To będzie dłuuga wypowiedź. Mam duży problem z tą grą, który w zasadzie ciężko mi jest nawet wyjaśnić. Ukończyłem ją dobrych kilka dni temu i do teraz analizuję pewne jej aspekty, została mi w głowie. Technicznie można to uznać za duży plus. Z drugiej strony jednak tak jak ciągle analizuję określone sceny, motywy i sposób postępowania postaci w określonych sytuacjach, niejednoznaczność i głębie tlou 2 odczuwalną w wielu jej aspektach - tak ciągle myślę też o tym... jak bardzo inaczej mogłoby to wszystko zostać przedstawione. Nie mam zamiaru atakować twórców ani sposobu, na który zdecydowali się, by opowiedzieć tą historię. Ba! Uważam, że scenariuszowo - patrząc oddzielnie na każdą przedstawioną scenę, na każdą postać etc. jest kapitalnie. Pomijając gameplay, drogę którą trzeba przebyć od punktu A do punktu B, żeby dotrzeć do kolejnej cutscenki - nie ma tutaj sceny, która byłaby zbędnym zapychaczem, wszystko tutaj ma sens, motyw. Gdybym w skrócie miał określić co w grze mi przeszkadza, co w pewnym stopniu zaburza mój odbiór produkcji - użyłbym trzech słów.
CHRONOLOGIA, SPŁYCENIE, DŁUGOŚĆ.
1.CHRONOLOGIA
Mój największy problem. ND ukazało wydarzenia w grze tak jak ukazało - szanuję ich wybór ale średnio mi to podchodzi. Gra, której zamysł ukierunkowany był na wywołaniu w graczu w miarę progresu fabularnego miliarda najróżniejszych emocji - od nienawiści przez współczucie po zrozumienie itd... rzeczywiście wiele tych odczuć wywołuje ale moim zdaniem poprzez sposób poprowadzenia narracji sama sobie wytrąca multum kart z ręki.
spoiler start
Sposób poprowadzenia historii - od śmierci Joela, przez gameplay Ellie, po gameplay Abby, okraszony od czasu do czasu flashbackami z obu stron wprowadza dużo chaosu, pozostawia wrażenie, jakby wiele elementów zostało bez sensu przyspieszonych. Mogę sobie tylko wyobrazić jak inny byłby odbiór drugiej części, gdyby wszystkie przedstawione w niej wydarzenia zostały takie jakie są - ale przedstawione były w innej kolejności. Śmierć Joela jak i sposób w jaki ona nastąpiła to świetny zabieg fabularny (przywiązałem się do Joela, uwielbiam tą postać ale tak - pomimo tego, a w zasadzie dzięki temu brutalny mord na nim to świetne „paliwko” dla fabuły) powinna zostać poprzedzona backstory Abby. W zasadzie każdy z flashbacków Abby widziałbym na samym początku gry. Wcześniejsze zaznajomienie się z tą postacią, poznanie jej motywów, jej relacji z Owenem, poznanie całej reszty jej załogi przed akcją z Jackson sprawiłyby po pierwsze, że śmierć Joela jeszcze bardziej nabrałaby na znaczeniu, byłaby być może odrobinę mniej szokująca (choć może wcale nie) ale za to wywoływałaby o wiele więcej innego rodzaju emocji, bo mielibyśmy już tą świadomość DLACZEGO i PRZEZ KOGO. Po drugie wcześniejsza podbudówka tej postaci sprawiłaby, że o wiele łatwiej byłoby się graczowi z nią utożsamić, polubić ją. Nie mówię, że to niemożliwe i ze sposobem poprowadzenia historii na jaki ostatecznie zdecydowali się twórcy (mój przypadek) ale biorąc pod uwagę co mówił Druckmann (że w drugiej połowie gry chodziło o to, byśmy Abby polubili, bo inaczej gra nie do końca wypali) - mam wrażenie że sam rzucił sobie kłody pod nogi. Po trzecie wreszcie - cała późniejsza wendeta Ellie w Seattle nabrałaby zupełnie innego emocjonalnego znaczenia. Mocniejszego. Znalibyśmy już tych wszystkich ludzi. Mel nie byłaby dla gracza na tym etapie jedynie „jakąś babką w ciąży”, Owen nie byłby jedynie „gościem który chce Ci odebrać broń, a następnie zabić”, Manny nie byłby jedynie „Druckmannem plującym na zwłoki Joela”. (to akurat nie sprawka Ellie ale wiadomo o co chodzi). Wszystkie te zabójstwa miałyby o wiele większy emocjonalny wydźwięk, budziłyby więcej wątpliwości. Śmierć Joela poza backstory Abby mogła zostać poprzedzona również ukazaniem jego relacji z Ellie, jej ewolucją. Tutaj w zasadzie również umieściłbym wszystkie flashbacki (może za wyjątkiem ostatnich dwóch, nadających sensu zakończeniu) na początku, dodatkowo rozbudowując je o inne wątki - tak zwane wątki „pomiędzy”. Nie wiem - wydaje mi się, ze rozpoczęcie całej historii od przeplatania się ze sobą wątków Ellie i Abby (sceny z flashbacków plus sceny mniej więcej wypełniające przestrzeń między nimi) powoli prowadzących do pierwszego z kulminacyjnych punktów całej historii nadałoby grze jeszcze większej głębi.
spoiler stop
2. SPŁYCENIE
Pewnie jest tego więcej ale w tym punkcie odniósłbym się do trzech elementów. Santa Barbara, WLF vs Blizny i wreszcie relacja Joela i Ellie, zaczynajac od ostatniego. Delikatnie skubnąłem ten temat w poprzednim punkcie ale teraz się trochę rozwinę. Centralnym punktem pierwszej części była relacja tej dwójki. W moim mniemaniu całe The Last of Us to Joel i Ellie. Jakby na to nie patrzeć relacja ta jest tez motorem napędowym dwójki. Relacja skrajnie odmienna od tej znanej z jedynki ale za to o wiele głębsza, bardziej skomplikowana, dojrzalsza. Paradoksalnie jednak cała ta głębia została moim zdaniem przedstawiona w sposób bardzo płytki.
spoiler start
Co jakiś czas „rzucają” w nas retrospekcjami (które są rewelacyjne, żeby nie było) z totalnie różnych linii czasowych, które co prawda przekazują same istotne informacje, starają się nakreślić charakter tej relacji, ukazać jej ewolucję ale... za mało tego. Takie mam odczucia. I nie chodzi mi tu o typowe „związałem się z Joelem i Ellie i chciałbym zobaczyć więcej scen z obojgiem na ekranie”. Oglądając te retrospekcje mam wrażenie, że zostaliśmy uraczeni małymi, „wyrwanymi” kawałeczkami, że coś powinno być pomiędzy, czegoś brakuje.
spoiler stop
Podobnie jest z wątkiem sporu WLF-u z Bliznami. Oczywiście, jest wiele notatek przedstawiających losy jednostek z obu stron konfliktu ale w dalszym ciągu - dlaczego ten konflikt w ogóle ma miejsce? Kim jest ta „ONA” z murali blizn? Można postawić wiele więcej pytań. Ostatecznie wszystko sprowadzone jest do tego, że jedni walczą sobie z drugimi, jedni mają swoje miasto, drudzy mają swoją wyspę... i tyle. A przecież w Seattle spędzamy 90% gry, dla całej opowieści ten konflikt jest istotny. Jeśli zaś chodzi o Santa Barbara mam jedno pytanie -
spoiler start
kim są grzechotniki? Nie jestem fanem wprowadzania nowych postaci (w tym przypadku frakcji) na sam koniec gry, a już tym bardziej jeśli nie są one przedstawione w żaden sposób. Było tam co prawda do zebrania pare notatek ale nie kojarzę, żeby wprowadzały one jakiś background. Wychodzi na to, ze te grzechotniki po prostu nagle się pojawiają, istnieją sobie i lubią poprzywiązywać od czasu do czasu zarażonych łańcuchem albo powiesić kogoś na palu.
spoiler stop
3. DŁUGOŚĆ
Punkt który w zasadzie wiąże się mocno z dwoma poprzednimi. To być może niepopularna opinia, w każdym razie takiej jeszcze odnośnie tej gry nie słyszałem ale... uważam, że gra jest za krótka. I to o dobre kilka-kilkanaście godzin. I nie mówię tutaj o gameplayu. Chodzi mi jedynie o warstwę fabularną. Uważam ze zaprezentowanie fabuły, na którą zdecydowali się twórcy wymaga absolutnej precyzji. Pominięcie jakiegokolwiek wątku czy z drugiej strony zaprezentowanie jednego wątku za dużo mogłoby wywołać efekt domina. I jak dla mnie - przytaczając to co zawarłem w punkcie o chronologii - w pewnym sensie wywołało.
spoiler start
Śmierć Joela, wątek w Seattle, farma, zakończenie... wszystko okej, tutaj wielkich zastrzeżeń nie mam.
spoiler stop
To w prologu upatruję największego problemu, to tam zabrakło mi co najmniej tych kilku godzin. Mam wrażenie, że ambicja Naughty Dog w ostatecznym rozrachunku trochę przerosła ten zespół. Choć w moim
odczuciu fabularnie pokazali mniej niż powinni - czas gry, który zagwarantowali rodzi wrażenie, ze pokazali wręcz zbyt dużo, przez co wiele wątków spłycono czy nadmiernie przyspieszono - czyli w sumie jedno i to samo. Mam wrażenie, że mieli duży problem z podjęciem decyzji jak tą całą historię skleić do kupy.
Zostawiajac już za sobą te trzy punkty - gra jak dla mnie, mimo wszystko, bardzo dobra. Nie można przejść obok niej obojętnie. Ale o ile lepsza mogła być...
Tak już zupełnie pomijając ocenę samej gry, na to z mojej strony przyjdzie jeszcze czas... Nie wydaje się wam w pewien sposób, że ma ona - poprzez swoje rozwiązania fabularne - „zgubny” wpływ na poprzedniczkę? „Part 2” w tytule nie pozwala patrzeć na tą grę jedynie jako na osobne dzieło (a mam wrażenie, ze twórcy trochę w ten sposób to widzieli), wręcz zawiązuje je z poprzedniczką. I nie zrozumcie mnie źle - jedynkę uwielbiam, przeszedłem wielokrotnie, a po ukończeniu dwójki ponowne jej przejście być może i nabrałoby nowego kolorytu. Ale szczerze, mając w pamięci wydarzenia z dwójki wydaje mi się, że ciężko byłoby mi raz jeszcze do niej wrócić i cieszyć się grą, wiedząc jak rozwiązali centralny punkt całego przestawionego uniwersum. Osobno - to wciąż jest i zawsze będzie majstersztyk ale w połączeniu go z dwójką wydaje mi się teraz... sam nie wiem - bezcelowy? Sam nie wiem jak to dokładnie określić.
Dla uściślenia - oczywiście pomijając ostatnią sekwencję w jedynce.