Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Wolfenstein: The Old Blood Recenzja gry

Recenzja gry 9 maja 2015, 12:53

autor: Luc

Recenzja gry Wolfenstein: The Old Blood - Blazkowicza powrót do korzeni

Rok temu Wolfenstein: The New Order zaskoczyło wszystkich – klasyczna strzelanka okazała się dokładnie tym, czego potrzebowali fani FPS-ów. W przypadku The Old Blood twórcy wciąż podążają tą samą ścieżką, ale robią to w naprawdę dobrym stylu.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. oldskulowy charakter rozgrywki;
  2. nowe, ciekawe narzędzia zagłady;
  3. likwidowanie przeciwników sprawia mnóstwo frajdy;
  4. kilka nowych, dobrze zaimplementowanych mechanik;
  5. tryb wyzwań;
  6. sporo przemyconego humoru.
MINUSY:
  1. nieszczególnie zapadający w pamięć przeciwnicy;
  2. lekko kulejąca oprawa graficzna.

Ach, Wolfenstein. Trudno o bardziej klasyczny, a jednocześnie wciąż żywy tytuł. Seria, której w dużej mierze zawdzięczamy to, jak wyglądają współczesne strzelanki, ma już na karku ponad dwie dekady, a mimo to cały czas wciąga, zaskakuje i zachwyca. Miewała słabsze momenty, przez krótki okres nawet jakby o niej nieco zapomniano, ale kiedy powróciła wraz z The New Order, okazało się, że B.J. Blazkowicz nic nie stracił ze swego uroku, zaś sama produkcja była jednym z cichych hitów minionego roku. Gra zaskoczyła niemal wszystkich, bez kompleksów serwując to, co fani FPS-ów kochają najbardziej – krwistą i soczystą akcję, w której o umiejętnościach i sile bohatera najlepiej świadczy wielkość lufy, zasobność arsenału oraz liczba pocisków w magazynku. Rozprawianie się ze starymi, „poczciwymi” nazistami ponownie nabrało rumieńców. The Old Blood oparto na identycznej, sprawdzonej już koncepcji.

Czuć krew

Ci, którzy liczyli na to, że autorzy ujawnią, co stało się z poturbowanym Blazkowiczem po szturmie na twierdzę III Rzeszy, niestety, póki co nie doczekają się wyjaśnień. W dodatku zamiast przeniesienia się do lat 60. cofamy się w czasie i ponownie lądujemy w roku 1946. Wojna nie jest jeszcze przegrana, choć pogarszającą się sytuację Amerykanów może uratować jedynie poznanie lokalizacji tajnego ośrodka Trupiej Główki. Misję wykradnięcia dokumentów otrzymuje nie kto inny, tylko nasz B.J. – razem z niejakim Wesleyem ruszają w kierunku zamku Wolfenstein, w którym podobno znajduje się teczka. Plan jest prosty – agenci przebierają się za niemieckich oficerów, wkradają do środka, zdobywają to, czego potrzebują, i uciekają. Nawet przy fatalnych lingwistycznych umiejętnościach protagonisty („ein hot-dog”!) wszystko powinno pójść gładko, choć jak nietrudno się domyślić – „misterna” intryga szybko zostaje rozpracowana, a dwójka bohaterów wpada w poważne tarapaty. Blazkowicz do mięczaków jednak nie należy i po sprawnym obiciu kilku nazistowskich twarzy dziarsko rusza na dalsze poszukiwania. Po drodze czeka go jednak kilka niespodzianek.

Nie chcą wpuścić po dobroci? Pora użyć innych argumentów. - 2015-05-09
Nie chcą wpuścić po dobroci? Pora użyć innych argumentów.

Rozgrywka podzielona została na dwie główne części – pierwszy etap ma miejsce we wnętrzach zamku Wolfenstein, zaś drugi w okolicach miasteczka Wulfburg. Pierwsza faza do złudzenia przypomina to, co widzieliśmy w The New Order, choć warto zwrócić uwagę na fakt, że przez kilkanaście/kilkadziesiąt pierwszych minut jesteśmy niemal bezbronni, siłą rzeczy musimy więc polegać na skradaniu się i podstępie. Z biegiem czasu do naszego arsenału trafia jednak coraz więcej giwer i z wolna wokół nas rozpętuje się coraz większe piekło. To jednak nic w porównaniu z tym, co czeka nas po wydostaniu się na zewnątrz.

Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście
Recenzja gry Oddworld: Stranger's Wrath HD – Dziki Zachód, jakiego nie widzieliście

Recenzja gry

Mimo piętnastu lat na karku, Stranger's Wrath wciąż trzyma się nieźle, głównie dzięki nietuzinkowym mechanikom strzelania i ciekawie wykreowanemu światu. Ale port na Switcha mógł być lepszy.

Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Recenzja gry

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.