzymuje, robi salta i tańczy makarenę, czego skutki potrafią być zarówno efektowne, jak i przerażające. Spotykamy więc postacie, dla których płynie on inaczej niż dla nas, widma przyjaciół z przyszłości, z przeszłości, a także efekty mieszania się różnych linii czasowych, w tym własne alternatywne ego (walka z nim to katorga i nieustanna próba odgadnięcia, którym z widocznych na ekranie Sargonów steruje gracz). Obcowanie z tymi anomaliami okazuje się naprawdę ciekawym doświadczeniem, pozwalającym na wiele ekwilibrystycznych zabiegów narracyjnych oraz na stworzenie intrygujących zadań pobocznych. Zabawa czasem otwiera też sporo furtek mechanizmom gameplayowym oraz oddaje niezwykle przydatne narzędzia w ręce ludzi odpowiedzialnych za projekt poziomów.

Pracę tych drugich oceniam dwojako. Z jednej strony świat gry, jak na metroidvanię przystało, zaprojektowany został w sposób niezwykle misterny i angażujący, co chwilę serwując coś nowego, coś niedostępnego, coś będącego zarówno wyzwaniem dla palców, jak i umysłu. Mimo niezaprzeczalnej jakości tego, co level design oferuje, odnoszę jednak wrażenie, że niemal wszystko, co twórcy zaproponowali, gdzieś już widzieliśmy. Lasy, kanały, mroczne podziemia, górskie szczyty – gra podpatruje wiele lokacji z takich dzieł jak Hollow Knight czy seria o Orim. Również design mapy przywodzi na myśl to, co znamy z robaczego uniwersum Hollownest. Nie znaczy to, że nowy PoP nie potrafi zachwycić – kraina wiecznych piasków, starożytne archiwum czy piracki port to naprawdę top designu, natomiast gdy dotrzecie do morskiej części mapy… nie chcę spoilerować, ale to, co tam zobaczycie, stanowi absolutne mistrzostwo i dowód na to, że można było podejść do sprawy znacznie oryginalniej.

Prince of Persia: The Lost Crown, Ubisoft, 2024.

Lubię wracać tam, gdzie byłem już

Backtracking, zjawisko niemal immanentne dla gatunku, jest w grze obecny, jednak nie wyjątkowo natrętny (może poza centralnym poziomem z łucznikami prowadzącym na sam szczyt części pałacowej planszy – przenoszących tam teleportów używałem zdecydowanie najczęściej). Dużą zaletą Prince of Persia: The Lost Crown okazuje się natomiast fakt, iż zawsze wiemy, gdzie musimy się udać, zawsze mamy możliwość manewru i miejsce do odkrycia (pozdrawiam Metroida i kompulsywne przeczesywanie mapy w poszukiwaniu czegoś, co popchnie rozgrywkę naprzód). Więcej – gdy zdobędziemy nową zdolność, gra często sama informuje, które dotychczas niedostępne części mapy stoją teraz dla nas otworem. Jak miło! Nie udało się natomiast uniknąć pewnych błędów projektowych – kilkakrotnie jakimś cudem dostałem się do danego skrawka mapy w momencie, którego twórcy w swoich zamysłach nie przewidzieli, i zostałem poczęstowany garścią informacji, dla których nie miałem odniesienia, bo rzeczy, jakich dotyczyły, nie zdążyły się jeszcze w grze wydarzyć. Wiem, co pomyślicie – zawirowania czasowe i magia góry Qaf – szach i mat, malkontencie. W sumie – jest to uniwersalna odpowiedź na wszystko. Sprytnie, Ubisoft, sprytnie.

Prince of Persia: The Lost Crown, Ubisoft, 2024.

Rafał Sankowski

Rafał Sankowski

Para się publicystyką; jego teksty ukazują się zarówno na GRYOnline.pl, jak i na łamach CD-Action. W grach ceni przede wszystkim uniwersa, których może stać się częścią i uwierzyć w ich autentyzm. Patrzy na świat z dystansem. Gdy nie gra, spaceruje po lasach, śpi pod namiotem, słucha muzyki Jeremy’ego Soule’a i narzeka, że w lesie nie podają ramenu, za którym przepada.

więcej

Recenzja gry Skull and Bones - ocean płytki jak kałuża
Recenzja gry Skull and Bones - ocean płytki jak kałuża

Recenzja gry

Skull and Bones jest, niestety, kolejną „typową grą Ubisoftu”. Wizja pirackiej przygody nie spełnia się z wielu względów – zdecydowanie największym minusem tej produkcji okazuje się jej płytkość. Gra trafiła na mieliznę, którą sama stworzyła.

Recenzja gry Suicide Squad: Kill The Justice League. Ekipa Harley Quinn walczy głównie z nudą
Recenzja gry Suicide Squad: Kill The Justice League. Ekipa Harley Quinn walczy głównie z nudą

Recenzja gry

Legion Samobójców: Śmierć Lidze Sprawiedliwości to pozycja, której tytuł czyta się dłużej, niż wymienia rodzaje misji i aktywności, jakie są dostępne w pierwszym sezonie tej nowej gry-usługi, która byłaby o wiele lepsza bez tej usługi i bez tego lootu.

Recenzja gry Graven - nowy Hexen zaczaruje tylko cierpliwych boomerów
Recenzja gry Graven - nowy Hexen zaczaruje tylko cierpliwych boomerów

Recenzja gry

Graven to kolejna podróż w przeszłość i próba zrobienia współczesnej gry tak, jakby ciągle były lata 90. Twórcom wyszło to aż za dobrze, bo ich produkcja wydaje się jeszcze bardziej hardcore’owa i archaiczna niż wiele tytułów z tego okresu.