Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy

Filmy i seriale

Filmy i seriale 17 czerwca 2021, 09:30

autor: Marek Jura

Niedawno wieczny student, teraz jeszcze wieczniejszy fan RPG. Próbuje być Kingiem, ale nie potrafi.

Loki to świetny serial, który przynudza. Marvel musi się bardziej postarać

Choć nowa epoka w serialowym MCU oficjalnie rozpoczęła się wraz z WandaVision, wiele wskazuje na to, że naprawdę istotny dla uniwersum stanie się dopiero Loki. Jak na razie opowieść o bogu psot nuży graniem na nostalgii i zachwyca stylistyką retro.

Lokiego ogląda się lekko i przyjemnie. Bóg psot już na samym początku zostaje aresztowany przez nieznaną wcześniej w MCU organizację tropiącą zbrodnie czasoprzestrzenne. Cały pierwszy odcinek to tak naprawdę pokaz jego bezsilności (z jednym wyjątkiem). Wcale nie staje się on jednak przez to żywym gagiem, którym Feige uczynił go po Avengers. Bo mimo że teoretycznie Strażnicy Czasu to organizacja sprawiająca wrażenie jeszcze potężniejszej i bardziej wpływowej niż armia Thanosa, przynajmniej w pierwszym odcinku serial przybiera formę komedii sytuacyjnej przeplatanej próbami pogłębienia rysu psychologicznego jednego z najważniejszych antybohaterów MCU.

Trzeba jednak przyznać, że mimo konieczności przedzierania się przez gęstwinę gagów nową produkcję Marvela ogląda się świetnie również jako dramat. I uroczy hołd dla stylistyki minionej epoki. Może za dużo tu grania na nostalgii, a za mało wyrazistych bohaterów, ale przecież to dopiero początek. Jeżeli Loki przestanie budować serialową tożsamość na fundamencie bitwy o Nowy Jork, a stworzy swoją własną, możemy przez najbliższy miesiąc śledzić jedną z najlepszych produkcji MCU. I to nie tylko, jeśli chodzi o seriale.

O tym, jak Loki dostał Pip-Boya

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby Fallout, gdyby jego akcja miała miejsce na innej planecie? Jeżeli tak, to już nie musicie. Siedziba organizacji tropiącej zbrodnie czasu wygląda jak żywcem wyjęta z gier Black Isle czy Bethesdy, zarówno pod względem kolorystyki czy kostiumów, jak i ścieżki dźwiękowej. A nawet filmików instruktażowych. W trakcie seansu w zasadzie tylko czekałem na komunikat o skażeniu obszaru poza kryptą. Dopiero kiedy dobry glina pokazał Lokiemu miasto, mogłem odetchnąć z ulgą – Kevin Feige jednak nie zdecydował się na plagiat Fallouta. Uff... Co nie znaczy, że nie widać inspiracji kultową serią gier...

...albo konwencją, z której z kolei czerpał Fallout. Czyli na pozór idyllicznym światem amerykańskich przedmieść lat 50., zachwyconym nowoczesną podówczas technologią (która kilkadziesiąt lat później została uznana za synonim kiczu, a dziś znów powraca do łask dzięki Hollywood) i elektronicznymi gadżetami. A przy tym wszystkim za cienką zasłoną przekonania o własnej potędze skrywającą strach przed zagładą. To stąd wzięła się obsesja na punkcie katastrofy nuklearnej, to dlatego wiele lat później twórcy Fallouta zdecydowali się na zaczerpnięcie inspiracji ze stylistyki tamtej epoki i wreszcie to z tego względu Strażnicy Czasu w Lokim pokazują oczekującym na proces przestępcom czasoprzestrzennym propagandowe filmiki przestrzegające przed nieświadomym spowodowaniem apokalipsy. Swoją drogą ich wykonanie przywodzi na myśl falloutowego Pip-Boya albo – jeśli chcemy sięgnąć do korzeni – właśnie niby zabawne, a podprogowo wzbudzające lęk przed zagładą animowane telewizyjne reklamówki z powojennych Stanów Zjednoczonych.

Ze stylistyki retro garściami czerpali też twórcy WandaVision. To wprawdzie sitcom, ale chociażby w projektach przedmiotów codziennego użytku i w reklamach telewizyjnych dało się dostrzec tę samą inspirację co w przypadku Lokiego. Nie żeby to było coś złego. Najwyraźniej Kevin Feige uznał, że po futurystycznym science fiction pora na odrobinę fantasy w stylu retro.

Loki to dramat, Loki to gag

Dawno nie oglądałem serialu (a przynajmniej jednego odcinka), który tak zgrabnie zeswatałby ze sobą komedię i dramat. Bądźmy szczerzy, MCU rzadko bawi się w psychologizowanie, poruszając się po co bardziej ważkich zagadnieniach tej natury jak nartnik po powierzchni jeziora. Niby coś tam jest sygnalizowane, niby pod taflą widać zarysy głębi, ale tak naprawdę nigdy nie wychodzi to poza potencjalność. Szybki rzut oka na jeden z etycznych dylematów superbohaterów i ziuuu – Kevin Feige jak ten nartnik właśnie prześlizguje się po zakomunikowanym światu problemie, by w porę dotrzeć na miejsce akcji (czytaj – kosmicznej rozwałki, podróży w czasie albo starcia o niewymazanie połowy wszechświata). Stawka kolejnych bitew wciąż rośnie, podobnie jak zastępy obrońców Ziemi. Problemy społeczne, jednostkowe i jakiekolwiek inne pozostają jednak zaledwie na poziomie fabularnego szkicu.

Najlepiej spisywała się do tej pory pod tym względem Wojna bohaterów oraz nawiązujący do niej stylistycznie Falcon i Zimowy Żołnierz, choć obie te produkcje też nie ustrzegły się błędów i wciąż uznawały prymat akcji nad refleksją. W Lokim jest inaczej. Ucieczki głównego bohatera i sceny walki wydają się tu tylko dodatkiem do niezliczonej liczby gagów sytuacyjnych (z których większość naprawdę śmieszy) i psychoanalizy, której próbuje się podjąć Morbius. Oczywiście wciąż nie jest to poziom Hanekego czy Holland, ale jak na marvelowski serial superbohaterski wygląda to zaskakująco dobrze.

TWOIM ZDANIEM

Wolisz filmy Marvela czy DC?

78,7%
Marvela
21,3%
DC
Zobacz inne ankiety