Ooo nie martw się, jestem przygotowany. Ale zdania nie zmienię. Dla mnie ta gra to przepiękny benchmark od ktorego wieje nudą. Coś jak ten reboot Prince of Persia z 2008.
Nie wiem nawet gdzie zacząć. Wiedźmin 3 był jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie gier w ciągu ostatnich kilku lat. Masa prestiżowych nagród, doskonałe recenzje tylko pompowały we mnie przekonanie że będzie dobrze, a wręcz genialnie. Zapowiadała się wielka rewolucja w dziedzinie budowania narracji, systemu rozgrywki, walki. Itd. itd. ale przede wszystkim miała to być finalna część trylogii o Geralcie z Rivii, wiedźminie którego pokochałem mając kilkanaście lat, gdy sięgnąłem po książki i pierwszą grę. Pokochałem w tej grze właściwie wszystko, muzykę, klimat, projekt lokacji, postacie, scenariusz, czy nawet powszechnie krytykowaną walkę. Potem przyszedł czas na Wiedźmina 2, który bardzo się pod każdym niemal względem różnił. Było trochę bardziej baśniowo, lokacje były mniejsze, niektórych bohaterów zaprojektowano graficznie od nowa, pojawiło się wielu nowych, równie sympatycznych. Totalnie zredefiniowano walkę, co dla mnie było dużą zaletą, starcia zyskały na dynamice, były też dużo bardziej taktyczne. W szczególności te z bossami. To dla mnie wciąż fantastyczna gra, pełna ciekawych wydarzeń, świetnego humoru i wyjątkowej atmosfery. A potem nadszedł długo wyczekiwany Wiedźmin 3, nie zastanawiając się zakupiłem konsolę (na komputer nie było mnie stać) włozyłem płytę z grą do napędu i.....dupa.
Wiedźmin 3 to największe growe rozczarowanie z jakim miałem do czynienia. I nie chodzi o to że to zła gra. Pod wieloma względami wyprzedza ona zachodnią konkurencję, jest piekielnie ambitnym projektem ale...nudzi mnie. Niemożebnie.
Podzielmy to sobie na punkty żeby było prościej.
1.Grafika
Tutaj w zasadzie nie mam zastrzeżeń, pomijając oczywistą słabsza jakość na Playstation 4 w porównaniu do PCtów , gra wygląda niesamowicie, projekty miast powalają. Widać ogrom pracy jaki CD Projekt RED włożyło w wypieszczenie każdego szczegółu, słowiańskie wioseczki tętnią życiem, każdy gada, pracuje, leje się z kimś po ryju itd.
2.Styl
I zaczyna się dla mnie pierwszy problem i o ironio jest to coś co większość graczy, zwłaszcza Polskich kochała najbardziej. Gra ma totalnie słowiański klimat co czyni ją najwierniejszą powieści i unikalną wśród zachodnich tytułów. Wielu uważa że jest to najdoskonalsze odzwierciedlenie świata wykreowanego w ksiązkach Sapkowskiego. I może tak i jest, tylko że dla mnie jest to po prostu banalne i mało ciekawe. Pierwsza gra miała w sobie dużą różnorodność, mieliśmy typowo średniowieczne Kaer Morhen i Podgrodzie, później Wyzime przywodzacą mi na myśl troszkę staroangielski klimat filmów z Sherlockiem Holmesem, renesansową Wyzimę Handlową, i słowiańską wioskę Odmęty. Taka konstrukcja dawała mi poczucie pewnego oderwania od stylistyki AS-a, iskry szaleństwa i nieprzewidywalności. Dwójka była bardziej w klimatach bliższych zachodniemu fantasy, jednocześnie z dużą dawką własnej inwencji głównie przy projektach bestii. To co dla wielu było odrywaniem się od kanonu, dla mnie było barwną zabawą konwencjami, kombinowaniem ze schematami, przerabianiem tych elementów na modłę Wiedźmińskiego uniwersum. Tym samym to co oferuje trójka, to po prostu świat jaki każdy Polak zna i nic więcej. Słowiańskiego folkloru jest tu najwięcej w muzyce i w samym języku, ale do tego przejdziemy przy scenariuszu. Koniec końców po co mam ruszać na podbój Wiedźmińskiego świata jeśli mogę go zwiedzić na żywo w ciągu paru godzin? To nudne.
3. Fabuła
To jest dla mnie element najtrudniejszy do opisania, bo w sumie na papierze wygląda to całkiem nieźle <SPOILER ALERT>
Geralt odzyskawszy pamięć wyrusza na poszukiwanie Yennefer i Ciri, uciekającej przed Dzikim Gonem. Robi to z jednej strony ze względu na łączące ich relacje (Yennefer kochanka, a Ciri córka)
a z drugiej na zlecenie cesarza Nilfgaardu, Emhyra var Emreisa. Wyrusza więc za nimi do Wsi Biały Sad, gdzie dowiaduje się że widziano ją w Velen w Novigradzie i na Wyspach Skellige. W Velen poznaje Krwawego Barona (o którym ponarzekam później) który zaopiekował się Ciri a potem posłał do Novigradu. Tam spotykamy Triss któa nie moze nam pomoc ale odsyła nas do Corinne Tilly która mieszając Geraltowi w snach dowiaduje się że Ciri spotkała Jaskra I on będzie wiedział gdzie dziewczyna przebywa. W uproszczeniu wygląda to więc tak że latasz od lokacji do lokacji I wypytujesz A WIDZIAŁEŚ WIDZIAŁAŚ TĄ LUB TAMTĄ?. Motyw poszukiwań był obecny też w poprzednich częściach ale był tam zrealizowany dużo lepiej o czym za chwilę.
4.Bohaterowie scenariusz, dialogi, voice acting
O Chryste Panie, to jest chyba największa bolączka tej gry, ta która uwiera mnie najboleśniej I ta która nie daje mi wytrzymać przy ekranie dłużej niż 2 godziny. Widzicie, cała historia opowiedziana w Dzikim Gonie miałaby dla mnie dużo więcej ciekawego, gdyby opowiedziana była ciekawymi dialogami. Z jakiegoś powodu jednak postacie smęcą, przeraźliwie smęcą, to najbardziej smęcące ze smęcących postaci jakie słyszałem w jakiejkolwiek grze. Jedną z tych rzeczy które pokochałem w Wiedźminie 1 były właśnie rozmowy z postaciami, styl Jacka Komudy (scenarzysty pierwszego Wieśka) był bardzo żywy, precyzyjny I dynamiczny, facet bezbłędnie potrafił każdego bohatera uczynić piekielnie charyzmatycznym I wyrazistym. Komuda jak nikt czuł wagę słowa, potrafił precyzyjnie formułować zdania które brzmiały angażująco w każdym wypowiedzianym fragmencie tekstu. Nie czułem zmęczenia I znużenia, poczucia że bohaterowie ględzą dla samego ględzenia, że pierdolą o gruszkach na wierzbie. Któż nie kochał rozmowy z Talarem? Albo pamiętnego dialogu z Shani przy sekcji zwłok? Intelektualnych szermierek słownych z Javedem czy Magistrem? W Wiedźminie 3 dialogi są rozwleczonym, smętnym pieprzeniem , miało być naturalistycznie I w duchu słowian, wyszło tandetnie nudno I bez klasy. Nowi scenarzyści (TAK BYŁO ICH DWÓCH ZAMIAST JEDNEGO TO ZAWSZE ŚWIETNIE ROKUJE) nie umieją być porywający, teksty nie płyną, są suche, odarte z polotu płaskie i sztuczne, a wulgaryzmy bardzo wymuszone I niespecjalnie zabawne. Niestety sztuki przeklinania z klasą panowie nie opanowali.
Tak jak nie opanowali dobrze postaci. Geralt z ponurego błyskotliwego cynika, stał się zatroskanym złym tatuśkiem, który łatwo się obraża. Triss z walecznej sprytnej czarodziejki, stała się zatroskaną nastolatką której smutno (BO GERALT JUZ MNIE NIE CHCE BO YEN WROCILA BUUUUU). TALAR nawet Talara musieli spierdolić. Ze śliskiego typa o cholernie ciętym języku, mistrza ciętej riposty, stał się Talar wesołym wujaszkiem który rzuca kurwami bez krztyny wyczucia. To jego zmiana zabolała mnie chyba najmocniej. Voice acting pod kątem obsady jest doskonały, mam jednak wrażenie że większość dialogów brzmi strasznie monotonnie, nie tylko przez to jak są napisane, ale też przez tojak aktorzy wypowiadają słowa. Na dodatek ich postacie mają przedziwną mimikę, ruchy twarzy, gesty, często wydają się przesadzone, nieadekwatne do sytuacji, nigdy nie wyobrazałem sobie Geralta robiącego minę zbitego psa. A pojawia się. Nad wyraz często. Osobiście wolałem podejście z poprzedniczek, które mimo szczątkowej gestykulacji więcej zostawiały mojej wyobraźni zamiast wykładać mi wszystko na tacę. Jakbym chciał oglądać film to poszedłbym do kina, ale to widocznie domena dzisiejszych gier.
5.Fabuła a świat I gameplay
Świat Wiedźmina 3 jest kolosalny, prawdopodobnie jest to największy zaprojektowany w całości świat w grach komputerowych ever (zanim przytoczycie Daggerfalla przypominam że były to same pustkowia to nie jest projektowanie) Jest też niesamowicie bogaty w piękne widoki, masę ciekawych pomniejszych lokacji, no po prostu arcydzieło. Problem leży w tym, jak to się ma do gameplayu. Nie będę udawał że kocham rolpleje z otwartym światem, z perspektywy czasu wolę bardziej liniowe produkcje ale dziwi mnie jak w Wiedźminie 3 bardzo nieprzemyślane pod tym względem były fabuła I gameplay. Pamiętacie jak pisałem że poprzedniczki lepiej rozwiazywały temat poszukiwań w fabule? Tak, zajmijmy się teraz tym. Widzicie, w poprzednich tytułach fabuła dzieliła się na rozdziały, gdzie każdy miał miejsce w innej lokacji, podzielonej na kilka mniejszych podlokacji. Takie rozwiązanie było dobre gdyż dawało nam poczucie progresji przez całą przygodę. Przemieszczamy się od jednej części świata do drugiej. Wiedźmin 3 wywala te filozofie do kosza I daje nam od razu praktycznie ogromne połacia terenu, pełne pobocznych zadań, mini instancji mini bossów itp. I nawet jeśli mamy pewne fabularne ograniczenia względem przemieszczania się między kolejnymi regionam, to wciąz ni jest to dobry projekt w kontekście samej historii. Mając tak ogromny świat przemierzamy setki kilometrów szukając cholernej zbroi albo latając za dzikim gonem po grotach, I cały czas miałem z tyłu głowy poczucie że marnuję czas, bo powinienem już lecieć gdzieś dalej za głównym wątkiem.
6.Side questy I mini zadania
I w sumie lecenie za głównym wątkiem to najlepsze co można robić w Wiedźminie3. Bo side questy choć często ciekawsze niż główny wątek, są wciąż pełne idiotyzmów. Przykład? <spoiler alert> weźmy naszego kochanego Krwawego Barona. Cała awantura z jego zaginioną rodziną, klątwą I nieszczęściem sprowadzona jest do tego że facet chleje I bije żonę. Dosłownie. Naprawdę
CD Projekt RED? Żeby pokazać nam patologie Wiedźmińskiego świata przedstawiasz nam wydarzenia z pierwszego gorszego współczesnego osiedla? To takie dziś niespotykane? Chlać I bić żonę? Innym przykładem niech będzie quest “Po nitce do kłębka” gdzie z Lambertem ruszamy na poszukiwanie Bertrama Taulera, wiedźmina ze szkoły Kota. Musimy popłynąć na wyspę Skellige I porozmawiać z jego kontaktem niejakim Hammondem, zabijamy typa, zabieramy list z którym wracamy do Lamberta I mówimy mu że Tauler nie zerwał kontaktu z Hammondem. Wszystko by było spoko gdyby list nie sugerował czegoś zupełnie innego! Wyraźnie stoi w nim że Tauler żegna się z Hammondem I nie chce mieć z nim już nic wspólnego. Jak można to było przeoczyć? Takie babole I fabularne głupoty można by było jeszcze wybaczyć, gdyby gra dawała dużo ciekawego do roboty. Podkreślam CIEKAWEGO, bo to co przygotowano jako questy poboczne to jawna kpina. Bardzo często wychwalanym elementem 3 Wiedźmina jest zalążek fabuły w nawet najbzdurniejszym zadaniu, szkoda że takowe są cholernie przewidywalne I nudne, ograniczają się do kilku zdań dialogu albo bezsensownych liścików, których czytanie było jeszcze większą mordęgą. A I tak schemat jest zawsze identyczny. Zabierz kartkę z ogłoszeniem idź do typa, ustal cenę, szukaj tropu, zabij stwora, kasa. Sporadycznie zdaży się wyjątek ale nigdy nie jest to jakaś większa afera, czasem po prostu potwór jest inny niż wskazuje pierwszy ślad. Do dziś niezapomnę jak przejeżdżałem koło lokacji Diabli Dół, myślę sobię “fajnie będzie tam może jakaś ciekawa misja może jest do ubicia jakiś Silvan”. Nie, to obóz bandytów, zabij, zlootuj, wyleć. Nic więcej. Tak samo jest z gniazdami potworów które wysadzamy petardami. Zabij zlootuj wyleć. Nie ma sytuacji że natrafiamy przy okazji na jakąś grubszą sprawę. Te questy są zawsze tym czym są, repetycyjnymi zapchajdziurami. Najlepiej wypadają pod tym względem misje poszukiwawcze, zwiedzanie ruin, opuszczonych wież, czasem jakieś zagadki logiczne. To zdecydowanie wypadło fajnie, ale reszta? Ogranicza się do latania I zabijania kogo się da. Słowem nuda
7.Gameplay
Pod względem gameplayu gra jest najpełniejszym doświadczeniem jeśli chodzi o granie jako Wiedźmin I ten aspekt gra realizuje wzorowo. Walki są jednak trochę za mało urozmaicone I ponownie większość olejów eliksirów jest mało przydatna. Jest za to duży progres odnośnie znaków. Gwint to fajna zabawa jak lubisz karcianki, wolałem kościanego pokera.
8.Muzyka
Tę zostawiłem sobie na koniec. Jako osoba która trochę się muzyką interesuje, bardzo sobie ceniłem ścieżkę dźwiękową w obu poprzednich grach I miałem nadzieję że ta również w trójce będzie wzorowa. I choć w większości jest ona bardzo precyzyjnie dopasowana do tego co aktualnie dzieje się na ekranie, to sama w sobie niezbyt zapada w pamięć. Ja też dostałem feelsów przy Wilczej Zamieci (w sensie łezka się zakręciła) niemniej czuć tu spory regres. Brak w składzie kompozytorów Adama Skorupy mocno słychać, a zaangażowanie folk metalowców to był już gwóźdź do trumny I strzał w potylicę. Istnieje dla mnie różnica między tworzeniem muzyki w pewnej stylistyce nadając temu osobowość I ducha I wykazując pewien talent kompozytorski (co Skorpik bezbłędnie pokazał choćby w pierwszej części trylogii) a sięganie po najbardziej kiczowate tanie I pompatyczne sztuczki. Zamiast urzekających I charakterystycznych tematów muzycznych dostaliśmy bardzo sztampowe chóry I snujący się ambient. Słabo
Chciałem tylko na koniec podkreślić że nic z tej recenzji nie jest żartem ani trollem. To moja szczera opinia. Przez pierwsze kilka godzin bawiłem się w grze nawet nieźle, ale cała masa tego co mi się podobało utonęła w zalewie pojedynczych kupek z których poskłądał się bardzo okazały balas. Słowem kupa 2/10