Grałem ponad rok temu i był to najlepszy survival, jaki na PC miałem okazję ograć. Teraz wróciłem po premierze i utrzymuję opinię. Na 15 calowym Legionie gra wygląda cudnie i wydaje się być dobrze zoptym., bo chodzi na najwyższych ust. imitując niemal filmowy obraz. Oczarował mnie real-life eq, gdzie zamiast interfejsu mamy prawdziwy plecak, z którego przekładamy rzeczy na prawdziwy kamyk, wyrzucamy na ziemię itp. Świetnie rozwiązane oględziny ciała i dbanie oń. Dodano dużo craftingu, fabuła wydaje się mieć sens i tubylcy nie straszą, jak straszyli w The Forest odrzucając mnie. Dla mnie grejt.
No fajny macie ten discord, taki nie za mądry. Wszedłem na 30 sekund, więcej kurew niż wszystkich innych słów razem wziętych, dziękuję bardzo. Może to reakcja na ostatnie problemy przy testach gimnazjalnych, ale jednak...
Z prawie idealnego shootera (jedynki) ubiśmieciowi udało się zrobić typowego ubigniota bez żadnego sensu, treści i klimatu, ale z bilionem nikomu niepotrzebnych pierdół do zrobienia. Gra jest zabugowana, wrogowie przechodzą przez zamknięte drzwi, podczas zrzutów spawnują się metr za plecami gracza, etc. Lato w brzydkim Waszyngtonie to przepis na zerowy klimat, który w 1 wylewał się z ekranu. Propaganda lewacka wybija poza skalę, wrogowie nigdy nie są czarni, a dowódcą zawsze jest murzynka-sterydziara. Ten gniot, na wzór swego twórcy, jest koncentratem absurdów, nudy i ideologicznej propagandy.
4 tylko za grafikę i gdzieniegdzie klimat. Krótka, liniowa, tereny kretyńsko blokowane śmiertelną dawką radiacji, słabe udawanie relacji z żoną, bezsensowne questy typu "przynieś mi misia" niszczące immersję absurdalnością. Największą wadą jest jednak wymuszone skradanie i zerowy wpływ gracza na fabułę - nie grasz jak chcemy, tracisz kumpla i dobre zakończenie. Śmierć Duke'a spowodowana głośnym odbiciem łodzi handlarzy to największy kretynizm fabularny, jaki widziałem od lat. No thanks, za tester kart graficznych nie zamierzam płacić 250zł. Dziękuję CPY za pieniądze, których nie wydałem.
Kupiłem Norda i już 3 raz piszę do supportu. Nie było wielkich problemów, ale szkoda że były w ogóle. Plus ogromny za livechat, bo nawet wśród znajomych na smsa trudno tak szybko dostać odpowiedź. Fajna apka na telefon, fajna na komputer, choć babci czy zapracowanemu ojcu bym tego nie polecił do ustawiania samodzielnie.
Osobiście miałem problem z wymuszeniem certyfikatu aplikacji (nie dało się połączyć), po reinstallu i poradach supportu znowu wywalało mi niedostępne strony na wp i netfliksie. Teraz znowu niektóre seriale oglądane jeszcze dziś rano są niedostępne i znowu muszę do nich pisać, z jakiego regionu mam się łączyć. Ale to problem netfliksa, choć śmieszny, bo typowo hamerykanckie seriale nie działają w hamerykanckich serwerach (jak sons of anarchy). Początek słaby, ale miejmy nadzieję, że na tym koniec.
Ta niby promocja 3 letnia już trwa od ponad roku i w 2018 takie same opowieści o kończącej się promo wciskał niebezpiecznik. Nie macie się z czym spieszyć, drodzy kupujący.
Hahaha pracownicy protestują przeciwko cenzurze w Chinach, a w ojhopie i juesej nie mają z tym problemu :D
Wpiszcie sobie "european people history" to będziecie mieli rzetelne wyszukiwanie budowniczych Europy :D
Naprawdę drogie dzieci, serwis wam płaci za te tekściki, czy to wy musicie dopłacić, by taki chłam pozwolono gdzies umieścić?
Piszę to jako ktoś, kto Lovecrafta widzi co najwyżej na półce z tanią fantastyką, nigdzie wyżej. Grafika i płynne działanie bardzo przyjemne w pierwszych minutach. Niestety tylko do momentu, gdy zorientujemy się, że w tej grze nic nie można zrobić i nigdzie pójść. Symulator chodzenia (i to wyłącznie do przodu), nic więcej. O ile z początku klimat był bardzo ciekawy, o tyle bezensowne rozkminy w psychiatryku, czy po powrocie z otwieraniem drzwi lampą naftową to jakieś nieporozumienie. A szkoda, bo początek obiecywał wiele dobrego.
Współczuję tym, którzy kupili ten śmieć i muszą udawać, że im się podoba. Na 32gb ramu, 8gb grafice i i7 nawet minimalne ustawienia nie zmieniają faktu, że to coś jest niegrywalne. Klatek nawet się wtedy nie liczy, bo nie wiadomo czy jest więcej niż jedna. Jedna walka trwa kilka minut, bo każdy ruch kamerą to freeze i zeżarte 10gb pamięci. Czy to denuvo, czy po prostu typowy produkt ubisoftu, bez znaczenia. Tak czy owak, 4zł za dostęp do konta wyrzucone w błoto i nawet tyle ten "produkt" nie jest wart. Omijać, lepiej już grać w bierki.
Ocena dot. wersji PL bez dodatków. Cóż, Activision pokazało, że talent do tworzenia dochodowych fekaliów ma jak mało kto. Sądziłem, że CODy to szczyt tandety, ale D2 poradziło sobie i jest jeszcze gorsze. Minusy to:
- dźwięki (tragiczna muzyka + dubbing + plastikowe brzmienie broni)
- eq i zarz. postacią jest tak proste, że ameba może grać i widać to w poziomie graczy
- zero fabuły, nudne postacie i 0 immersji (tak wiem, to MMO ale po co udawać kampanię?)
- identyczne misje
- tandetni przeciwnicy
3.0 daję tylko za ładne (niektóre) widoki i za to, że ograłem za free przy Blizzconie.
To ile cedep posmarował za wstrzymanie się z oceną, dopóki Gwint przestanie być opłacalny i będzie można pisać o nim prawdę?
Wypadałoby zrobić sobie popcorn i popatrzeć na tych wszystkich kretynów, którzy nie rozumieją, że perspektywa i wartości bardzo się zmieniają, gdy na horyzoncie leży łatwe 60 mln :)
Poza samym klimatem nie ma w tej grze nic dobrego. Tragiczny interface, w którym nie ma nawet dziennika zadań, jak to w rpg, budżetowe ilustracje, które przy itemach mogłyby równie dobrze nieistnieć (i tak nic nie przedstawiają), walka zerżnięta z wiedźmina, ale z kretyńskim systemem staminy, gdzie postać ma kondycję spasionego hamerykanina spod KFC. Żałosne walki z bossami w zablokowanych z każdej strony arenach bez wyjścia, do większości questów trzeba "expić" postać albo machać godzinami szabelką. Punkty tylko za klimat, level design i muzykę. Don't nod niech lepiej robi point&clicki.
Co może być nie tak z grą, w której główny bohater jest wojskowym/agentem specjalnym, a zdycha na zawał po dwóch machnięciach deską? Cóż, praktycznie wszystko. Multikulturalna propaganda nie pozwoliła im zatrudnić żadnego lektora z prawdziwą angielszczyzną, misje rodem z far gay i innych sandboxów bez fabuły, kretyński system "umierania", za które karą (w grze o przetrwaniu apokalipsy!!!!) jest strata jakiś g***opunkcików. Ojej, wszędzie chcą mnie zażreć, a jak to zrobią to nie kupię sobie skilla. No poważna produkcja, nie da się ukryć. 1 tylko dlatego, że kupiłem ten syf w 70% promocji.
Jak w każdej grze, każdym filmie i wielu innych produktach.
GTAV to twoim zdaniem miliardy zarobiło za to, że twórcy rozdawali ją rodzinie na święta? Sprzedaży nie osiąga się produktem, tylko marketingiem. Gdyby rządził produkt, na rynku nie wygrywałyby firmy typu McDonald's, Fiat czy Microsoft ;)
Dawno nie wyszedł większy syf. 5 to prawdopodobnie najbardziej irytująca część far geja, która po Primalu wygląda, jakby po szkole tworzyły ją dzieci designerów noobistoftu. Poza wymuskaną grafiką nie ma tam nic, czego oczekiwałby człowiek na poziomie rozwoju ponad 15 lat, fabuła jest zerowa, dosłownie wszystkie postacie irytujące i odpychające, próba przekoloryzowania amerykańskiego humoru i zrobienia beki z rednecków zaowocowała tym, że większość misji się omija, a na dialogach wyłącza dźwięk. Na misję trzeba wliczyć jakieś 2-3 wciśnięcia alt+f4, bo na trzeźwo w tego gniota nie da się grać.
Problem z PUBG poza wszystkim co opisano miliony razy jest jeden - nie ma do tej gry po co wracać, po co grać ani na co czekać.
Pisałem o tym w mojej pseudorecenzji:
- nie ma nic do zdobycia poza numerkiem na liście i skrzyneczką z d... wziętą, której zawartość nic nie daje;
- nie ma jak ani z kim konkurować, bo graczy z jednego meczu już najpewniej nigdy nie zobaczymy a przy milionach graczy w top liście świata nie znajdziesz się nawet jako pros;
- nie ma specjalnych taktyk, bo albo zmiennych w grze jest zbyt dużo, albo po prostu wystarczy camp by być w pierwszej 10;
Twórcy battle royale powinni uczyć się od starego dobrego Modern Warfare 2, gdzie były elementy RPG i "wbijania" różnych rzeczy, odblokowywanie itp a jednocześnie te unlocki nie dawały przewagi, której nie dałoby się nadrobić skillem.
W PUBG byle gimb wbija sobie na reddita, czyta poradnik jakiegoś wyjadacza i jest w pierwszej 10tce w każdym meczu. Po paru godzinach włączanie gry nie ma sensu, bo nie chce się po prostu siedzieć w jednym miejscu przez 15 minut i co minutę biec między drzewkami, by zdążyć do okręgu. Bleh.
Gabriel Gawron, chyba musisz zerknąć na mapę lub wziąć korki z geografii, jeśli uważasz, że Rosja lub Turcja "pcha się do Europy" :)
Jaki ta gra ma sens? Granie, by wygrać kolejny meczyk i tyle? Dobra kampa pozwala być w każdym meczu w pierwszej piątce graczy. Ranking jest do niczego, bo nie zabijając więcej jak 1-2 graczy na mecz jestem w top 8% po 12 meczach. WTF?
Gra, w której nie wbija się eq i skilli powinna mieć system rankingowy a'la Starcraft z ligami, na bazie wyników meczy. W tej chwili kolejne mecze nie mają sensu, bo mapy ciągle te same, za punkty nic poza shitowymi skrzynkami, poza kosmetyką nic do "farmienia" i noobów z prosami wrzuca do tej samej gry. A szkoda, bo potencjał battle royale jest ogromny.
Przereklamowanym nazywa GTA człowiek, który kolejnemu shitowi od noobisoftu opartego o "wciśnij E by przejść grę" przyznaje miano "najlepszej gry o piratach".
Srogie grzyby albo to wrodzone, nie wiem...
Co tam wątek asasynów. Postać potrafi już walczyć, skakać i porusza się identycznie jak asasyn, mimo że nigdy o nich nie słyszała. To jest dopiero debilizm twórcy i odbiorcy, który wystawia takiemu gniotowi ocenę wyższą niż 1
Gra od kretynów dla kretynów. Postać, którą gramy potrafi wejść po pionowym maszcie w czasie sztormu, ale nie radzi sobie z kamieniem do pasa lub pniem. Skąd zresztą ma umiejętności asasyna, skoro słyszy o nich dopiero wraz z postępem fabuły? Gra jest jednym wielkim bugiem, znikają postacie, blokują się śledzeni wrogowie, zostajemy wykryci zza budynku etc. Misje wszystkie takie same - podsłuchaj, śledź, zabij, repeat. Pedolewacka propaganda przez całą fabułę i nieznajomość historii, która aż wypala mózg. Cóż, mainstreamowy gniot w imię antykukturowej indoktrynacji. Byłaby 1 ale karaiby ładne.
Do końca gry trzymała mnie tylko postać Clem i nadzieja, że "za chwilę będzie jak w jedynce". Niestety nie było tak. 11 latka odwala akcje godne Batmana, ma sprawność Rambo, siłę ciosu Herkulesa, zmysł dyplomatyczny Kissingera, a ekipa słucha jej jak wyroczni w Matriksie. Po pewnym czasie klikałem dowolne dialogi widząc, że i tak stanie się to, co oskryptowali twórcy. Do jedynki żadnego porównania, pozostała tylko grafika i sentyment. A przy tekście mudżina "nie mogę jej [czarnoskórej babeczce] dać tej kurtki, to barwy konfederatów" po prostu skisłem i rzygłem czując smród parszywego lewactwa.
To przykład gry niemal idealnej spieprzonej przez niezoptymalizowane loadingi i tworzenie rozgrywki, przez które uninstall poszedł po 29h, a bez których grałbym do momentu śmierci z wycieńczenia przed kompem. Włączasz grę, 5 minut ładowania. Zmieniasz z singla na online, 5 minut ładowania. Szukasz ludzi do napadu, znajdujesz, ładujesz grę 2 minuty ale frajer się wylogował, więc wywala wszystkich i czekasz kolejne 2 minuty. Powtórz kilka razy i masz próbkę GTA Online. Ludzie, których spotykałem podczas tych 30 godzin to jakiś dramat, bez trybu prywatnego nie dało się grać. Byłoby 20/10, ale cóż
Po 51h mogę śmiało dać 8,5 mimo, że grę "solowałem" i to mi wystarcza by ją uwielbiać. Division ma klimacik, fajny świat (NYC) i najważniejsze - chęć łojenia wrogów by znaleźć kolejny item wywołują tak, jak stare dobre Diablo 2. Jeszcze jeden mieczyk, jeszcze jeden karabinek. I tak do rana. Gra dostępna dla solo graczy, choć w DZ casualowi za ciężko. Fabuła praktycznie zerowa, ale frajdy poprzez farmienie dostarczyło mi więcej, niż niejedna fabularnie bogata, ale słaba gameplayowo gra. W dwójce oby było więcej tego samego, też dostępnego dla solo graczy bez teamu nolifów na farmienie DZ.
10 nie daję tylko przez sterowanie, które czasem drażni. Oceniam jako przezycie, nie jako dzieło techniczne/programistyczne/designerskie. Fabuła świetna, a dzięki relacji Lee-Clem poczułem się pierwszy raz jak ojciec małego szkraba, chcąc poćwiartować każdego, kto choćby pomyślał o skrzywdzeniu jej. Od naszych wyborów mogłoby więcej zależeć, ale nie ma co przesadzać. Plus za "nowoczesność" czyli pozbycie się kretyńskich zagadek typu ułóż 5000 puzli, by znaleźć klucz do drzwi.
Gra właściwie nie robi nic poza próbą dowalenia graczowi emocjonalnie. Wolność wyboru jest tylko tam, gdzie możemy wybrać źle lub bardzo źle. Byłoby koło 5-6 gdyby fabuła kończyła się na załatwieniu okularnika, ale wspomniany wyżej motyw dowalenia graczowi wymagał zgnojenia go na koniec zabiciem Chloe w jakimś żałosnym fantasy tornadzie, co zrównało tę grę z syfem pokroju "milion in 1" gier na pegasusa.
Zerowa optymalizacja, na RX480 8gb, i7 i 16gb ramu jazda autem niemożliwa (8-12fps) tak na detalach ultra jak i medium. Interfejs przeszkadza, całość gry w modelu "wciśnij Q by przejść misję i otrzymać pierdyliard kredytów i milion pkt umiejętności". Dałbym naciągane 1 gdyby nie polityka braku zwrotów w ubishit.
Feministyczna ścierwopropaganda w postaci "rycerek" (?) i "dowódczyń" (?), grafika na poziomie stockowych modeli z UE/CryEngine, zero fabuły, gameplay powtarzalny i oparty o kombinacje ciosów na poziomie koordynacji trzylatka, żałosny system EXP gdzie za jeden ruch myszką dostaje się 3 poziomy i miliony nagród. Ocena powyżej 0 tylko dlatego, że kupiłem w promocji.
Co za różnica, czy grał w gry PB wcześniej? Nawet Risen 1 w porównaniu do Elexa to arcydzieło techniczne i mistrzostwo dopracowania. W Elex niegrywalna jest nawet walka, czyli podstawowy element gry, przez co bez trainera usuwającego kretyński system wytrzymałości starczającej na 2 uderzenia toporkiem gra spodobać się może co najwyżej gimbom z 10h wolnego czasu każdego dnia. Do tego przesadzony, pseudogothicowy "styl" wrzucania potworów o pińcet leveli ponad gracza w miejscach, gdzie udaje się on celem wykonania jednych z pierwszych misji (np. 4 wędrujące raptory i ich dowódca w queście na 3-4 levelu). Przez takie idiotyzmy trzeba przejść się do 20 miejsc, by znaleźć 3, w których w ogóle mamy szanse na wygraną.
Dialogi w stylu "Co masz do zaoferowania? - "Pewnie!" już wszyscy chyba opisali. Co więc miałoby się zmienić, gdyby ktoś grał lub nie grał we wcześniejsze gry PB? Takiego syfu nawet w G1 nie było, bo tam bugi były śmieszne (vide wbijanie piąchy w twarz rozmówcy). Elex to po prostu dramat i dowód na to, że Piranha nie ma pojęcia i zasobów do tworzenia projektów, na które się porywa, które obiecuje i za które kasuje spory hajs (bo ten sam, co miażdżący go Wiedźmin, czy Skyrim).
Piranha potrafi tworzyć światy, lokacje, fabułę i osobowości postaci, ale nie potrafi tworzyć gier. Technicznie Elex jest tak zepsuty, że praktycznie niegrywalny dla niemasochistów. Po Risenach to regres w jakości technicznej do poziomu Gothica 3. Piątka leci tylko dlatego, że świat, lokacje i klimat są gothicowe, ale nie do odkrycia z powodu technicznej biedy.
Zobaczcie dzieła Różalskiego na art station albo po prostu w Google. Facet tworzy concept arty na co najmniej kilka dobrych serii książek, filmów, seriali i gier. Nie wiem, jakim jest twórcą gier, ale zdecydowanie stanowi kapitał, który Polacy powinni docenić. Biorę w ciemno :)