–Pobudka śpiochu! – głos Rebeki wybrzmiewający tuż nad uchem Desmonda wyrwał go ze snu. –Przed nami dużo pracy!
– A może tak najpierw 'dzień dobry'? – wymamrotał pod nosem – Dużo pracy? Co konkretnie masz na myśli?
– Chcę żebyś przejrzał nagrania z sesji w Animusie poprzednich obiektów, mam nadzieję że znajdziesz w nich coś co pomoże nam odnaleźć Fragmenty Edenu zanim zrobią to Templariusze – wyjaśniła Rebeka, podłączając kable i szykując sprzęt.
– Zapowiada się ciekawie...ale najpierw śniadanie.
>ANIMUS 2.0 WITA
>WCZYTYWANIE DANYCH
>URUCHAMIANIE SYMULACJI - OBIEKT 16 - 26/12/1898
>START
Nieprzenikniony mrok grudniowego wieczoru w chłodnym laboratorium, urządzonego w starej, murowanej szopie, rozpraszała tylko mała lampa naftowa, ustawiona na skraju zawalonego papierami biurka. Jej ciepły blask padał na przygarbioną sylwetkę pochyloną nad stosem papierów, zawzięcie wertującą olbrzymią księgę wypełnioną dziwnymi rycinami.
Przeciągłe skrzypienie drzwi laboratorium rozerwało ciszę i skupienie panujące w pomieszczeniu jednakże postać przy biurku nie przerwała swojej pracy jakby pogrążona w transie.
–Marie! –Obróciła się nagle, dźwięk jej imienia wyrwał ją z zamyślenia, jej dłoń odruchowo wędrująca do leżącego w pobliżu noża. Cofnęła rękę rozpoznając swojego męża i odetchnęła z ulgą.
– Marie jest tak późno. – Odezwał się on wreszcie, rzucając przewlekłe spojrzenie na broń za którą gotowa była chwycić jego żona jeszcze chwilę temu. – Powinnaś wreszcie odpocząć. – dodał cicho.
Wiedziała że ma rację - zmęczenie zaczynało powoli zlewać ciągi skomplikowanych reakcji chemicznych w zagmatwane linie - ale wiedziała również że nie może się jeszcze poddać, nie teraz kiedy już prawie widziała rozwiązanie zagadki leżącej przed nią.
–Jestem tak blisko! Spójrz tylko jakie ogromne postępy poczyniłam. – machnęła ręką w kierunku notatek rozrzuconych na biurku. – Wystarczy tylko, że-
– Mówisz to codziennie! – Przerwał jej stanowczo. – Od lipca nie udało się nam dokonać przełomu w naszych badaniach. Zapracujesz się na śmierć. Już zaczynasz widzieć cienie i duchy tam gdzie ich nie ma... – Skończył niepewnie wiedząc że porusza drażliwy temat.
– Wiesz dokładnie jak wiele osób chce dowieść mi niekompetencję! Wiesz że ludzie czekają na mój błąd, że źle mi życzą! – Gniew rozpalił iskry w jej zmęczonych oczach. – Dlaczego nie wierzysz mi kiedy mówię że ktoś próbował ukraść moje notatki, że mnie śledzono, że jestem w niebezpieczeństwie? –Pochylił głowę uznając jej rację. Po twarzy Marie przebiegł cień wahania.
– Pierre? Czy potrafisz dochować tajemnicy? – Zapytała po chwili milczenia. Spojrzał na nią zaskoczony nagłą zmianą tematu ale widząc jej powagę postanowił nie drążyć i tylko skinął głową. Z jednej z szafek biurka wyciągnęła metalowe pudełko ozdobione czerwonym krzyżem, w którym na aksamitnej wyściółce leżała srebrzysta kula. Otworzył już usta by zapytać co niezwykłego miał w sobie ten kawałek metalu gdy kula zaczęła emitować z siebie dziwne światło. Patrząc na nią miał wrażenie że powietrze wokół drga jakby było gorące.
– To jest Fragment Edenu. – Powiedziała uśmiechając się na widok jego zdziwionego oblicza. – Legenda głosi że sam Bóg stworzył te...urządzenia.
– Zapewne musi być jakieś naukowe wyjaśnienie ich istoty, prawda? – Podszedł bliżej, zwabiony do magicznego przedmiotu jak ćma do świecy. Marie zaśmiała się.
– Jeśli jest to jeszcze go nie znalazłam. Pierre, ta kula ma w sobie odpowiedzi na wszelkie zagadki wszechświata. Czuję że jestem tak blisko nowego odkrycia...
–Jak mogę ci pomóc?