Recenzja gry 14 marca 2017, 17:00

autor: g40

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Recenzja gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild – sandboks wymyślony na nowo (3)

Zmiana konwencji przy jednoczesnym pozostawieniu elementów tradycyjnie kojarzonych z serią – oto nowa Zelda. Najlepszy tytuł startowy w historii branży, którego odkrywanie to jedna z największych przygód w życiu gracza.

Link wytwórca

Recenzja gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild – sandboks wymyślony na nowo - ilustracja #1
Posągi bogini pozwalają zwiększać zdrowie lub wytrzymałość Linka.

Breath of the Wild działa jak gra survivalowa, nie mając na szczęście absolutnie nic wspólnego z dziesiątkami crapów dostępnych na platformach dystrybucji cyfrowej. Z pokracznymi tworami skażonymi wczesnym dostępem, niedopracowanymi, wyglądającymi jak spod jednej sztancy, bez polotu i wdzięku. Zelda jest piękna pod względem artystycznym, wymagająca kreatywności i przemyślanego działania, ale nie w zdobywaniu surowców. Tych jest wszędzie dosyć.

Kwestię przeżycia w walce stanowi za to umiejętne miksowanie zasobów, metodą prób i błędów – lub dokładnego czytania opisów. Konia z rzędem temu, kto od samego początku wiedział, jak w ogóle zabrać się za gotowanie! To trzeba odkryć. Takie rzeczy czasem podpowiadają w krótkim dialogu spotykane postacie, bardzo rzadko naprowadza nas na coś gra. Najczęściej do wszystkiego trzeba dojść samemu. I jest to cholernie satysfakcjonujące!

Recenzja gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild – sandboks wymyślony na nowo - ilustracja #2
Stajnie to stały element świata Hyrule w BotW. Możemy w nich zarejestrować konia, przywołać wierzchowca pozostawionego w dalekich stronach, uzupełnić ekwipunek, a także gotować.
Recenzja gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild – sandboks wymyślony na nowo - ilustracja #3
Mapa nie służy odkrywaniu „znajdziek”, których w formie tradycyjnej dla wielu innych wydawnictw nie ma w ogóle. To tylko topografia terenu.

TRZECIA OPINIA: Zelda w łóżku

Recenzja gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild – sandboks wymyślony na nowo - ilustracja #4

Breath of the Wild przypomniało mi, dlaczego kocham gry i czego szukam w wirtualnych światach. Wszyscy znamy to uczucie, kiedy cyfrowy horyzont dosłownie połyka nas w całości, obiecując wielkie przygody. Zelda daje Ci właśnie to: obietnicę wielkiej podróży w najpiękniejszej odsłonie Hyrule, jaką widziały konsole Nintendo.

Więcej godzin błąkałem się po świecie, niż wykonywałem główne zadania. I nigdy nie sądziłem, że spodoba mi się polowanie i gotowanie w zielonym kubraczku. Ale tak się stało, podobnie jak wieki temu zakochałem się w Ocarina of Time. Nowa Zelda to być może moja gra roku, a na pewno jeden z najpiękniejszych światów, które miałem przyjemność odwiedzić. Wybaczaliśmy Skyrimowi bugi, wybaczamy Zeldzie framerate. A że chciałbym to w 1080p i 60 klatkach na sekundę? Cóż, chciałbym. Ale nie mam. Mam za to, przewrotnie to ujmę, Zeldę w łóżku. I czuję z tego powodu wielką radość.

Maciej Pawlikowski

Recenzja gry The Legend of Zelda: Breath of the Wild – sandboks wymyślony na nowo - ilustracja #5
Na szczycie każdej wieży Link przy pomocy artefaktu w rodzaju tabletu odkrywa mapę.

W odróżnieniu od poprzednich odsłon koszenie mieczykiem trawy i podnoszenie kamieni nie zmienia się w festiwal pojawiających się znikąd serduszek, rupii (to taka miejscowa waluta) lub uzupełniania przedmiotów, takich jak bomby czy strzały. Choć tak po prawdzie akurat leżącymi mniejszymi głazami warto się zająć, gdyż pod niektórymi z nich kryją się liściowate stworki koroki oferujące specjalne nasionka, które później możemy wykorzystać do zwiększenia liczby slotów u Hestu – ich podróżującego, znacznie większego przedstawiciela, na którego natykamy się przy niektórych stajniach. Im więcej slotów, tym więcej oręża Link będzie ze sobą targać, co nieraz okazuje się kluczową sprawą.

Nie da się wejść na wyższe partie gór bez wcześniejszego przygotowania potrawki z rozgrzewających papryczek. No, chyba że znajdziemy odpowiednie futerko dla Linka, ale kto wie, gdzie go szukać czy choćby kupić? Kiedy trafimy w jeszcze wyższe góry, w których przez cały czas sypie śnieg, nawet to nie wystarczy. Eksplorujemy więc do głębi ten fascynujący świat, tak zróżnicowany, że tą różnorodnością można by obdzielić jeszcze kilka mniejszych produkcji.

Zostało jeszcze 55% zawartości tej strony, której nie widzisz w tej chwili ...

... pozostała treść tej strony oraz tysiące innych ciekawych materiałów dostępne są w całości dla posiadaczy Abonamentu Premium

Abonament dla Ciebie