Do Johna Talbot'a
W pergamin któren teraz w prawicy trzymasz i z błogosławieństwa Ewy w zdrowiu czytasz, wsiąkł nie jedynie inkaust ciemny, a również fetor cuchnący setek ciał ducha pozbawionych. Śród nich, z agonią niemożebną na gębie wyrzeźbioną, leży sam von Jungingen. Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego i, o czym niewielu wiedzę posiada, Wielki Mistrz Zakonu Templariuszy. Leży tam z gardłem rozoranym, a jucha z niego wściekle buchająca moją to szatę spryskała. Niechaj mars konfuzji i zdumienia z Twego czoła zniknie. Pewien żem jego drugiej tożsamości i honorem za prawdziwość tego gotów ręczyć jestem.
W 154 lata od upadku Twierdzy Zarania Alah Amut, dziedzictwo La-Ahada nadal nieprzerwanym pozostaje. Wiktoria to doniosła, radości wielkiej godna. Euforii dopełnia pojęcie, iż trudem syzyfowym i nakładem istnień wielu Braci, pierwszy raz od stulecia niemalże, kiedyż to de Molay dekretem Filipa IV na stosie sczezł, a templariusze niczym szczury strachem zdjęte do podziemia zeszli i w konfidencji działać jęli, zdołaliśmy ichniego Mistrza wytropić i do śmierci doprowadzić.
W matczynej mej ziemi odpór templarskim psubratom dajemy silny, atoli knowania ich bezecnych emisariuszy i jad przezeń sączony w uszy szlachty europejskiej, wpływy ich zwiększyły niepomiernie. Ich bezdenna rządza i zachłanność, fałszywym całunem religijności okryte, doprowadziły do insurekcyi księcia Witolda na żmudzkich włościach mu przynależących. W sukurs poszedł mu brat, miłościwie nam panujący Król Władysław. Wszyscyśmy świadomi byli, że rychło bitwa nastanie i przygotowań doń pora nadeszła. Przypadkiem jeno na jednym z gościńców szpiega w przebraniu weneckiego merchanta przechwyciliśmy. Spytki zaciśnięty jęzor w mig mu rozwiązały. Wtedyśmy dowiedzieli się kim po prawdzie jest von Jungingen. Brat mój Zawisza, wiadomość ową wnet do naszego Władcy przekazał i rozkaz otrzymał by Urlich, niezależnie od batalii wyniku, pobitewnego jutrzenki blasku nie zaznał.
Eter na polu boju gęsty był od przedbitewnej ekstazy, która nawet wątłych i małej wiary ludzi, walecznością wypełnia. Patrzyłem to wszystko z gaiku skryty w kniejach zacienionych, czekając na ważki moment, który zarutko miał nadejść. Z południa objawieniem ferwor bitewny rozszalał się diabelnie. Z piątym dzwonem bitwy trwania, krzyżackie zastępy widmo śmierci swej jasno ujrzały i w rozsypkę poszły. Wtem ukazał się arcywróg nasz. Czmychnięcia próby się chwytał w świty otoczeniu. W wojenną kipiel żem się rzucił, mieczem tnąc konia jego. Ogier z impetem się zwalił na glebę ubitą stóp tysiącami, łamiąc jeźdźca nogę. Dwóch rycerzy go broniących położyły sztylety w ich lica rzucone. Resztę w pył rozbiła ariergarda księcia Witolda ścigająca umykający tabor krzyżacki. Pozostałżem z wrogiem sam. Czas spowolniał krzynę, wzrok mój zmatowiał i wyostrzył się, jako ostrze wysuwające się z mego karwasza. Mistrz pełzał niby robak za nogę kurczowo się łapiąc. Pardonu jednakowoż nie błagał. Z konsternującą mnie godnością przyjmował mój dar, gdym jego szyję na pół dzielił.
Pomnij, żem zgodnie z Kredo, na peany i zaszczyty nie łasy, przeto gloria za Mistrza głowę, na Mszczuja ze Skrzynna spłynęła, który truchło na pobojowisku odnalazł.
Raduj się zatem wspólnie ze mną póki triumf świeży.
Jan Farurej