
Zakończenie (około 2870 znaków) + grafika, zwieńczająca moją pracę. Życzę przyjemnego czytania! :)
Nagły, przeszywający ból potylicy zbudził Garretta pogrążonego w błogim letargu. Ociężale uchyliwszy powieki, ujrzał drobną kobiecą dłoń, przymierzającą się do przecięcia naskórka jednego z palców złodzieja. Nieznajoma, uzbrojona w ostrze, drasnęła bezbronnego łupieżcę tak, aby kropla krwi zabarwiła niewielki kawałek papieru.
Narastająca wewnątrz adrenalina umożliwiła Garrettowi szybką ocenę sytuacji. Gdy podniósł wzrok, momentalnie zamarł. Przełknął głośno ślinę obserwując swych oprawców, którzy pełni namiętności wznosili dłonie ku małemu ołtarzowi. Stół ofiarny został przyozdobiony znajomo wyglądającymi świecznikami i czymś w rodzaju pentagramu, nakreślonego węglem.
Dręczyciele posiadali swojskie oblicza. Niczym członkowie tajnego bractwa, Verminus, Maggie i Bober (w niczym nie przypominający bojaźliwego ochmistrza), odziani w ozdobne, ciężkie habity, umieścili zakrwawioną Formułę na ołtarzu.
Verminus drżał z fanatycznym błyskiem w oku. Jakież to było zaskoczenie, kiedy w podziemnym lochu rozbrzmiał koncert pełnych zaskoczenia okrzyków! Formuła pokryła się arcydziwnymi znakami, a tuż przy jednej ze ścian wymalowała się majestatyczna postać. Tajemniczy osobnik przemieścił się niewyobrażalnie szybko na drugi koniec pomieszczenia, by potężnym ruchem powalić strwożonego ochmistrza na posadzkę grubymi pazurami skrytymi pod czarnym rękawem płachty. Chwilę później, dwójka okultystów poczęła uciekać, kierując się w stronę mosiężnych wrót. Verminus, popisawszy się zręcznością, zdążył przecisnąć swe postawne ciało przez szparę w drzwiach. Maggie nie miała tyle szczęścia.
Wrota zatrzasnęły się na dobre. Pogrążona w amoku Maggie, w mgnieniu oka dobiegła do ołtarza, chowając Formułę w pięści.
Srebrzyste ślepia nieznajomego napotkały przenikliwe spojrzenie złodzieja. Garrett dopiero teraz, korzystając z okazji, zbadał wzrokiem zaświatowe oblicze.
- Kim jesteś? - wykrztusił Garrett, lecz postać nie odpowiedziała, odwróciwszy się do niego plecami.
- Oddaj Formułę – rzekł nieznajomy, a jego dostojny głos przerwał narastające wokół napięcie.
Maggie podniosła głowę i zmierzyła go niespokojnym wzrokiem, po czym posłusznie przekazała kartkę drżącą dłonią.
-Mógłbym was po prostu zabić. - skwitowała postać, patrząc na z trudem oddychającego Garretta.
-Nie zrobię tego, gdyż sądzę, że jesteś w stanie mi pomóc. - na te słowa łupieżca dosłownie zdębiał. Ledwo widoczne usta obcego wygięły się w szyderczy łuk.
- Nie sądzę, bym mógł cokolwiek dla ciebie zrobić. - oznajmił Garret, już nieco spokojniejszy.
- Zawrzyjmy układ. Oszczędzę was, ale w zamian... - obcy zamilkł niespodziewanie, zwracając się osobiście do złodzieja. - ...ty użyczysz mi swojego ciała, żebym mógł wykonać pewne zadanie.
Garrett przez moment czuł, jak zalewa go fala zimnego potu. Próbował poukładać myśli, znaleźć odpowiednie słowa... Wiedział, że to jedyna deska ratunku, a w jego rękach spoczywał los młodej kobiety.
Wreszcie, po długiej bitwie z rozsądkiem, złodziej kiwnął stanowczo głową, przygotowując się na najgorsze. Zatopił wzrok w nadciągającej czarnej płachcie.
Zacisnął powieki.
Gdy otworzył je ponownie, jego oczy nie przypominały już tych sprzed kilku chwil. Były srebrzyste i lśniące, niczym księżyc.
Na pobladłej twarzy Garretta zagościł delikatny półuśmiech.