Ostatnio dość powszechnym zjawiskiem jest trzymanie nowych gier we wczesnym dostępie przez kilka lat. Jest finansowanie, nie ma presji czasu a narzekania można skwitować krótko: nie chcesz grać w betę - czekaj na release
Gra świetna, ale ma jeszcze pewne problemy techniczne. U mnie wiesza się za KAŻDYM razem, gdy wchodzę postacią do wody (chodzi o morze, nie rzeki).
Przypadek Diablo III oduczył mnie kupowania gier w dniu premiery i obdarzania tytułów zbyt dużym kredytem zaufania. Gdyby ta gra została wydana pod innym szyldem, np. "Super Diablo Bros" zasłużyłaby na mocne 7/10. Ale jako nastepca D2? Powiedziałbym, że niezły żart, lecz chyba chodziło o przemyślany model biznesowy: wydać grę prostą, przyjemną, kolorową, błyskającą światełkami, dać bardzo znany i wyczekiwany tytuł a w finale skosić miliony $$$. Najbardziej zawodzi system "rozwoju" postaci. Poczułem, że jako gracz jestem gdzieś na uboczu tego procesu, zaś program w trosce o mnie wybierze co dla mnie najlepsze. Jakby na potwierdzenie tego co piszę pełno komentarzy w stylu: "gra prosta i przyjemna, levele lecą, loocik leci". Cóż, panowie i panie z Blizza postanowili ustrzelić pewną niszę rynkową i chyba się udało.