Ciekawie przedstawiony obraz totalitarnego państwa i intrygująca fabuła to jedno, ale niesamowicie nudny oparty na bieganiu od punktu A do B gameplay (połączony z niesłychanie mozolną pracą) to drugie. Cóż z tego, że opowieść jest ciekawa, kiedy produkcja jest praktycznie NIEGRYWALNA!? Tytuł ograłem w całości, ale niejednokrotnie wydrapywałem sobie oczy i liczyłem, że "może to już koniec". Gdybym nie grał w Beholdera 2 służbowo, to na bank domagałbym się zwrotu gotówki.
Czy ja wiem czy ta grafika taka gorsza? Zdecydowanie inna - to fakt, ale żeby od razu taka zła i okropna? Jeśli patrzeć przez pryzmat ostatniej części przygód Larrego (Reloaded) to tak, ale jeśli go porzucić to warto się zastanowić. W końcu oprawa prezentuje zupełnie inny styl i jedynie nawiązuje do tego co znamy z poprzednich części!
Kto wie, może jest to w jakiś sposób powiązane z ogólnopojętą fabułą i idzie z nią w parze?
Jeśli chodzi o porównanie Morrowinda z trzecim Wiedźminem powinno się zwrócić uwagę na okres, w którym zostały wydane. Trzeci TES powstał w 2002r., czyli 13 lat przed premierą gry od CD Project. Wydaje mi się, że porównywanie ich co do poziomu immersji w nich zawartej mija się trochę z celem. Na początku XXI w. branża gier, a co za tym idzie, ogólny poziom ich zaawansowania, nie stała na tak wysokim poziomie co ponad dekadę później.
Morrowind ukazał się w tym samym roku, co drugi Gothic, jednak wydaje się, że dzieło Bethesdy jest o wiele bardziej zaawansowane technologicznie niż Piranha Bytes. Jest to również gra w oprawie 3D, a co za tym idzie implementacja różnych elementów i systemów w rozgrywce jest nieco bardziej skomplikowana (szczególnie w produkcji sandboxowej z tak wielkim światem).
Zgodzę się z tym, że świat wcale nie musi być gigantyczny, jednak nie mogę się zgodzić, że w Morrowindzie brakuje dobrej historii i klimatu świata przedstawionego. Immersja jest odczuwalna i to nawet bardzo.