Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin Recenzja gry

Recenzja gry 26 lipca 2021, 17:16

Recenzja gry Monster Hunter Stories 2 - łowca potworów spotyka Pokemony

Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin kontynuuje i rozwija pomysły zapoczątkowane przez pierwszą odsłonę podserii. Daje możliwość przeżycia wielkiej przygody i nadaje kolorów światu, który do tej pory był raczej dość mroczny.

Recenzja powstała na bazie wersji Switch.

Seria Monster Hunter znajduje się od jakiegoś czasu na potężnej fali wznoszącej. Komercyjny sukces Monster Hunter: World (który wraz z dodatkiem zatytułowanym Iceborne, sprzedał się w 24 milionach egzemplarzy) i zachwyty graczy oraz krytyków nad Monster Hunter: Rise spowodowały, że cykl stał się jedną z najsilniejszych marek w portfolio Capcomu.

Japończycy postanowili dostarczyć nam kolejną grę osadzoną w tym rozbudowanym uniwersum. Tym razem postawili jednak na kontynuację ciepło przyjętej, choć dość niszowej (jak na standardy serii) gry Monster Hunter Stories – wydanej w 2017 roku na konsolę Nintendo 3DS oraz w 2018 smartfony i tablety z Androidem i iOS-em. Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin przenosi cykl spin-offów na „większe” platformy do grania – Nintendo Switcha i komputery z Windowsem.

Takie widowiskowe animacje, to cecha rozpoznawcza Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin. - Recenzja gry Monster Hunter Stories 2 - łowca potworów spotyka Pokemony - dokument - 2021-07-26
Takie widowiskowe animacje, to cecha rozpoznawcza Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin.

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że znajomość „jedynki” nie jest wymagana do gry w „dwójkę”. Capcom słusznie założył, że wiele osób mogło nie mieć do tej pory do czynienia z podserią i stworzył grę, w którą może zagrać każdy, nawet osoba nie mająca wcześniej żadnej styczności z tym uniwersum.

Monster Hunter Stories 2 dostarczył mi sporo zabawy i sprawił, że znów zapragnąłem grać w turowe RPG-i. Zaprezentowany tu system walki łączy mechaniki znane z klasycznych turowych gier RPG z dynamiką starć serii Monster Hunter, tworząc uzależniającą całość. Godzinami mogłem po prostu rozpracowywać kolejnych wrogów nie zważając na fabułę, by po dłuższym czasie przypominać sobie, że przecież gdzieś tam świat czeka, abym go ocalił. Gra zachwyca także stylizowaną na serial anime oprawą graficzną, która sprawia, że gra wydaje się znacznie „milsza” niż poprzednie, dość poważne odsłony głównej serii. Niestety na Switchu wszystkie te dobrodziejstwa co jakiś czas przygasają pod ciężarem problemów technicznych.

Grę testowałem na konsoli Nintendo Switch, więc wszystkie uwagi na temat aspektów technicznych (takich jak rozdzielczość czy liczba klatek na sekundę) oraz oprawy wizualnej odnoszą się właśnie do tej wersji tytułu.

Z jajkiem w ręku lepiej jak najszybciej oddalić się od leża bestii. - Recenzja gry Monster Hunter Stories 2 - łowca potworów spotyka Pokemony - dokument - 2021-07-26
Z jajkiem w ręku lepiej jak najszybciej oddalić się od leża bestii.

Potomek bohatera

Plusy:
  1. świetny system walki turowej, dorównujący dynamiką oryginałowi;
  2. różnorodność broni i pancerzy pozwala na spersonalizowanie doświadczenia;
  3. śliczna oprawa graficzna pozwalająca na chłonięcie gry niczym serialu animowanego;
  4. kolorowe i różnorodne lokacje;
  5. szeroki wachlarz potworów dysponujących różnymi umiejętnościami;
  6. interesująca historia, która może wciągnąć nowicjuszy głębiej do świata Monster Huntera.
Minusy:
  1. rozczarowująca wydajność na Switchu, szczególnie podczas przerywników filmowych;
  2. pełno ekranów ładowania i dość zamknięte lokacje;
  3. fabuła sprawia wrażenie wydłużanej na siłę;
  4. kiepskie polskie tłumaczenie.

Fabuła pełni w Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin dużo ważniejszą rolę niż w głównych odsłonach serii. Tam stanowi tylko dodatek do siekania kolejnych poczwar, pozwala na odkrywanie nowych terenów z jeszcze większą liczbą potworów do zabicia. Tutaj przedstawia ona historię opowiadającą o zaufaniu, przyjaźni, przeszłości i (jakże by inaczej) walce dobra ze złem. Gracz trafia do wioski Mahana jako wnuk lub wnuczka legendarnego wojownika znanego jako Red. Ten niestety zmarł lata temu, ale okazuje się, że to my odziedziczyliśmy jego niesamowite umiejętności jeździeckie – potrafimy formować więź z potworkami (w angielskiej wersji nazwanymi monsties) i dosiadać ich.

Tutaj widać klasyczną erpegową sztampę – zaczęły dziać się dziwne rzeczy i musimy je zbadać. Po czasie okazuje się, że świat stoi na krawędzi katastrofy i tylko my (z pomocą przyjaciół) możemy go ocalić, przemierzając wcześniej dżunglę, pustynię i skute lodem górskie zbocza. Twórcy dość zgrabnie ubrali tą opowieść w słowa dostarczając nam około 30 godzin zabawy, które może z łatwością przerodzić się nawet w 50, albo i 60, jeśli tylko zdecydujemy się ulepszać bronie i wykonywać zadania poboczne.

W trakcie rozgrywki poznamy wiele postaci różniących się od siebie charakterem i podejściem do świata zamieszkanego przez potwory. Poza ratowaniem świata najwięcej czasu w Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin spędzimy walcząc z napotkanymi po drodze potworami oraz kradnąc jaja z ich legowisk. W tym drugim zadaniu niezbędna jest pomoc naszego kociego towarzysza – Navirou. Jest to jedna z najbardziej irytujących postaci w grze – pyszczek się mu nie zamyka i rzadko kiedy mówi coś przydatnego, ale jest nieoceniony przy ocenianiu zawartości jajek potworów. Im cięższe i bardziej śmierdzące jajo znajdziemy, tym lepiej – w przeciwnym wypadku Navirou pokręci głową i każe nam szukać dalej. Wybierać jaja musimy dość szybko, gdyż po pewnym czasie jajka znikną z legowiska i możemy zostać z kiepską zdobyczą.

Z jaj wykluwają się wspomniane wcześniej potworki – oswojone wersje bestii, które mogliśmy wcześniej w większości spotkać w innych odsłonach serii. Szczerze mówiąc przemierzanie świata na grzbiecie Kulu-Ya-Ku, który przed chwilą chciał mnie rozgnieść kamieniem na miazgę było bardzo ciekawym doświadczeniem. Gdy dorwiemy się już do nieco bardziej zaawansowanych potworków, to możemy poczuć się jak bohater serii filmów „Jak wytresować smoka?” i sprawia to naprawdę wiele satysfakcji.

Momentami mamy jednak wrażenie, że całe to ratowanie świata, kolekcjonowanie kolejnych jaj potworów i rozwiązywanie zagadek nieco się dłuży, a do przygody wkrada się powtarzalność. Nie jest to na szczęście zbyt uciążliwe i jeśli przebolejemy fakt, że niemal każde starcie z bossem poprzedzone jest identyczną cutscenką, a zbieranie jajek jest po prostu przeraźliwie nudne, to będziemy się nieźle bawić.

Niektórzy gracze okrzyknęli grę Pokemonami serii Monster Hunter i nie da się ukryć, że kolekcjonowanie przyjaźnie nastawionych potworków przypomina nieco rozwiązanie znane z produkcji studia Game Freak. Wydaje się jednak, że podobieństwa się na tym kończą, bo pomimo tego, że mamy tutaj także system walk turowych, to jest on niemal w każdym calu inny od tego znanego z Pokemonów. Co więcej nasi przerażający przyjaciele nie ewoluują, a fabuła ma tu dużo większe znaczenie niż u Pikachu i jego kolegów.

Recenzja gry Gamedec - Cyberpunk 2077 spotyka Disco Elysium
Recenzja gry Gamedec - Cyberpunk 2077 spotyka Disco Elysium

Recenzja gry

Cyberpunk i RPG – takie połączenie w ostatnich latach nie wydaje się raczej niczym zaskakującym, prawda? Cieszy więc fakt, że polski Gamedec, pomimo bazowania na podobnych konwencjach i gatunkach, jest grą oryginalną i odważną.

Recenzja gry Wildermyth - niespodziewany kandydat na RPG roku
Recenzja gry Wildermyth - niespodziewany kandydat na RPG roku

Recenzja gry

Wildermyth zaintrygował mnie swoim wyglądem, przypominającym Book of Demons, czyli cyfrowe zmagania w świecie fantasy stworzonym z papieru, ale z obietnicą taktycznej rozgrywki i głębszej fabuły. Oto recenzja gry, w której XCOM spotyka Dungeons & Dragons.

Recenzja gry Wiedźmin: Pogromca potworów - Wiedźmin GO czy Wiedźmin NO?
Recenzja gry Wiedźmin: Pogromca potworów - Wiedźmin GO czy Wiedźmin NO?

Recenzja gry

The Witcher: Monster Slayer to ambitna próba CD Projektu wejścia do ekskluzywnego klubu twórców gier AR (czyli opartych na technologii rozszerzonej rzeczywistości). Czy Pokemon GO ma się czego obawiać? I tak, i nie.