|
Sezon otwarty. Nie ulega to wątpliwości, wystarczy przyjrzeć się naszej rubryczce „już w sklepach na świecie”, by w pełni poczuć skalę rozgrywających się na naszych oczach wydarzeń. I nic, że znakomita większość tegorocznych killerów to albo kontynuacje bezpośrednie, albo prostolinijne przedłużenia pewnych developerskich koncepcji, okraszone zaledwie asekuracyjną dawką eksperymentalności. Grunt, że coś się dzieje. Jednym z najbardziej wyczekiwanych highlightów sezonu Gwiazdka 2005 miał być i zapewne będzie Age of Empires 3, wysmażony przez kowbojów z teksańskiego Ensemble Studios.
Sześć lat minęło odkąd poprzednia część serii, okraszona podtytułem The Age of Kings, zmiotła z powierzchni ziemi wszystkich komputerowych strategów, słusznie zasługując na miano gry wartej każdych pieniędzy (co było nie bez znaczenia, jako że w chwili premiery w Polsce cena AoE2 oscylowała w okolicach 250 zł). To, co ponad pół dekady temu było innowacyjne, dziś zasługuje raczej na miano oldschoolowego. I tak oto trzecia część zapisanego złotymi zgłoskami w historii gier komputerowych cyklu plasuje się gdzieś pomiędzy klasyczną retro-RTS-owością, a popartym high-endowymi technologiami futuryzmem.

Epickość przytłacza.
Takie gry nie dostają taryfy ulgowej. Buńczuczne zapowiedzi autorów zawsze owocują tym, że oczekuje się od nich perfekcji i poddaje najsurowszym osądom. W przypadku AoE3 proces oceniania zacząć można już od pierwszego ukazania się menu głównego, na którego tle widzimy śliczniutkie, żyjące swoim życiem miasto. Tryby gry oddane do naszej dyspozycji nie zaskakują: mamy przydatnego na starcie tutoriala, główną kampanię fabularną, skirmish z komputerem oraz osławiony już multiplayer za pośrednictwem serwisu Ensemble Online (konotacje Battle.Net-owe oczywiste). Trudno jest rozstrzygnąć, która z powyższych pozycji odebrana powinna zostać jako danie główne. Nie oczekujmy, że wieloosobowe przygrywki w tego RTS-a urosną do rangi sportu niczym w konkurencyjne dzieła Blizzarda, z drugiej jednak strony sama kampania nie wydaje się być główną esencją gry.
|