Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 1 kwietnia 2003, 10:27

autor: Shuck

Praetorians - recenzja gry

Praetorians to kolejna produkcja hiszpańskiego zespołu Pyro Studios, znanego ze znakomitej serii gier taktyczno-strategicznych Commandos. Gra przenosi nas w czasy Imperium Rzymskiego, a jej rozgrywka skupia się przede wszystkim na walce...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Ja w to nie wierzę... Uważałem, że wiem o strategiach czasu rzeczywistego... sporo. Wiedziałem, że są to gry podobne do siebie jak dwie krople wody i nie ma sensu grać w drugą, jeśli się grało w pierwszą. Uważałem, że są to gry praktycznie zręcznościowe, w których nazwie słowo „strategia” wzięło się li tylko przypadkiem lub też w wyniku nieziszczalnych marzeń o tym, czym miałby one nie być. Nie widziałem nadziei na to, że kiedykolwiek z tego gatunku wykiełkuje cokolwiek, co przykułoby moją uwagę na czas dłuższy, niż niezbędny na to, by coś o danej grze napisać. Owszem, przyznaję, zdarzały się perełki niezwykle dopieszczone i ładniutkie, a nawet nieco odmienne w idei, jednak zawsze podstawowa idea erteesów pozostawała ta sama – zbierz jak najwięcej swoich jednostek w jak najkrótszym czasie i uderz nimi na przeciwnika. Cała strategia zaś polegała na tym, by doprowadzić wrogie oddziały do rozdrobnienia i wybić je po kawałku. Nie dam rady zliczyć w ile erteesów w życiu zagrałem, ale dobrze pamiętam, że ostatnim, w którego gra sprawiła mi nie udawaną przyjemność, był pierwszy „Warcraft”. Mogę za to policzyć, ile tekstów dotyczących strategii czasu rzeczywistego napisałem dla Gier-OnLine – było ich piętnaście. I chyba w każdym z nich pojawiło się moje zrzędzenie w tym temacie, jak to ja bardzo RTS’ów nie lubię. Dlatego ciągle nie mogę w to uwierzyć, że oto na moim komputerze znajduje się gra jak najbardziej reprezentująca ten nudny mi gatunek – gra, w którą nie tylko z przyjemnością gram, ale co więcej: gra, w której zwycięstwo zależy od rozwiązań strategicznych i taktycznych, a nie od szybkości klikania myszką. „Praetorians”... jaki to piękny tytuł...

Myślę, że każdy z nas, graczy, którzy od gier mniej lub bardziej strategicznych nie stronią, ma dobrze zakorzenione wyobrażenie o tym, jak taka gra wyglądać powinna. Myślę również, że większość się ze mną zgodzi w przekonaniu, że dobry ertees powinien wyglądać jak „Starcraft” albo jak „Shogun”. Ewentualnie jak „Age of Empires”. „Starcraft” to przede wszystkim atrakcyjne zróżnicowanie walczących stron, ale idące w parze z takim wyważeniem ich sił, by podjęcie zmagań po którejkolwiek z nich dawało takie same szanse, jakie mają pozostali. „Shogun” to rozmach – wielkie armie, wielkie przestrzenie i skupienie się na dowodzeniu całością swoich sił, miast rozdrabnianiu się na wydawanie rozkazów poszczególnym podkomendnym. „Age of Empires” to z kolei aż do bólu klasyczny RTS: fragment opowieści, trochę wynalazków, trochę budowania, trochę szkolenia, trochę walki odbywanej w myśl zasady, kto liczniejszy ten silniejszy. A gdyby tak pokusić się na połączenie wszystkich tych sposobów podejścia w jednej grze? Znaleźć kompromis, który pozwoli zaczerpnąć wszystkiego po trochu? Historia zna podobne przypadki – przynajmniej teoretycznie zna, gdyż przeważnie szybko o nich zapomina. Wszelkiego rodzaju hybrydy poczęte wbrew woli Bożej mają życie niełatwe, nieszczęśliwe i krótkie, a już na pewno nie mogą mieć potomstwa. Przykładami niech będą silny i bezpłodny muł, Jeff Goldblum zespolony z muchą, czy nudni i irytujący „Celtic Kings”. Tu i ówdzie pół-ludzie pół-zwierzęta posiedli boskie prawa, ale stało się tak głównie z tego powodu, że wszyscy się ich bali, nikt się nie chciał z nimi bawić, a nie było odważnego, by ich zabić. Dlatego posadzeni zostali gdzieś wysoko i daleko, gdzie wzrok nie sięga. Okazuje się jednak, że genetyka naprawdę poszła do przodu ostatnimi czasy, a najlepszym dowodem tego jest pojawienie się „Praetorians”. Gry prezentującej zróżnicowane strony konfliktu, podchodzącej do walk z nie lada rozmachem, a jednocześnie wymagającej od gracza precyzyjnego planowania na poziomie jednostek. I to gry ze wszech miar grywalnej. Jak to możliwe?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?