Oponowałbym. Na pewno wcześniej były tego typu gry. Pamiętam, że grałem w coś takiego na C64 jak i na Amidze a na pewno było to przed 1997, raczej było to jakieś 5 lat wcześniej. Było 3D, otwarty świat, mnóstwo jednostek z możliwością przełaczenia się na kontrolę pojedynczego piechura. Na C64 na pewno była "drucikowa" grafika 3D bez żadnych tekstur, na Amidze było to ładniejsze niż Muzzle i porównywalne z Wargasmem.
Śmieszą mnie wypowiedzi na temat "żonglowania" dyskietkami na Amidze. Wszyscy zapominają, ze w tym czasie, żeby pograć w najbardziej gównianą grę na PC trzeba było mieć HDD. Amiga pozwalała na granie w o wiele lepsze gry bez HDD. Granie w gry wielodyskowe na Amidze było może i mniej wygodne ale było w ogóle możliwe, na PC bez HDD nie dało się zagrać w żadną grę zajmującą więcej niż jeden dysk.
Po co robić jakieś crapy o tamtych latach skoro można zrobić GTA: Pruszków vs. Wołomin? W ścieżce dźwiękowej musi się znaleźć "12 groszy" Kazika.
Dodam jeszcze, że pierwsze doświadczenie multiplayeru zaliczyłem w salonie gier w Sosnowcu na Modrzejowskiej około 1986-87, gdzie można było pograć w Gauntlet w cztery osoby na jednym automacie. Automat był oblegany od otwarcia salonu do jego zamknięcia, ciężko się było do niego dopchać ale jak się już dorwało do manetek stawało się kimś w rodzaju celebryty. Każdy z graczy miał odrębny kolor więc zawołania typu "zielony, gdzieś k... wlazł, blokujesz nas" czy "czerwony pospiesz się" były codziennością. Gauntlet nie był egalitarny, czas gry zależał w głównej mierze od liczby wrzuconych monet, bogaci grali o wiele dłużej, tacy biedacy jak ja załapywali się tylko na parę minut, zwłaszcza, że poziom gry zależał od pory dnia - jak się dopchało na otwarcie salonu to można było pograć dłużej na niskich levelach, jak się przyszło po szkole to czas gry był o wiele krótszy. W tym samym salonie można było pograć w Ikari Warriors, niestety tylko na "miodowym" monitorze w "customowym" setupie, dopiero długo później dowiedziałem się, ze ta gra ma więcej kolorów.
Ośmielę się stwierdzić, że lata 90-te to był już w Polsce zmierzch ery "salonów gier". Prawdziwą erą "salonów gier" była druga połowa lat 80-tych, gdy powszechne były "wozy drzymały" z automatami. Po 1989 komputery osobiste i konsole stały się o wiele bardziej dostępne (wcześniej trzeba było albo pojechać "na zachód" albo kupić za dolary lub marki w Pewexie lub Baltonie, można też było upolować Timexa 2048 w Składnicy Harcerskiej), Pegasus pojawił się w 1991. Ta dostępność maszyn domowych zabiła salony.
W latach 80-tych salon gier był jedyną powszechnie dostępną możliwością obcowania z grami komputerowymi. Pierwsze salony były obwoźne (pierwszy "wóz Drzymały" w jakim byłem pojawił się w Sosnowcu na Osiedlu Piastów około 1982 roku, pamiętam, że można było zagrać w takie hity jak Asteroids, Scramble, Centipede, Galaxian, Defender, Space Invaders, Moon Patrol czy Frogger, więc w sumie nowości), stacjonarne salony w pierwszej kolejności powstały w miejscowościach turystycznych (pierwszy taki zobaczyłem w 1984 w Dziwnowie na wakacjach), później też pojawiały się w innych miejscowościach.
Pamiętam też totalą chamówę jaką była tzw. "dioda", polegało to na tym, że poza tym, że "życia" w grze były ograniczone a poziom trudności przeważnie był ustawiany na ultra-hard pazerni właściciela salonów montowali też układy ograniczające czas gry. Po upłynieciu określonego czasu zaczynała migać dioda zamontowana w automacie i jeśli nie wrzuciło się monety/żetonu w odpowiednim czasie to w chwili, gdy dioda przestawała migać odcinane było sterowanie. Pod koniec lat 80-tych przechodziłem bootlega Contry - Gryzora na jednym kredycie, "dioda" wydatnie ograniczała czas zabawy i zaburzała statystyki, bo bywało, że kredytów było nabitych tyle, że można było teoretycznie zagrać "za darmo" ale nie dało się sterować, bo "dioda" odcięła joystick i przyciski.
Pamietam też, że w drugiej połowie lat 80-tych pojawiły się "salony" z komputerami osobistymi (przeważnie w 99% 8-mio bitowymi), coś jak późniejsze kafejki internetowe, gdzie płaciło się za godziny i można było zasiąść przed Atari, Commodore czy Spectrum i robić co się chciało (a przeważnie się grało). Oczywiście czas wczytania gry liczł się w wynajęte godziny więc chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego najlepszą dostępność i najniższą cenę za godzinę miało w takich salonach 8-mio bitowe Atari z magnetofonem.
Z AvP może być podobnie do C&D, sprawy licencyjne, mogli dodać do maszyny, bo mieściło się w ramach licencji, do Capcom Beat'em Up Bundle czy Capcom Arcade Stadium już nie mogli.
C&D są w tzw "licencyjnym piekle". Uniwersum powstało jako komiksowa seria "Xenozoic Tales", która była wydawana w latach 1987-1996. Na zarejestrowanie znaku towarowego "Cadillacs and Dinosaurs" musiało się zgodzić General Motors. Licencje na serial animowany, gry, figurki, batony itp. zostały udzielone na początku lat 90-tych i to w ograniczonym zakresie więc Capcom nie ma prawa do dalszego używania tej marki, legalne są tylko stare automaty z grą i nic więcej. Obecnie temat licencji jest tak zagmatwany, że nie ma szans, by pojawiło się cokolwiek z tego uniwersum. Jest o wiele gorzej niż ze Spidermanem, którego Marvel sprzedał Sony i teraz Disney musi prosić o zgodę na użycie postaci w MCU, czy z Fantastyczną Czwórką, którą kupił Fox i wypuścił specjalnie gniotowaty film w 2015 roku, żeby zgodnie z umową zatrzymać prawa (Foxa kupił Disney więc teraz postacie z F4 mogą się pojawiać w MCU). Nota bene Marvel też miał prawa do C&D.
O przepraszam, puszczenie siostrzeńcowi w wieku 6 lat wszystkich oryginalnych części "Martwego zła" było bardzo wychowawcze i nauczające.
O przepraszam, puszczenie siostrzeńcowi w wieku 6 lat wszystkich oryginalnych części "Martwego zła" było bardzo wychowawcze i nauczające.
O przepraszam, puszczenie siostrzeńcowi w wieku 6 lat wszystkich oryginalnych części "Martwego zła" było bardzo wychowawcze i nauczające.
To nie jest dobry przykład, o ile w tamtych czasach protagonista Jindřich zapewne mówił po czesku, ale to nie był taki sam język jak współczesny czeski (podobnie jak średniowieczna staropolszczyzna różni się od współczesnego języka polskiego, dokładnie naukowcy nazywają ówczesny język czeski stará čeština lub staročeština) to "wysoce urodzeni" i bogatsi mieszczanie posługiwali się raczej łaciną (przeszli na niemiecki dopiero w XVII wieku, po przegranej z Habsburgami Bitwie na Białej Górze w 1620). Gdyby akcja gry rozgrywała się jakieś 300 lat wcześniej to jako język elit mógłby się pojawić język staro-cerkiewno-słowiański, który był językiem literackim Czech do około XII wieku.
Do klimatu niektórych gier rzeczywiście pasuje konkretny dubbing. Mi np. do gier z serii Metro najlepiej pasuje rosyjski dubbing. Angielski dubbing w tych grach budzi podobny dysonans co mówiący po niemiecku Indianie i kowboje w niemiecko-jugosłowiańskich westernach o Winnetou.
https://www.youtube.com/watch?v=fJZ2EZvg4aE
"...jeden dzień z życia kilkorga warszawiaków..." o przepraszam, Włoch Francesco Romanelli na pewno nie jest warszawiakiem, poszukujący treblinek do kombajnu Zygmunt Bączyk jest z
Sulęcic, Mroz przylatuje z Ameryki i witają go górale, bynajmniej nie warszawscy i zespół ludowy z Szamotuł.
Kilkanaście lat wcześniejszy "Jazon z Gwiezdnego Patrolu" (Jason of Star Command) był o wiele lepszy.
"Za dużo niepotrzebnych bohaterów"
Marvell to niestety multum bohaterów, zawsze można wyciagnąć kolejnego niczym królika z kapelusza. I tak we władaniu "Imperium Myszy" jest tylko część z nich (nie ma X-Men, Spiderman jest w portfolio Sony) a niektórzy są w sumie od niedawna (np. Fantastic Four). Do MCU można wciągnąć nawet Conana (vide komiksy "Savage Avengers").
A Yoda z uniwersum Star Wars to UBek i żydokomuna. https://www.youtube.com/watch?v=bYRYHLUNEs4 co zresztą potwierdzają pozycje książkowe z nowej edycji, które napisano po strąceniu poprzednich książek do brandu "Star Wars Legends" takie jak trylogia "Koniec i początek" Chucka Wendinga.
Do bonusowych "freak games" dodałbym strzelankę 2D w stylu Guns, Gore & Cannoli.
Ja bym bardzo chciał zagrać w osadzonego w świecie Diablo Dungeon Keepera we współczesnej odsłonie. Klimat i mechaniki Dungeon Keepera w świecie Diablo z lepszą grafiką - po prostu dżem z miodem.
Totalnie mylicie przyczyny ze skutkami i dajecie się oszukać tzw. "autoytetom naukowym". Przede wszystkim zacznijmy od tego, że planeta Ziemia przeżyła okresy, gdy średnia temperatura była najwieksza i najmniejsza na długo przed tym, gdy homo sapiens w ogóle się pojawił. To od razy stawia pod znakiem zapytania hipotezę, że aktualne tzw. "ocieplenie klimatu" ma przyczyny antropologiczne. Po drugie, sam pamiętam, że na przełomie lat 70/80-tych obowiązującą, lansowaną przez środowiska naukowe hipotezą była kolejna epoka lodowcowa. Po trzecie klimat jest o wiele bardziej skomplikowanym zjawiskiem niż nam to przedstawiają "klimatyczne oszołomy". Zmiany pogody dokładnie obserwujemy od mniej wiecej stu, w najlepszym wypadku od dwustu lat. Cykle zmian klimatycznych mają tysiące lat. Skąd się wzięły winnice w Zielonej Górze i dlaczegi Szwedzi w czasiw Potopu przemaszerowali przez zamarznięty Bałtyk. Może mi ktoś z "klimatystów" to wytłumaczyć?
Najgorsze w animowanych ekranizacjach komiksów było to, że nie bardzo były wierne pierwowzorom. Takie np. "Żółwie Ninja" znacząco różniły się od swojego komiksowego, mrocznego, czarno-białego pierwowzoru. Nie przeszkodziło to im zyskać staus "kultowego" serialu. Ten animowany Batman był jednak doskonały, przesadził przaśne animacje o Batmanie o wiele dalej w przyszłość niż doskonałe filmy z Keatonem. Nawet trylogia Bale''a im nie dorównała.
Mi się wydaje, że w "Małysza" grałem jeszcze na studiach ale jak sprawdziłem fakty okazało się, że pierwsza wersja gry wyszła w 1999, czyli już po tym jak obroniłem pracę magisterską a "Małyszomania" zaczęła się w sezonie 2000/2001, choć pierwszy spektakularny sukces Adama Małysza był w 1996 roku (drugie miejsce w Iron Mountain, telewizja tego nie pokazywała).
A gdzie doktor Plama, główny antagonista w jedynym polskim filmie superbohaterskim, czyli "Hydrozagadce"?
A gdzie komiksowy anybohater, czyli Likwidator?
A gdzie największy złol zdaniem "totalnej opozycji", czyli Jarosław Polskęzbaw?
A gdzie wszyscy złodupcy z seriali propagowanych w PRL, czyli pogrobowcy Hitlera z seriali "Gruby", "Pan Samochodzik i Templariusze' czy "zaplute karły reakcji" z "Piatki z ulicy Barskiej"?
A co z "bandytami z AK lub NSZ" jak w Ogniomistrzu Kaleń"?
Najbardziej tragiczne w tej całej sytuacji jest to, że w obliczu muzułmańskiej agresji i obojętności "zachodu" Ormianie (chrześcijanie od IV wieku, prześcigają ustanowienie reigii chrześcijańskiej jako religię państwową w Cesarstwie Rzymskim) musieli "przytulić się" do putinowskiej Rosji. Tak, Ormianie są teraz "pachołkami Putina".
Ken Block ['].
Gymkhana.
Szacun.
Ken Block był jednym z tych gości, których nie dało się nie lubić. Kto śledził profile Kena w mediach społecznościowych na pewno przyzna mi rację. Tak samo jak Collin McRae, Ayrton Senna genialny kierowca, który zrobił bardzo dużo dla popularyzacji sportów motorowych i odszedł za wcześnie.
W tym roku zima w USA była bardzo niełaskawa dla porządnych facetów. Ken Block zginął a Jeremy Renner walczy o życie.
Pomijając wszystkie aspekty jakości, miodności czy fanservice'u itp. zauważam, że biznes growy wpada w tą samą pułapkę co przemysł filmowy/telewizyjny. Z tych 23 pozycji dwie to typowe odgrzewane kotlety, 13 to odcinanie kuponów od uznanych i lubianych serii growych i filmowych, pozostałe są inspirowane uznanymi i lubianymi grami lub są w modnym gatunku. Nihil novi sub sole, wszystko już było, przypomina mi się monolog Maklaka z Rejsu o polskich filmach.
Choć muszę przyznać, że Tetris Effects, w który dziś zagrałem po raz pierwszy na PS4 podłaczonym do telewizora z ambilight i dolby atmos zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
Stawiam na jakiś Fallout lub Metro.

Sporo brakuje np. nie ma wzmianki o slasherach z lat 80-tych XX wieku jak "Świąteczne zło" ("Christmas Evil" z 1980), "Cicha noc, śmierci noc" ("Silent Night, Deadly night" z 1984) a przede wszystkim świetnego skandynawskiego "Rare exports" z 2010.

A tak wygląda kaplica Św. Mikołaja w Kryłowie-Kolonii. Obok stoi dąb a spod kaplicy bije źródło cudownej wody leczącej bezpłodność, impotencję, choroby skóry, reumatyzm, ślepotę i inne choroby.
Wilk jest nieco sfatygowany, bo według miejscowej tradycji bezpłodne kobiety, modląc się w sanktuarium o urodzenie dziecka, powinny nie tylko wykąpać się w źródle, ale również usiąść nago na wilku i pogłaskać go, wypowiadając swoją prośbę.

Mało kto wie, że Św. Mikołaj jest bardzo uniwersalnym świętym i ma szeroki zakres obowiązków. Poza opieką nad dziećmi, pannami na wydaniu, dziewicami i młodymi małżeństwami jest też patronem żeglarzy, ratuje tonących i rozbitków, jego opieki wzywają pasterze, flisacy, piwowarzy i literaci. Jest też, można powiedzieć, patronem medycyny ludowej - pojawia się w inwokacjach i zamawianiach szeptuch i znachorów. Jest też patronem uwięzionych i uciśnionych, czyli modlili się do niego skazani przestępcy. Jest przewodnikiem dusz po zaświatach. No i na koniec jest opiekunem wilków i wilkołaków, bywa zwany pasterzem wilków.

Poza wymienionymi powyżej przez przedmówców sporo kultowych bryk brakuje:
Wampir z Feratu, czyli Skoda 110 Super Sport
Herbie The Love Bug (czyli VW Garbus z serii filmów Disnewy'a)
Trans Am z "Mistrz kierownicy ucieka"
"zmodyfikowane" Ferrari 410 SuperAmerica z Pana Samochodzika (niestety w pierwszej ekranizacji był to Volkswagena 166 Schwimmwagen a potem robiło się coraz dziwniej)
Testarossa z "Miami Vice"
Citroeny DS i 2CV z "Żandarmów" i "Fantomasów"
Chevrolet Silverado "Pusy*WGN" z "Kill Bill"
Ford Econoline w psim przebraniu z "Głupi i głupszy".
nurkujący Lotus Esprit z Bonda
Peugeot 406 z "Taxi"
gliniarski Dodge Monaco z "Blues Brothers"
mityczny DODGE Demon z Bundych
i pewnie jeszcze parę innych

Mach-1 z oryginalnego filmu był lepszy, tam przynajmniej Halicki i spółka naprawdę jeździli tymi samochodami.
Tu cały film.
https://www.youtube.com/watch?v=Le_SnbrNaog
Hellołłł. Xenomorphy i klimat rodem z Aliens pojawiły się w grach o wiele wcześniej niż Alien Breed czy AvP. Już w 1986 roku, czyli roku premiery filmu pojawiły się na C64, Spectrum i Amstrada CPC nie jedna ale dwie gry oparte na tym filmie.
https://www.youtube.com/watch?v=NsQpRY2MsPE
https://www.youtube.com/watch?v=dqQwYbpnRd0
Że tak powiem, jak na tamte lata klimat był.
Tu kompilacja wszystkich gier z tej franszyzy.
https://www.youtube.com/watch?v=N8j2ezEI1NQ
Brakuje "Delikatessen" i innych dzieł "spółki" Jean-Pierre Jeunet & Marc Caro.
Airbus Bieluga to pomnik eurokołchozu. Uparto się, by budować samoloty w kilku zakładach rozrzuconych po całej Europie, przy czym każdy z zakładów specjalizował się we fragmentach konstrukcji więc powstał problem z transportem dużych elementów między zakładami, znaleziono rozwiązanie w postaci tego samolotu a mozna było tak jak Amerykanie zbudować po prostu jedną dużą fabrykę jak Amerykanie, którzy w czasie II wojny światowej wybudowali fabrykę w Willow Run, gdzie samoloty produkowano taśmowo i którą w szczycie produkcji opuszczał jeden bombowiec B-24 Liberator na godzinę. Jak to powiedział Stefan Kisielewski "Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!".
Zweno SPB nie mogło być "prototypem" Star Destroyera ze Star Wars, bo nie latał w kosmosie, przymykając oko można go nazwać prototypem Marvellowskiego Hellicarriera S.H.I.E.L.D.
Brakuje bardzo dużo naprawdę dobrych filmów z okresu PRLu. Nie są powtarzane, autor pewnie ich nie widział, w czasach, kiedy chodziłem do podstawówki i liceum były puszczane o wiele częściej, niektóre co roku, przy okazji ważnych rocznic. Takimi filmami były "Westerplatte" i "Wolne Miasto" Stanisława Rózewicza, które były puszczane co roku 1 września. Często był też puszczany "Orzeł" Leonarda Buczkowskiego i "Hubal" Bohdana Poręby. Dość często puszczane były "Zamach" i "Akcja pod Arsenałem", też dobre. Z komedii świetne były "Giuseppe w Warszawie", "Gdzie jest generał", "Rzeczpospolita babska", "Cafe pod Minogą". Nie brakowało produkcji poruszających temat holocaustu jak "Ulica Graniczna" czy "Biały niedźwiedź". Niektóre perełki są dziś całkiem zapomniane jak "Dziś w nocy umrze miasto", "Ludzie z pociągu", "Potem nastąpi cisza", "Kamienne niebo", "Umarłem, aby żyć".
Co prawda to nie filmy wojenne ale bardzo dobre są też polskie "westerny" takie jak "Wilcze echa" czy "Prawo i pięść".
"W ciemności" to nie jest film wojenny tylko odrealniony, subiektywny, antypolski film propagandowy. O ile propagandowe produkcje z PRLu da się przełknąć, bo są znakomite warsztatowo (takie fimy jak, "Jarzębina czerwona", "Ogniomistrz Kaleń", "Kierunek Berlin", "Skąpani w ogniu", wielka superprodukcja demoludów "Wyzwolenie", nawet typowy produkcyjniak jak "Pierwsze dni" są o wiele lepsze) to traktowanie tego gniota jako najlepszego filmu wojennego jest jakimś nieporozumieniem. To film obrzydliwy i mitotwórczy tak samo jak "Lotna".
"Jak rozpętałem drugą wojnę światową" to też ekranizacja książki "Przygody kanoniera Dolasa" napisanej przez Kazimierza Sławińskiego wydanej w 1967 roku (Czyli 30 lat po "C.K. Dezerterzy" Sejdy).
Co by nie mówić to Persona 5 na PS3 to było coś. Na PC na pewno nie będzie robiło takiego wrażenia jak na PS3 5 lat temu.
Tak, to ten sam facet znany też jako Stańczyk alias Franek Kimono alias Szpicbródka alias austriacki konsul Jacek Ben Silberstein alias profesor Dobraniecki (to on wypowiada w "Znachorze" zdanie "Wysoki Sądzie, to jest profesor Rafał Wilczur.").
Dokładnie. Teraz czekam na "pasek" o tym jak Ambroży przep..., o przepraszam, wydał całe złoto drużyny na piegi u Golarza Filipa.
No właśnie, rocznik 1987, czyli jak wchodziła ostatnia część filmowej trylogii o Kleksie ("Pan Kleks w kosmosie" 1988 rok) to większość jeszcze rżnęła w pieluchy. Kiedy już zaczęli cokolwiek kojarzyć to było o wiele więcej ciekawszych atrakcji niż filmy o Kleksie z czasów schyłkowego PRLu. Te filmy nie były często powtarzane a większość tego pokolenie nie zna nawet "Czterech pancernych i psa" czy "Stawki większej niż życie", mimo tego, że nawet teraz na kilku kanałach z podstawowego pakietu większości kablówek lecę non stop powtórki tych seriali.
"Miasto zaginionych dzieci" serdecznie polecam nadrobić jak pozostałe dzieła spółki Jean-Pierre Jeunet / Marc Caro jak "Delikatessen", "Amelia", "Bazyl, człowiek z kulą w głowie", "Bunkier ostatniego strzału",...
W sumie na powieści Józefa Korzeniowskiego oparto tyle gier/filmów/powieści, że wstyd nie znać oryginału.
Awans "Naval combat" pewnie był związany z eventem Godzilla vs. Kong w World of Warships...
Excalibur - piękny film, w telewizji puszczano go w przeddzień mojej matury ustnej z angielskiego, film trwał ponad 2 godziny i nie był puszczony o 20:00 więc poszedłem niewyspany. Mało kto pamięta, że w tym filmie grali Helen Mirren, Liam Neeson, Patrick Stewart i odtwórca Guy'a z Gisburne z Robina of Sharewood - Robert Addie.
Przyczajony tygrys, ukryty smok - piękny, baśniowy ale kameralny w porównaniu do widowiska odgrywanego w górach niedaleko klasztoru Shaolin na żywo, również w reżyserii Anga Lee, które widziałem w czasie wycieczki w Chinach. Tysiące odtwórców (aktorów i statystów) a za scenę robi górska dolina, grają też okoliczne szczyty a "powietrzne" walki odbywają się na wysokościach przyprawiających o zawrót głowy (jak będę miał chwilkę czasu i znajdę to dodam fotki).
Jeździec bez głowy - to raczej horror, wspaniały, zwłaszcza kreacja Christophera Walkena, choć wolę go w innym pełnoprawnym cyklu fantasy - Armia Boga.
Władca Pierścieni - OK, kupiła mnie pierwsza scena z Sauronem ścinającym całe szeregi.
Green Knight - niestety jeszcze nie oglądałem.
Harry Potter - nie lubię, w sumie nie wiem dlaczego.
Conan, co prawda więcej ma wspólnego z komiksami niż z oryginalnymi opowiadaniami Howarda ale może być.
Maleficent - całkiem sprawna ale nie zasługuje na umieszczenie w rankingu "najlepszych filmów fantasy", o wiele bardziej na to zasługują Legenda (Tim Curry nie do poznania), Zmierzch Tytanów z 1981 czy przełomowy Jazon i Argonauci z 1963.
Labirynt OK, ale jak można nie wspomnieć o Mrocznym krysztale też od Hensona?
Tottoro to raczej obyczajowy film familijny, w którym wątki fantastyczne stanowią raczej paralelę realnych wydarzeń niż fantastyczne zjawiska.
Masę filmów brakuje...
"Włądca Zwierząt", pamiętam, oglądałem na koloniach w Kościerzynie po siódmej klasie - lipiec 1987, puszczany z VHS na dużym telewizorze (duży w tamtych czasach był 26"), potem była dyskoteka.
Jeśli TEN film, to Czarny Rycerz, Rycerze, którzy mówią Ni, strażnik mostu i Królik z Caerbannog są archetypami złodupców z gier (wiecznie respawnujący się wróg, wszechmocne, zdawałoby się, istoty dające coraz to to nowe questy poboczne, "sfinks" blokujacy dalsze przejście zadający randomowe zagadki i superpotężna bestia, którą można pokonać tylko jedną konkretną legendarną bronią). ;-)
Ale Wodogrzmoty Mickiewicza w porównaniu do pierwszej steki najbardziej malowniczych wodospadów są dokładnie jak kaskady na rowie melioracyjnym. ;-)
Pierwszego Blood Bowl na razie nie ogarnąłem (bez bicia przyznam się, że grałem tylko raz), dwójka była jakaś bardziej przyjazna więc trójka chyba się przyjmie.
Settlers i Settlers II były najlepsze z serii, pierwsze Settlersy, jeśli chodzi o gry, zjadły mi chyba najwięcej życia (drugie było Colonization), ech, gdzie się podziały te czasy, kiedy można było przy grze spędzić kilkanaście godzin na dobę.
Dune Spice Wars może być OK, tak jak swego czasu była Dune II. Tak na marginesie, w latach 80-tych zafascynowany światem Diuny i pojawiającymi się wtedy grami planszowymi wydawanymi przez Encore (Labirynt śmierci, Bitwa na polach Pelennoru, Gwiezdny kupiec) sam wymyśliłem i zrobiłem grę planszową w świecie Diuny. Niedługo później wszystkie swoje pomysły i mechaniki z gry zobaczyłem w Dune II na Amidze.
Azeron Cyborg wymiata, po kilkudniowym treningu mięśniowym na pewno by się sprawdził.
Podstawowym problemem jest to, ze nie wiemy w jaki dokładnie sposób mózg komunikuje z resztą ciała, po prostu nie znamy protokołu przesyłu danych. Tłumacząc to na terminologię komputerową naukowcy obecnie zajmujący się tematem zamienników biologicznych "końcówek" na odpowiedniki mechaniczne są jak haker, który chce się włamać do sieci Pentagonu i ma nawet komputer ale bez karty sieciowej, ma co prawda kabel ale nie ma wtyczek, ma sterownik ale nie zna jego języka programowania i w ogóle nie wie czym są protokoły sieciowe, skrót TCP/IP jest dla niego zbitką czterech liter i slasha.
Jesli chodzi o medycynę niezbyt oddaliliśmy się od etapu "jak podłączę prąd do zdechłej przed chwilą żaby to zacznie się ruszać".
Niestety medycyna to dalej nauka doświadczalna, nie ma żadnej teorii, opiera się tylko na reakcjach objawowych, ulega modom ("zły" cholesterol wywołujący miażdżycę spowodowaną żarciem tłuszczów zwierzęch, choć jest sporo przypadków ludzi szczupłych z bardzo zaawansowaną miażdżycą i ludzi absolutnie bardzo zdrowych, w których diecie produkty zwierzęce stanowiły 100%, patrz Eskimosi w czasach "przed cywilizacją") i dogmatom (np. że ktoś ma nadciśnienie, bo jest gruby, choć nie ma na to żadnych niepodważalnych dowodów i może być dokładnie odwrotnie tzn., że ktoś jest gruby, bo ma nadciśnienie).

Mi by się podobało, Walter jak na tym zdjęciu i napis "Więc od teraz będzie (i tu logo Meta).".
Po pierwsze Windows 1.0 był nie wydaną betą, pierwszą stabilną wersją był Windows 1.01. Po drugie samodzielnym tworem Windows zaczął się stawać od Windowsa 95, wcześniej był tylko nakładką na DOS. Pierwsze wersje Windowsa nie były też żadną rewelacją, nawet 8-bitowy GEOS z 1985 był bardziej użyteczny i lepiej wyglądał (pamiętać trzeba, że Windows 3.0 debiutował w 1990 i dopiero ta wersja zaczynała przypominać system okienkowy). Mac OS, Atari TOS czy AmigaOS debiutujące w tym samym czasie co pierwsza wersja Windowsa w porównaniu z nim to był dosłownie kosmos i wszystkie te systemy bardzo szybko się rozwijały osiągając na początku lat 90-tych poziom, który prawdę mówiąc Microsoft dogonił jakieś 10 lat później. Multitasking w Windowsie to była żenada, podczas, gdy w wymienionych wcześniej systemach od początku działał znakomicie a w Amiga OS wręcz rewelacyjnie, w Windowsie naprawdę zaczął działać w wersji 95 ale nie do końca, nawet w Windowsie 98 były operacje, które "zawieszały" inne operacje (np. zapis na dyskietce). Dodatkowo wkurzające było to, że Windows potrafił się sam zepsuć, dopiero Windows 7 zerwał z tą niechlubną tradycją.
"Mechaniczna pomarańcza" jako książka jest niezrozumiała bez z nakopmości języków obcych, Oryginał był pisany w założeniu, że w GB popularność zdobyły rusycyzmy więc bez znajomości języka rosyjskiego nic się nie zrozumie. Na polskim rynku poza wersją "rosyjskojęzyczną" są jeszcze dostępne wersje "anglojęzyczne", "francuskojęzyczne" i "niemieckojęzyczne" ale bez znajomości tych języków nic się nie zrozumie.
Już kilka razy przyłapałem Google, że mi proponuje te same rzeczy na komputerze/telefonie/tablecie, na którym nigdy nie logowałem się na konto Google ale który uruchamiałem w tej samej sieci.
A ja lubię japońskie gry. Pierwszy raz spotkałem się z nimi w zamierzchłych czasach Amigi. Nie pamiętam już tytułu ale to był RPG z żadną grafiką (coś jak pierwsze Final Fantasy) ale mechaniki i fabuła były doskonałe. Po raz pierwszy spotkałem się w tej grze z totalnym twistem fabularnym, gdy po kilkudziesięciu godzinach gry, zbudowaniu drużyny i totalnym jej dopowerzeniu zmierzyłem się z "głównym złym", który zabił wszystkich dosłownie jednym pstryknieciem zamykając drużynę w pomieszczeniu zalewanym wodą. Po sciemnieniu ekranu z żałobną muzyką, gdy już myślałem, że to game over okazało się, że ekipa została uratowana przez sympatyka z wewnątrz pałacu zła i prawdziwa gra zaczyna się dopiero od teraz. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takich emocji. To spowodowało, że japońskie gry do teraz traktuję z sympatią i mimo ich, czasem naprawdę strasznym potknieciom zawsze daję im szansę i prawdę mówiąc rzadko się zawodzę. Grałem w pierwsze No More Heroes na PS3 i mimo tego, że bardzo mnie wkurzało, to mi się podobało. Dam więc szansę też numerowi 3 (ale wcześniej chyba zagram w 2).

Dokładnie, niemal jak "Doktor Strangelove, lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę".
Prawdę mówiąc kiedyś, w czasach świetności 8-mio bitowców większość gier była indykami robionymi przez góra kilkuosobowe zespoły, nie było wielkich budżetów, nawet u wielkich korporacyjnych wydawców trafiały się gry zrobione przez jednego gościa.
Tu przyznam rację autorowi. W Diablo 3 na PS3 na padach z multiplayerem na jednej konsoli, na jednym telewizorze grało się o wiele przyjemniej niż w Diablo 1 i 2 samotnie na PC.
A tam monitory. Kiedyś urządzenia wyświetlające maskowały niedoskonałość komputerów. Pamiętam, jak kiedyś podłączałem mojego C-64 do stareńkiego telewizora. Graliśmy z kolegą w jakąś grę arkanoidopodobną w "multiplayerze" na tej samej planszy i kolega nie mógł wyjść z podziwu jaka płynna jest animacja, jaka piękna grafika i że twórcy gry zadbali nawet o to, by za piłeczką pozostawał rozmyty ślad. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy graliśmy w tą samą grę na tym samym C-64 podłączonym do nowszego telewizora, gdy okazało się, że te wszystkie znakomite efekty wizualne były "sprzętowe" i występowały tylko na tym starym telewizorze. ;-)
O tym, że istnieje coś takiego jak "okładka do Doom'a" dowiedziałem się dobrych parę lat jak w niego grałem ;-). Ale jest to w końcu ikona popkultury.
A propos GTA przyszły Rockstar kupił mnie w 1989 intrem do, łagodnie mówiąc, bardzo średniej (co ja mówię, całkiem dennej) gry Blood Money
https://www.youtube.com/watch?v=dovTWqqtHCM
Już wtedy wiedziałem, że ten producent ma w sobie to coś. Późniejsze Lemmings, Walker czy Hired Guns potwierdziły, że miałem rację. Gdybym był decydentem to na pewno poparłbym pierwsze GTA.
Duke Nukem Forever mi się podobał, pewnie dlatego, że nie czekałem na kontynuację Duke'a i z kontynuacją spotkałem się dobrych parę lat po premierze, gdy za jakieś 20zł kupiłem nówkę sztukę na PS3. Nie był to więc dla mnie wyczekiwany "Święty Gral" tylko kolejna gra do ogrania.
Ja dzięki konsoli wróciłem do grania. Namiętnie gram od początku lat 80-tych, najpierw na coin op'ach w salonach gier, Spectrum/Timex i 8-bitowe Atari u znajomych i w "salonach komputerowych" (tak, kiedyś były takie przybytki, w których, jak w późniejszych kafejkach internetowych, stało kilka-kilkanaście 8-bitowców, które można było wynająć na godziny), potem własny C64, Amiga (do dziś mam swoją 1200 z Blizzardem 030), PC. Potem w 1999 zacząłem pracować na etacie i urwało się, przestałem grać (w sumie nie wiem dlaczego, pewnie najważniejszym powodem był brak czasu, poza tym nigdy nie przekonałem się do gry na PC na klawiaturze a ówczesne kontrolery były toporne, ciężkie w użyciu i nie wszystkie gry je obsługiwały, nie bez znaczenia miał też PCtowy "wyścig zbrojeń", dzięki któremu na setupie kupowanym dziś nie dało się grać w gry wydane jutro). Konsole zupełnie mnie w tym czasie ominęły, gdy masowo pojawiły się w Polsce Pegasusy ja już siedziałem na "poważnych komputerach", gdy się pojawiło pierwsze Playstation ja już surfowałem po Internecie i toczyłem sieciowe boje w Dooma. Nie grałem w ogóle (nie licząc jakichś zabijaczy czasu na telefonach) może z 16 lat do czasu aż kupiłem używaną PS3 jako najtańszy dostępny odtwarzacz BlueRay. Do Super Slima 500GB dołączony był zestaw kilku gier ale za to na tyle dobrych (Uncharted, dwie części Darksiders, Heavy Rain, L.A. Noire), że zacząłem znów grać.Teraz mam pokaźną kolekcję gier na PS3 (praktycznie rzecz biorąc zostało tylko kilka gier, których nie mam a chciałbym mieć), konta na Steamie, Epicu, GOG, Battle.net, Ubisoft Connect, EA Origin. W sumie liczba gier w mojej bibliotece idzie w tysiące (teraz to sprawdziłem, jestem przerażony ;-) ).
A propos nie działającej Rivy TNT 2 to znam ten ból, kiedyś, po jakiejś aktualizacji Direct X'a moja wypaśna wówczas Riva 128ZX w ogrywanej właśnie szutrowej ścigance zaczęła wyświetlać znakomicie dotychczas generowane kłęby kurzu jako granatowo-czarne atrametowe kłęby (niczym atramentowa zasłona kałamarnicy), co skutecznie uniemożliwiło dalszą grę w ten tytuł. Nie pomagały żadne aktualizacje sterowników, po prostu gra przestała być kompatybilna.
Ale to było ponad 20 lat temu, teraz takie problemy to rzadkość.
Odnośnie fochów Windowsa to z nawet nie związanej z grami praktyki wiem, że nie aktualizowany system potrafi się złośliwie mścić. To wygląda na teorię spiskową ale nie raz spotkałem się z tym, że uporczywe nie aktualizowanie Windowsa kończyło się różnymi dziwnymi problemami jak np. problemy z działaniem niektórych aplikacji, problemy z połączeniami zdalnymi, dziwnymi crash'ami systemu, które nie pojawiały się przed udostępnieniem aktualizacji a wykonanie aktualizacji było cudownym remedium na te przypadłości, które po jej wykonaniu już się nie pojawiały.
Z rzeczy naprawdę wkurzających w pewnym momencie był geometryczny wzrost wymagań gier na PC. Teraz to nie jest aż tak zauważalne ale był taki czas, że kupiony optymalny setup po półroczu okazywał się niezdolny do sensownego grania w jakąkolwiek nową grę ;-).
Przypomina mi się jeszcze jedna wkurzająca rzecz, na szczęście też już przynależąca do przeszłości a mianowicie gry pudełkowe, które wymagały Steam'a ale instalowały się z płyty, wyglądało to tak, że gra instalowała się z płyty, potem odpalała jakąś stronę, na której po podaniu kodu dostarczonego z grą dostawało się kod na Steam'a (oczywiście ręcznie nie dało się tej strony wcześniej odpalić, bo w pudełku nie było jej adresu), po wpisaniu kodu Steam stwierdzał, że jest dostępna nowsza wersja gry i ściągał aktualizację objętości niekiedy większej od już zainstalowanej z płyty gry. Instalowałem parę takich gier i zawsze powodowało to u mnie wybuch wściekłości (największy jak zdarzyło mi się to z grą na 3 płytach DVD, gdzie po przekładaniu płyt niczym na Amidze przy grze na kilku dyskietkach, po zakończeniu procesu instalacji Steam ściągnął sobie 20GB danych co nota bene trwało o wiele krócej niż zgrywanie z płyt).
A gdzie jest IG-88 z "Imperium kontratakuje", Hector z "Saturn 3" czy M.A.R.K. 13 z "Hardware"?
Chyba jestem za stary.
1. Oryginał Gothica kupiliśmy we trzech kolegów z pracy. Zagrałem raz, nie spodobał mi się, zrzekłem się praw do niego, nie czekam na remake (mam komplet na Steamie, może kiedyś zagram i zmienię zdanie).
2. Zimna nie odczuwam, upały też mi nie przeszkadzają, jestem neutralny termicznie, potrafię zimą wysiadać z samochodu w T-Shircie i wyjść na dwór w koszuli flanelowej latem.
3. Rzeczywiście cały czas czuję się zmęczony i na nic nie mam czasu.
4. Kawę pijam bez rytuałów, parzoną, łyżeczka ze słoiczka i zalana wrzątkiem z dwoma łychami cukru i mlekiem. Równie dobrze mi smakuje Mokka Fix Gold jak i jakieś "barista edition". Moja ulubiona "łycha" to każda, byleby lodu albo coli nie brakło.
5. Hogwart totalnie mnie ominął, nie czuję żadnej więzi ni pociągu do wersji literackiej, filmowej czy growej. Raz się przejechałem w Orlando na "Hogwart ride", fajne było.
6. Z Facebookiem racja, używam, ale czy nałogowo?
7. Kevina nie oglądam, VHSy oglądałem tylko okazyjnie, nie nagrałem żadnej kasety VHS ale za to kasety audio do tej pory używam i nagrywałem mp3 na takie kasety, żeby je słuchać w samochodzie. Był taki czas, że Canal+ czy HBO miałem odkodowane całe, bo w moim bloku była na tyle stara kablówka, że nie można było odkodować tego dla wybrańców więc puszczali w pakiecie wszystkim podnosząc abonament na jakieś grosze. Disco Relaxu nie oglądałem, choć miałem epizod z czeskim Szlagr TV (przez chwilę jak weszła napowietrzna TV cyfrowa to w niektórych regionach można było to odbierać, sprawdzało się na imprezach). Jestem jeszcze z tego pokolenia, gdy chodziło się "do kina"
a nie na film, zdarzało się, że jak była kiepska pogoda to kino było najlepszym miejscem do obalenia flaszki (choć raz się nacięliśmy z "I kto to mówi 2", mimo niepopularnego terminu i tego, że to był sequel sala była pełna i żeby opróżnić flachę trzeba się było nakombinować).
8. Swojego numeru GG nie pamiętam, na szczęście mam działający stary komputer, na którym mam zapamiętany ten numer, jakiś czas temu się logowałem, dalej działa. Nigdy nie pisałem bloga. Adresów mailowych miałem ze 4, teraz mam 2. Udzielałem się tylko na forach motoryzacyjnych. Używam Firefoxa ale powoli przesiadam się na Chrome. Nigdy nie personalizowałem kursorów czy kolorów okien ani na Amidze ani na Windowsie. Zabawy z syntezatorem mowy skończyłem na SIDdzie na C64. Sam płaciłem za internet z modemu.
9. Nie wiem co to pele-mele i brokatowe pisaki. Telefon komórkowy kupiłem sobie jak zacząłem pracować ale SMSów do tej pory używam oszczędnie.
10. DSJ2 pojawił się jak już pracowałem, owszem zagrałem parę razy ale nie robiłem rekordów. W CSa nigdy nie grałem, w Cadillacs and Dinosaurs owszem grałem na automatach na studiach, potem na M.A.M.E. W czasach mojego dzieciństwa kupienie oryginalnej gry graniczyło z cudem, nie tylko z powodu kosztów tylko dlatego, że nie były dostępne. Pierwsze oryginały zobaczyłem we wczesnej młodości.
11. Kasety mam i nadal używam, mam 3 samochody, w tym Forda Sierrę z oryginalnym magnetofonem ;-). Nigdy nie przygotowywałem playlisty w WinAmpie. Nie wiem co to Tokyo Hotel, z tym nurtem muzyki rozszedłem się tak około 1986.
12. Nigdy nie złapałem dialera, bo zawsze byłem zabezpieczony. Panie śpiewające zero siedem zero zero pamiętam, choć bardziej pamiętało się panie z niemieckich nocnych programów mówiące null ein hudred sex sex sex ;-). ???? to była ściema, od początku to wiedziałem, laski były normalne tylko marketingowo sprzedane jako lesbijki ale teledysk z KRAZem był super.
13. Przyznam się, że do tej pory nic Ziemiańskiego poza "Zabójcami szatana" nie czytałem ale mi się podobało. Muszę nadrobić. Opinie pani Babis mam głęboko w ..., większych kretynizmów nie słyszałem.
14. Prawdę mówiąc nie pamiętam spolszczeń z Fronczewskim, raczej odbierałem te gry w oryginale. Tekst o żuciu gumy i kopaniu w dupę usłyszałem najpierw w oryginale w "Oni żyją" zanim pojawił się w Duke Nukem a chwytliwe cytaty o wojnie o wiele lepiej pamiętam z filmów takich jak "Czas Apokalipsy" czy "Pluton" lub z Cannon Fodder na Amigę [link]
Najbardziej epicki ze scenami z "Władcy Pierścieni" jest fanowski teledysk Long&Junior "Bo ja tańczyć chcę" ;-) [link]
HDMI ma podstawową wadę, pewnie da się ją obejść ale nawet nie starałem się tego robić i idąc po najmniejszej linii oporu i pracując używam standardowego D-Sub. HDMI przesyła nie tylko obraz ale i dźwięk. Niepożądany efekt jest taki, że np. przy połączeniach przez Teams'a z dodatkowym monitorem podłączonym przez HDMI cały dźwięk jest obsługiwany przez monitor więc głupi Windows oczekuje, że monitor ma też mikrofon a tu siurpryza, mikrofonu nie ma.
Wolverine może powrócić. W komiksach było wiele jego comeback''ów, że tak tylko wspomnę o odświeżonej niedawno opowieści rozpoczętej komiksem "Old man Logan".
O matko! Właśnie uświadomiłem spobie, że jestem starszy niż Troma Entertainment.