Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy

Filmy i seriale

Filmy i seriale 27 sierpnia 2020, 16:30

autor: Karol Laska

Widziałem Tenet - z kina wyszedłem zmęczony

Tenet Christophera Nolana to pierwszy poważny kinowy hit w czasach pandemii, dlatego też muszę Was ostrzec. Jeżeli przez ostatnie miesiące nie byliście aktywni filmowo, to może Was czekać rollercoaster wrażeń. Niekoniecznie tych pozytywnych.

Naprawdę tęskniłem za porządnymi blockbusterami, przy których towarzyszyłyby mi duża cola oraz karmelowy popcorn. Tenet jawił mi się jako zbawiciel mający wskazać kierunek, w którym powinny podążyć kolejne filmy opóźnione z powodu koronawirusa. Przed seansem nie liczyłem na nic innowacyjnego. Pragnąłem wręcz następnego typowego filmu Christophera Nolana – tak pompatycznego, że aż atrakcyjnego. Liczyłem jedynie na to, że opuszczę imaxową salę w dobrym humorze. Jednak ku mojemu zaskoczeniu seans przyprawił mnie o poważny ból głowy. I to nie dlatego, że miałem do czynienia z jakimś totalnym gniotem. Wręcz przeciwnie, mój umysł poległ w starciu z jednym z najbardziej skomplikowanych filmów akcji ostatnich lat.

Przyszłość do powrotu

PLUSY:
  1. Motyw odwrócenia czasu nie jest głupi i robi wrażenie;
  2. Po co komu efekty specjalne, kiedy ma się tak oryginalne pomysły na sceny akcji;
  3. Pattinson i Washington tworzą naprawdę zgrany duet protagonistów;
  4. Mocno opresyjny klimat filmu budowany przez dynamiczny montaż, sprawnie zrealizowane zdjęcia i zaprawdę epicką muzykę;
  5. Odrobina niespotykanej u Nolana autoironii.
MINUSY:
  1. Zła ekspozycja i niewybaczalne tempo – bardzo łatwo jest się w tym wszystkim pogubić;
  2. Skomplikowana intryga w pewnym momencie zamiera i liczy się tylko banalne ratowanie świata;
  3. Pierwsza połowa filmu niczym nie różni się od typowego amerykańskiego akcyjniaka.

Co prawda nikt nie idzie oglądać rozdmuchanych dzieł Krzyśka tylko po to, aby pogapić się bezmyślnie w ekran. Nolan przyzwyczaił nas do tego, że tworzy prawdziwie filozoficzne epopeje, które przy okazji naginają wszelkie zasady fizyki i bezczelnie bawią się motywem czasu. Jego artystyczny styl pozostawał wciąż ten sam, zmieniały się jedynie scenerie, a czasem i gatunki. Interstellar to kosmiczne sci-fi, trylogia Mrocznego rycerza zabiera nas do komiksowego (choć w tym przypadku nieco urealnionego) Gotham City, Dunkierka jest przykładem przejmującego kina wojennego, a Prestiż zaliczyć można do czołówki łapiących za gardło thrillerów. Na papierze są to zupełnie inne produkcje, ale w każdej z nich da się wyczuć ten reżyserski pierwiastek. I działa to wręcz świetnie.

Tenet nie sprawdza się właśnie na gruncie gatunkowym. Mamy bowiem do czynienia z dosyć prostym w założeniach kinem akcji. Grupa bohaterów musi uratować świat przed globalną katastrofą. Na tym samym modelu powstaje większość popularnych filmów superbohaterskich. Samo w sobie nie jest to złe, bowiem ten nieco oklepany motyw można rozwinąć na tysiąc różnych sposobów. Tutaj się tak jednak nie dzieje.

W tym miejscu powinienem chyba choć w lekkim stopniu streścić fabułę, ale już na starcie rodzą się dwa problemy. Z jednej strony nie ma za bardzo o czym gadać, gdyż jest ona banalna – opowiada bowiem o agentach CIA, którzy próbują stawić czoło rosyjskim gangsterom. Z drugiej strony scenariusz opiera się w dużej mierze na złożonym motywie odwrócenia czasu, który bez odpowiedniej wiedzy naukowej potrafi być bardzo niezrozumiały. Wiem na pewno, że część ludzi nauczyła się tak przekształcać przedmioty i otoczenie, aby ich entropia została zaburzona. Umożliwia to parowanie ze sobą dwóch światów – przeszłego i przyszłego. Jeżeli ten drugi zdominuje teraźniejszość, to dojdzie do zagłady ludzkości.

Za dużo Nolana w Nolanie

Christopher Nolan niemalże od początku swojej reżyserskiej kariery lubi pogrywać sobie z czasem, perspektywą i – przede wszystkim – widzem. O tych zapędach najlepiej świadczą chyba Incepcja i Interstellar, których czasem trudne do śledzenia konstrukcje spajane są i zamykane przez emocjonujący, podlewany genialną muzyką Hansa Zimmera finał.

W jednej z początkowych scen filmu wprowadzany w istotę spraw główny bohater słyszy: „Nie próbuj tego zrozumieć, poczuj to”. Te słowa idealnie oddają moje wrażenia związane z obrazami Nolana. Dają też przedsmak tego, co nas czeka w ciągu najbliższych dwóch godzin. Niestety, o ile przy wcześniejszych filmach reżysera bawiłem się świetnie nawet wtedy, gdy gubiłem wątek – bo wciąż mogłem napawać się genialną realizacją i chłonąć płynące z ekranu emocje – tutaj częściej zdarzało mi się zgrzytać zębami.

Nie zrozumcie mnie źle – Tenet to nie jest zły film, ba!, jest bardzo dobry. Nie mogłem jednak nie odnieść wrażenia, że bez tych wszystkich zabaw z czasem otrzymalibyśmy arcyświetne kino szpiegowskie w klasycznym stylu. Nolan, chcąc przebić sam siebie, stworzył po prostu obraz chyba nieco zbyt udziwniony – nawet jak na jego standardy. Niemniej jeśli tęsknisz już za wycieczką do najbliższego multipleksu, lepszej okazji mieć nie będziesz. Kręconych z takim rozmachem imaxową kamerą filmów po prostu nie wypada oglądać na domowym telewizorze.

Michał Ostiak

Nolan stoi więc w rozkroku, ponieważ w szablon typowego akcyjniaka wplątał wielowarstwowe zagadnienie dotyczące tzw. czasowego systemu okrężającego. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielki to paradoks. Każdą scenę nakręcono dwa razy (standardowo i od tyłu), ponadto twórcy siedzieli z dyplomowanymi fizykami i starali się wspólnie zminimalizować liczbę nieścisłości naukowych. Poświęcono naprawdę dużo czasu na to, aby Tenet był logiczny na poziomie światotwórczym. No i co? Pomysł na film został spłycony maksymalnie, gdyż posłużył jedynie do opowiedzenia dość taniej historii o ratowaniu Ziemi. Mocno rozczarowujące.

TWOIM ZDANIEM

Czy pójdziesz na Tenet do kina?

Poczekam na wydanie Blue-Ray, DVD lub VOD.
35,2%
Tak, w maseczce, przyłbicy i pancerzu wspomaganym, ale pójdę!
34,8%
Nie, w ogóle mnie ten film nie interesuje.
30%
Zobacz inne ankiety