Far cry w 2004 r. Wprowadził wszystkich graczy w osłupienie piękną grafiką, akcją i nieliniowym podejściem do rozgrywki. Od premiery minęło ponad 20 lat, uważam że nadal trzyma się nie najgorzej choć ma dość spore wady. Po pierwsze, wersja steam działa na patchu 1.4 który popsuł AI i sprawiał że przeciwnicy trafiali nas przez obiekty. Dlatego polecam odrazu zdowngradeować grę do wersji 1.3 jeśli chcecie oszczędzić sobie frustracji. Co mogę powiedzieć o samej rozgrywce? Na samym początku jest bardzo fajnie. Każdy poziom ma kilka możliwych ścieżek którymi dotrzemy do celu, gra jest dosyć trudna bo zachowania najemników są całkiem zaawansowane, potrafią się do nas zakraść, śledzić, wezwać posiłki albo nas otoczyć. Do grania możemy podejść na rambo siejąc chaos lub na cichego zabójcę kryjąc się po krzakach. Eliminowanie wrogów z wytłumionego mp5 sprawia sporo przyjemności. Jest wiele pojazdów takich jak łaziki, łodzie, paralotnia czy ciężarówki. Kontrowersyjnym elementem są mutanty które zabijają nas jednym ciachnięciem pazurami. Przez nie wielu graczy porzucało tą grę. Uważam że wepchano je trochę na siłę i lepiej by było bez nich. Fabuła jakaś jest ale jest mało ważna, jest to film klasy B z lat 90 pełną gębą. Niestety końcówka gry to chała, zrobioną ją tak by jak najbardziej wkurzała. Przeciwnicy mają więcej zdrowia, niesamowitą celność i przybywa ich cała gromada. Zakończenie jest beznadziejne, zupełnie bez polotu.
Więc w podsumowaniu FC 1 jest wciąż dobrą grą którą przyjemnie się przechodzi, choć jest dosyć wymagająca i potrafi nie raz zmęczyć. Jeżeli grałeś we wszystkie far cry'e poza jedynką, warto się zapoznać.
Ponieważ DLC do GTA 4 przestały już być sprzedawane jako dwupak Episodes from Liberty City, a zamiast tego kupujemy je razem z podstawką, zamierzam ocenić obie gry osobno.
-GTA 4: The Lost and Damned
Tym razem zamiast Niko Belliciem przyjdzie nam kierować poczynaniami motocyklisty Johnnyego Klebitza i jego gangu The Lost. Główną osią fabuły będzie rywalizacja protagonisty z Billym Greyem, poprzednim liderem grupy który właśnie opuścił odwyk,
Dla tego pierwszego liczy się braterstwo i zarobienie na utrzymanie gangu. Dla Billyego z kolei życie obraca się wokół ćpania, strzelanin, orgii i picia hektolitrów whisky. To właśnie starcie dwóch silnych charakterów będzie tematem przewodnim. Johnny może
i nie jest taki interesujący jak bohater podstawki ale jego niezłomność i cynizm sprawiają że ciężko jest go nie polubić. Jeśli chodzi o inne postacie wcale nie jest gorzej, Rockstar po raz kolejny pokazał swoje zdolności w tworzeniu charakterów. W tym dodatku klimat jest
nawet cięższy, prawie czarnobiała grafika, jeszcze więcej przemocy i brutalnych strzelanin.
Jeżeli chodzi o rozgrywkę, prawie nic się tu nie zmieniło. Postarano się o kilka nowości - Przede wszystkim nareszcie w misjach punkty kontrolne. Kilka zupełnie nowych broni - Obrzyn, bomba rurowa, granatnik, kij bilardowy, pistolet automatyczny i mocarna strzelba szturmowa.
Jest to miłe zaskoczenie w porównaniu do podstawki gdzie niestety, w niektórych chwilach można było mieć wrażenie że nie ma za bardzo z czego strzelać. I moim zdaniem największy plus - śmigłowiec annihilator otrzymał teraz bardziej zabójczą właściwość w postaci karabinów
z amunicją wybuchową co rzecz jasna otwiera możliwości zrobienia niezłej zadymy. Ale poza tym wszystkim co wymieniłem wciąż jest to takie samo gta 4. Będziemy strzelać, kraść, porywać, standard.
Zmianie jednak uległa fizyka motocykli. Jak pewnie większość pamięta, posadzenie Niko Bellica na jednoślad drastycznie podnosiło ryzyko jego śmierci lub trwałego kalectwa. Tutaj zostało to całkowicie zmienione. Ponieważ główną tematyką będą wojny harleyowców, poruszać się
będziemy przede wszystkim na motorach. Ale prowadzenie tych środków transportu zostało tak przebudowane, że od teraz spaść i ponieść zgon jest bardzo trudno. Mogę śmiało powiedzieć że jazda motorem jest teraz przyjemna. Inaczej jest natomiast z samochodami. Te
są nawet cięższe i bardziej kanapowate niż wcześniej były, a Johnny ma większe szanse wypadnięcia przez szybę niż Niko. Dodano też więcej rodzajów motoru, więc jeżdzenie nimi nie znudzi się za szybko.
Nie wspomniałem jeszcze nic o kilku nowych rodzajach aktywności. Siłowanie, poker, cymbergaj, wojna gangów i wyścig na motocyklach w którym zawodnicy okładają się kijami.
Jest jeszcze nowa mechanika związana z członkami naszego gangu. Jeżeli podczas misji fabularnej utrzymamy się na motorze blisko nich pojawi się emblemat The Lost. Kiedy w nim pozostaniemy przez krótką chwilę, odzyskamy zdrowie a maszyna ulegnie naprawie.
Nasi kumple Mają swoje własne statystyki. im więcej razy będą z nami uczestniczyć w misjach tym bardziej podniesie się ich zdrowie, wytrzymałość, celność i inne atuty. Może i ktoś z tego by korzystał ale ja nie korzystałem z tego przez całą kampanię.
Podsumowując, The Lost and Damned to udany dodatek. Szkoda, że czas rozgrywki nie jest zbyt długi a misje fabularne nie należą do odkrywczych. Zabijanie, zabijanie, zabijanie. Ale to nie oznacza że nie warto w to zagrać. Z pewnością będziecie bawić się przednio.
-GTA 4: The Ballad of Gay Tony
To DLC to już zupełnie inna para butów. "Ballada" jest tak naprawdę odpowiedzią na prawie wszystko, na co narzekali fani w GTA 4. Teraz jesteśmy Luisem Lopezem. Jest on drobnym gangsterem i ochroniarzem w klubie nocnym, którego właścicielem jest Anthony Prince czyli Gej Tony.
Nasz szef bez przerwy wpada w kłopoty. Zadłużył się u gangsterów, ma problem z narkotykami i kryzysem wieku średniego. Louis jest rozdarty pomiędzy nocnym życiem a osobistymi problemami w tym przyjaciółmi którzy handlują narkotykami
i nieustannie wplątują bohatera w nieprzyjemne sytuacje. Ci którzy twierdzili, że fabuła GTA 4 jest za bardzo żmudna, mogą przestać. Pod wieloma względami scenariusz przypomina kino akcji lat 90 - Dużo strzelania, seksu i wybuchów. Jeżeli komuś nie odpowiadał przygnębiający
klimat podstawki to Ballada jest dla niego. Znajdzie się co prawda kilka scen z gatunku tych dramatycznych ale przeważać będzie radosna kolorystyka i imprezowe życie. Tutaj też możemy zobaczyć zaczątki tego co wprowadzono potem w GTA 5. Historie Niko, Johnnyego i Luisa
dzieją się w tym samym czasie, ich historie przecinają się między sobą, więc czasami kiedy wykonamy misję jednym z bohaterów to później grając w historię innej postaci możemy przechodzić to samo zadanie widziane z jej perspektywy.
Ten dodatek rozwiązuje też pewien problem podstawowej gry. Wszystkie misje były do siebie dosyć podobne. Niko brnął w hektolitrach krwi i tonach ołowiu. Tutaj jest zupełnie inaczej. Zatapianie jachtu używając działek śmigłowca? Jasne. Kradzież wagonu pociągu? Proszę bardzo.
Skoki spadochronowe? Czemu nie. Po raz kolejny zmieniły się wrażenia z jazdy. Ze wszystkich trzech gier w pakiecie, Ballad of Gay Tony ma najbardziej wybaczający błędy model prowadzenia. Wozy od teraz mniej się ślizgają, lepiej hamują, nadal są ociężałe ale już nie przypominają
tankowców. Najczęstszym zarzutem w stosunku do czwartej odsłony była niewielka ilość aktywności na mapie. To również postanowiono poprawić. W Balladzie poskaczemy na spadochronach, potańczymy, pogramy w golfa, upijemy się, popilnujemy porządku w klubie, powalczymy w
klatce i wiele więcej.
Ilość pojazdów również się zwiększyła. Nareszcie powrócił czołg, którego nieobecność zawiodła wielu fanów serii. Nie jest to co prawda w 100% czołg, jest to pojazd opancerzony ale strzela pociskami i przewraca wszystko na drodze. Znowu otrzymaliśmy całkowicie nowy zestaw
giwer min. P90, automatyczna strzelba czy bomby przylepne.
NIestety kilka rzeczy w tym dodatku mi nie odpowiada. Luis nie może odwiedzać sklepów z ubraniami, które i tak w gta 4 były dosyć ubogie. Ma dedykowany zestaw ubrań do założenia. I przez całą grę nie odblokujemy nowych. Mimo, że teraz mamy więcej możliwości zabawy,
Nie zapominajmy, że wciąż pozostajemy zamknięci w jednym mieście. To sprawia że daleko temu dodatkowi do gta 5.
The Ballad of Gay Tony to według mnie majsterszyk wśród DLC. Jeżeli kogoś znudziło gta 4, to jest to właśnie gra dla niego.
W podsumowaniu:
The Lost and Damned - 7/10
The Ballad of Gay Tony - 9/10
Trzeci Wiesiek ma już 10 lat. Czy ta gra jest faktycznie tak dobra jak mówią jej fanatycy? Odpowiedź - jest. To jest coś więcej niż gra. To przygoda, która po napisach końcowych odciska na nas piętno. Piętno w postaci tego, że żadna późniejsza gra już nie będzie wam się podobać tak jak Wiedźmin. Gra jest tak wielka, że niewykonalne jest omówienie wszystkiego po kolei. Przejdę do kwestii najważniejszych.
Linia fabularna jest jedną z lepszych z jakimi się spotkałem w grze wideo. Przez to, że tytuł ten jest tak długi i postacie są doskonale napisane, naprawdę zżywamy się z nimi. Macie gwarancję, że zapamiętacie je na długie lata. Do tego całe mnóstwo zwrotów akcji, wybory moralne które mogą wydawać się nam właściwe a mogą za kilka godzin okazać się fatalne w skutkach. Słowiańskość i dziesiątki nawiązań do naszej mitologii tworzą niesamowity klimat tego uniwersum.Redzi wspięli się na wyżyny w tej kwestii.
Wiedźmin 3 jednak głównie błyszczy misjami pobocznymi. Wiele z nich jest na tyle rozbudowanych że spokojnie mogłyby być tymi głównymi. Wiele z nich ma mały ale jednak istotny wpływ na wydarzenia fabularne. Kolejny mocny punkt to podróż po świecie. Nie jest to Just Cause 2 z powierzchnią tysiąca kilometrów gdzie nie ma co robić i wszystko wygląda podobnie. Nie jednokrotnie odmawiałem sobie skorzystania z szybkiej podróży bo wystarczy niekiedy paręset metrów jazdy konno i już trafimy na zaskakujące wydarzenie. Świat gry jest nieprawdopodonie pieczołowicie dopracowany. Tutaj przez kilkadziesiąt godzin nie masz wrażenia że już byłeś w podobnym miejscu, cały czas napotykamy inne, ciekawsze widoki. Od biednej osady Biały Sad i przeoranego wojną Velen, aż po zaludniony Novigrad i górzyste skellige.
Jest jeszcze minigra gwint. Element nie mający znaczenia dla historii ale bardzo miły dodatek. Na początku wydaje się to skomplikowane ale gdy zdobędziemy lepszą talię kart wychodzi z tego naprawdę rozbudowana i wciągająca gra.
Jeśli chodzi o typowo rpgowe kwestie, nie jestem maniakiem ulepszania oręży do maksimum i warzenia mikstur. Ale uważam, że jest to element na tyle rozbudowany by każdy fan gier RPG był zadowolony. Wiesiek jest na tyle chojną grą, że jeśli kogoś ta mechanika nie interesuje nie będzie miało to wielkich konsekwencji.
Oczywiście gra nie jest bez wad. Napotykałem liczne bugi oraz glitche. Nie raz moja płotka w czasie jazdy gdzieś się zablokowała na Amen. Walka nie jest super wykonana by nie powiedzieć nie ciekawa. Ot - Blokuj, atakuj, potem jakiś znak i tyle. Ale na szczęście wynagradza nam to sadystycznie przyjemne odcinanie kończyn i lejąca się wszędzie jucha. No i loadingi. Nie wiem czy to wina patcha Next gen ale na moim pc gra uruchamia się i wczytuje jakieś 2 minuty. Jeszcze z nie za dobrych elementów - W czasie przygody olewałem zupełnie rozrzucone po mapie pytajniki. Zwyczajnie nie oferowały ciekawego lootu i nie chciało mi się za nimi biegać.
W podsumowaniu, Wiedźmin to gra którą powinien każdy ograć. Pomimo małych, nie znaczących wad zdecydowanie ten tytuł zasługuje na najwyższe możliwe noty mimo wieku 10 lat. Całym sercem polecam każdemu.
Przeszedłem grę raz na androidzie. Nie mam żadnych wątpliwości, że jest to jeden z najlepszych tytułów dostępnych na urządzenia przenośne. Ma trochę wad, scenki przerywnikowe były robione z myślą o DS'ie więc nie ma w voice actingu i filmiki są pokazane w formie prostej noweli graficznej, całkiem ładnej ale to już nie to samo co pełnoprawne scenki motion capture do których GTA nas przyzwyczaiło. Trochę to irytuje ale rozumiem, że zarządziły o tym ograniczenia sprzętowe. Brakuje mi też klasycznych stacji radiowych. To była trochę "dusza" tej serii, że w tle coś gada. Zamiast tego słyszymy jakieś plumkanie. Do sterowania dotykowego ciężko się przyzwyczaić, polecam od razu podlączyć pada. Te wady jednak da się przełknąć, kiedy już to zrobimy to zrozumiemy, że Chinatown Wars to wspaniała gra. Kupno i sprzedawanie narkotyków czyli to co wywołało w momencie premiery najwięcej kontrowersji okazuje się niesamowicie wciągającą zabawą ekonomiczną. Tą grę właściwie można nazwać mobilnym GTA 4 tak jak ktoś przede mną tutaj napisał, jest całe Liberty City poza dzielnicą Alderney, którą wycięto aby zmieścić się w wymaganiach platformy. W mieście jest co robić, fajny pomysł z kradzieżą samochodu przedstawioną jako mini gierka zręcznościowa. Jest tutaj dużo dużo do bawienia się ale nie wiem ile by mi zajęło wymienienie wszystkiego. Polecam tą grę każdemu, daję słowo że wciągnie was jak odkurzacz.
Bezapelacyjnie jedna z moich ulubionych strzelanek, ever. Niestety gra ma już sporo lat i to czasami naprawdę widać.
Przede wszystkim gra toczy się "na szynach". Im więcej razy ją ukończysz tym będzie łatwiejsza. Gangsterzy zawsze pojawiają się w tym samym miejscu i czasie. Można wyryć na pamięć gdzie spadnie granat, skąd wyskoczy wróg. Oprócz tego oponenci są bardzo twardzi, umierają po 4 strzałach w facjatę. W pewnym miejscu występuje błąd, gdzie przeciwnicy zabijają mnie w niepomijalnym przerywniku i trzeba się wcześniej schować w takim miejscu żeby scenka się skończyła zanim do ciebie dobiegną i rozwalą ci mordę.
Za to klimat w grze nie zestarzał się ani trochę, poziom w klubie satanistów lub koszmary głównego bohatera wciąż robią wrażenie. No i legendarny bullet time, po dziś dzień uwielbiam karkołomne skoki i tańcowanie pomiędzy lecącymi pociskami. Naprawdę podoba mi się pomysł narracji za pomocą komiksu z aktorami. Nie rozumiem dlaczego tak niewiele gier wykorzystuje ten motyw.
Podsumowując, gra się zestarzała. Widać i czuć w niej gaming przełomu lat 90/2000. Jednak nie straciła na klimacie i nie mogę powiedzieć, że jest niegrywalna. Jeśli jakoś zignoruje się problemy które ma ten tytuł można się całkiem dobrze bawić.
Fajna gra, nawet 20 lat po premierze. Fabuła bardzo przypomina kino klasy B z lat 90. Bohater w stylu "One man army"? Jest, Wybuchy? Są, Śmigłowce? Są, Dupeczka? Jest. Niestety Far cry'a trochę już nadgryzł ząb czasu. Największy problem? Wrogowie to idioci. Przez całe lata powielano mit, że niby ten tytuł ma dobre SI bo potrafią wezwać posiłki albo cię oflankować. Szkoda, że jak tylko cię zobaczą to zaczną ustawiać ci się do ostrzału jak kaczki i wtedy możesz ich z kilometra wytłuc snajperką. A co zrobił Crytek jak zorientował się, że stworzeni przez nich wrogowie to pustaki jak z betoniarki? Oczywiście sprawmy, że będą w stanie przyjąć pół magazynka z M4, cudownie. Niemniej nawet dzisiaj fajnie się gra. Strzelanie jest w porządku, jest klimat, są mutanty, Jest rozpierducha.
Nie polecam. Nuda, bugi, siermięga. Dodam, że film widziałem nie raz i znam go dobrze. Gra za to wciągnęła mnie na pierwszych parę godzin a potem wywaliłem ją z dysku bo mnie zmęczyła. Jeśli mam bez przerwy robić grind żeby zrobić jakiś postęp to ja podziękuję, jednak wolę gta.
God of War 2 nie wprowadziło zbyt wielu nowości do rozgrywki ale to nie zaszkodziło grze. Twórcy postawili na więcej, mocniej, lepiej i to zadziałało. Po 17 (!) Latach od premiery to wciąż bardzo dobry slasher, do tego trudny i makabrycznie krwawy. Cieszy fakt, że zadbano o więcej walk z bossami których w jedynce było trochę mało. Fabuła może nie jest specjalnie odkrywcza ale jest dobrze poprowadzona więc śledzi się ją z zaciekawieniem. Kratos to dupek, arogancki, pełen gniewu, nie lituje się nad nikim, nie ma w sobie empatii ale z biegiem historii zdajemy sobie sprawę, że bogowie olimpu wcale nie są od niego lepsi, są tacy sami. Grafika w czasach premiery wywoływała niedowierzanie, że coś takiego da się stworzyć na poczciwej ps2. Do dziś jest miła dla oka, szczególnie jeśli chodzi o oświetlenie i efekty. Idealnie zostało wyważone tempo akcji, z zagadkami które nie są przesadnie trudne tylko mają być miłym odstępem od walk z chmarami przeciwników. Jedyne co mi się nie podoba to zakończenie gry z pytaniami bez odpowiedzi. No i niektóre sekwencje platformówkowe potrafią być denerwujące. W tamtych czasach oceniłbym na solidne 10, teraz myślę że zasłużone 9
Jak na dzisiejsze czasy absolutnie niegrywalne. Feeling jazdy beznadziejny, AI oszukuje jak tylko może i to nawet nie jest maskowane, po prostu jest zaprogramowane tak by nie dać ci cienia szansy na wygraną. Nie polecam chyba, że ktoś odczuwa przyjemność z powtarzania jednej trasy 50 razy.
Skąd się wzięła powyżej informacja o tym, że istnieje port tej gry na PS2? Prawda, znaleziono pliki i assety dowodzące, że były plany na stworzenie tej wersji ale fakt faktem takiego portu nie ma i nigdy nie było więc wprowadzacie czytelników w błąd.
Jedyny minus tej gry jest taki, że komputer oszukuje jak tylko może. Wyścig, 4 okrążenia, prawie 10 minut czasu, 350 km/h w Lamborghini Gallardo. Tymczasem ten w Golfie GTI w magiczny sposób dostaje rakiet w d*pie i wyprzeda cię przed samą metą... (*) Dla klawiatury :p
Po dziś dzień bardzo grywalna bijatyka. Ilość kombinacji ciosów dla każdej postaci powala, grafika w czasach PS2 rozwalała system i nawet dziś jest miła dla oka, w ramach dodatkowej zawartości można zagrać w Tekken 1,2 i 3 w trybie arcade history, miły dodatek dla starszych fanów serii. Elektroniczna muzyka towarzysząca nam podczas walk wpada w ucho i zapadła mi w pamięć. Mnóstwo świetnych postaci które są silne nawet gdy ich jeszcze zbytnio nie ogarniamy a kiedy będziemy dużo nimi grać i je wyskillujemy stają się potężne. Chyba jedyną kiepską postacią jest Mokujin czyli gniot który nie ma swoich własnych ciosów i zrzyna je od innych postaci, najbardziej od Hworanga. Nie lubię też Christie która jest zwyczajnym klonem Eddy'ego Gordo z Tekkena 3. Należy też wspomnieć o kiepsko zrobionym trybie Devil Within, który cierpi na drętwe sterowanie i irytujące sekwencje platformowe. No i bardzo irytujący Jinpachi, ach jak ja kocham bossów którzy potrafią regenerować sobie zdrowie podczas walki i używać niemożliwych do zablokowania ataków. Niemniej Polecam grę nawet dziś do pogrania z kumplem na kanapie.
Dobra bijatyka nawet gdy nie ma kumpla do wspólnej zabawy
+Zabawny tryb Motor Kombat
+Kreator postaci
+Tryb Konquest spokojnie mógłby być osobną grą
+Całkiem sporo combosów
+Dużo krwi
+Możliwość grania Shao Kanem, Goro, Kintaro, Onagą, Motaro i Blaze.
-Co z tego, że mamy do wyboru 63 bohaterów, skoro połowa z nich to kolejne klony Kano lub Sonyi, albo leniwie zrobione gnioty takie jak Kobra. Widać że gra była robiona w pośpiechu.
-Mało dynamiczne walki
-Całkowite pozbycie się klasycznych Fatality i zastąpienie ich jednym tym samym dla każdej postaci to jakiś nieśmieszny żart, kolejny przykład lenistwa jakim wykazało się Midway.
To ścierwo zwane Games for Windows Live wciąż nie zostało całkowicie wyplewione ze wszystkich gier. Kupiłem tą grę na Steamie i pomimo godzin męki nie dałem rady jej odpalić bo instalator wciąż wymaga zalogowania do gfwl... Które już w teorii nie istnieje... A pieniędzy nikt mi nie zwrócił.
Ocenię oba dodatki osobno:
The Lost and Damned:
TLAD to bardzo intensywna, krwawa, dramatyczna opowieść o braterstwie i lojalności. Rockstar idealnie odwzorował klimat realiów, w świecie gangów motocyklowych. Ryk silników, strzelaniny, wyblakłe kolory, ostry heavy metal w radiu i uderzanie jadącego przeciwnika pałą po łepetynie :p. Spodobał mi się system statystyk członków naszego gangu, które można wymaxować. Jedni będą z tego korzystać, jedni nie, dla mnie na +. Wprowadzono checkpointy, których nie było w gta 4 i za to pochwała. Dobrze, że zadbali też o dodanie więcej aktywności pobocznych takich jak karty na zakłady, siłowanie na pięści czy air hokej. Aczkolwiek mimo interesującej historii brakuje trochę różnorodności w misjach, większość polega na "pojedź tam, zmasakruj tych i koniec". Dałbym 9/10 gdyby nie to, że drugi dodatek jest lepszy :)
Ocena: 8/10
The Ballad of Gay Tony:
W TBOGT klimat zmienił się o 360°. Otoczka z krwawej i ponurej zamieniła się w Radosną i pogodną, wszystko jest pastelowe i kolorowe. Niektórzy narzekali, że misje w gta 4 nie są zróżnicowane? Z pomocą przychodzi ten dodatek. Strzelaniny, skoki z samolotu, mnóstwo wybuchów. Jako, że to DLC ukazuje bogatą stronę Liberty City, na ulicach dominują wozy sportowe. Wreszcie Powrócił też ukochany czołg którego w czwórce brakowało. Do tego spadochrony znane z przygód cj'a oraz nowy helikopter Buzzard. Luis może też potańczyć sobie w klubie z będącymi pod wpływem dziewojami, żeby później udać się z nimi na gorący numerek :). Po raz pierwszy jest możliwość spicia się do tego stopnia, że obudzimy się gdzieś w rowie lub innym, nietypowym miejscu. Jedyne moje spostrzeżenia są takie, że historia gry mogła być o wiele dłuższa i że w tym dodatku jesteśmy ograniczeni do tylko jednej kryjówki co czasami przeszkadza.
Ocena: 9,5/10
+Model jazdy
+Fizyka
+Kolizje
+Podatność otoczenia na zniszczenia
+Modyfikowanie pojazdów
+Ścieżka dźwiękowa
+Ilość tras, cała gra zajęła mi 22h
+Ilość samochodów
-Sztucznie podnoszony poziom trudności (Czasem kogoś nie dogonisz choćbyś miał najszybszy pojazd w grze)
Dla odmiany nie wypowiem się tu o samej grze, ale o tym jak bardzo Rockstar ma w poważaniu swoje starsze produkcje i skupia się tylko na wydojeniu kolejnych miliardów z gta online. Wersja tej gry na steam jest okropnie skopana, jak zwykle fani sami musieli ją naprawiać bo szanowny deweloper tego za nich nie zrobił. Bez zainstalowania patcha gra co i rusz będzie się crashować. Do tego jeszcze trzeba programu, który obniży fpsy bo jak tego się nie zrobi to ai wariuje i wbiega w ściany, a gra nie ma takiej opcji jak włączenie limitu klatek. Rockstar to firma, którą jednocześnie kocham bo ich gry należą do moich ulubionych i jej zarazem nienawidzę za ich politykę.
+Satysfakcja dzięki zniszczalnemu otoczeniu
+Niezły Voice acting głównego bohatera
+Brutalność robi wrażenie
-Trudna i frustrująca na poziomie łatwy
-Po czasie kontrowersja zaczyna zanikać bo atakuje cię coraz więcej sił militarnych i przypomina to po prostu strzelanie do policji w gta
-Częste blokowanie się postaci na obiektach
Zwyczajny, chamski skok na kasę z wizerunkiem popularnego serialu. Może nie narzekałbym gdyby to była darmowa gra we flash a nie coś, co kosztuje pieniądze.
Gówno, gówno, jeszcze raz gówno. Niby to partactwo twórców jest czasami zabawne np. dosłowne skopanie dupy czołgowi albo sekretarka transwestyta ale poza tym ta gra jest cholernie nudna, nieprzyjemna i wkurza niemiłosiernie. Feeling broni jest tak marny, że sprawia wrażenie jakbyś strzelał pineskami. Inne głupoty np. Sam trzon fabuły bo niby jak główny bohater Claus, który według faktów historycznych stracił prawe oko i prawą dłoń jest w stanie strzelać z panzerfausta?(btw. z Panzerfausta można strzelać wiele razy mimo, że w rzeczywistości był to granatnik na jeden wystrzał). Doszedłem do momentu eksortowania naszego zioma z więzienia i skończyłem na tym bo gra się popsuła i nie dało się robić już savevów. Każdy kto czyta ten wpis niech wierzy, że nie warto po to dziadostwo sięgać nawet dla pośmiania się.
Postal 2 w zwykłej, płytowej, nie zmodowanej wersji jest dość przeciętną grą i nie uważam jej za najbrutalniejszą grę wszech czasów jak się o niej często mówiło. W 2003 roku możliwość oddawania moczu na przechodniów i umieszczenie w grze wybuchających terrorystów z Al Kaidy faktycznie mogło szokować, dziś pewnie wywoływałoby to facepalm. Gra ponadto jest dość brzydka nawet jak na swoje czasy, animacje są koszmarne i wyglądają jak teatrzyk kukiełek, modele postaci przypominają lalki z plasteliny, tekstury są okropne i niektóre są nawet zwykłymi zdjęciami. Gra też nie zachwyca działaniem, przy zbyt dużej ilości obiektów na ekranie liczba fps drastycznie spada, czasem nawet gra bez powodu się crashuje. Nie mniej, jeżeli komuś odpowiada niskich lotów toaletowy humor i lubi wyśmiewać się z poprawności politycznej to gra jest dla niego jak znalazł. Gra przypomina nieco czarną komedię złożoną z pomyłek coś w deseń naszego Polskiego "Nic Śmiesznego". Postal Dude wpada w coraz bardziej absurdalne sytuacje, nawet zwyczajna wizyta na poczcie kończy się krwawą rozwałką. Ciąg przyczynowo skutkowy jest tak głupi, że aż zabawny. Dla prawdziwych psycholi i fanów mordu polecam modyfikację "A Week in Paradise". Wtedy dopiero Postal dwójka zamienia się w istną masakrę na ekranie. Latanie kończyn, wylewające się flaki, każdy psychol przed monitorem będzie zadowolony :p. Najmocniejszym punktem tej gry jest eksplorowanie. Gra umożliwa wejście niemal wszędzie i zachęca do szperania po kątach w celu znalezienia ciekawych przedmiotów. Każdy sam powinien zdecydować czy warto dziś w ten tytuł zagrać. Ja polecam każdemu fanowi krwawej jatki i wyśmiewania rzeczywistości.
+Klimat.
+Strzelanie, system osłon i Bullet Time działają świetnie.
+Fabuła może nie jakaś specjalnie odkrywcza, ale przyzwoita.
+Mnóstwo akcji, można poczuć się jak w dobrym filmie klasy B.
+Dużo broni.
+Odpowiedni poziom trudności.
-Końcówka gry doprowadza do szału. Co zrobić żeby gra na koniec zrobiła się trudniejsza? Oczywiście dajmy przeciwników którzy wytrzymują parę strzałów w głowę i wrzućmy ich całą armię.
-Czasami zdarzało się, że gra wyrzucała do pulpitu bez powodu.
Za dziecka zagrywałem się w to bez przerwy, przeszedłem wtedy grę w całości. Teraz powracając po latach odpuściłem w okolicach piątej planszy, dobiła mnie monotonia. Gdyby w tej grze skupiono się na tworzeniu sekwencji platformowych, byłby to wspaniały tytuł dla każdego. A tak to każda misja polega na - dojedź w jakieś miejsce w 30 sekund, albo pozbieraj w 5 minut jakiś syf porozrzucany po całym mieście, podczas gdy sekwencji platformowych jest około dwie w całej grze. Widać, że na pewnym etapie tworzenia albo skończyły się pomysły, albo po prostu już się im nie chciało. Daję 7/10 tylko ze względu na wspomnienia z dzieciństwa, bo raczej 5/10 powinienem dać.
Ta gra jest super... I tyle, zwyczajnie gra się w to fajowo :) Po prostu sprawia mnóstwo radości i nie nudzi. Misje są zaprojektowane ciekawie, są nieszablonowe. Postacie to scenariuszowy majstersztyk. Każda postać główna czy poboczna którą spotkamy jest na swój sposób ciekawa. Świetny pomysł z lekcjami w postaci minigierek, niektóre potrafią nawet stanowić wyzwanie. Gra unikalna i wyjątkowa, idealny tytuł dla tych którzy chcą zagrać w coś innego niż gta :). I wszystko byłoby pięknie gdyby nie...
Pecetowy port. Tak, Rockstar zawsze słynął z nieumiejętności portowania gier z konsoli. No za to sterowanie to bym ich wieszał... Mam wrażenie, że tutaj bezmyślnie przeniesiono port z konsoli PS2 nawet go nie poprawiając. Już nie mówię o grafice, która w 2008 r. Mocno odstawała już od tytułów konkurencji. Mówię o sterowaniu kamerą która jest iście konsolowa. Obraca się myszką, NAJWOLNIEJ na świecie, czasami nic nie zobaczysz poza postacią wąchającą ściany. Nie mogę się za nic przyzwyczaić do przypisania klawiszy. Namierzasz cel ppm, bijesz shiftem. Kto takie rozwiązanie wymyślił i kto je zatwierdził?! Pojazdami (deskorolką, rowerem) też steruje się średnio, często się zablokujesz na jakimś murze. Optymalizacja szwankuje, grze zdarza się na parę sekund zgubić klatki do ok. 15/s. Bez zainstalowania Silent Patcha gra na Windowsie 10 crashuje się co 15 minut, albo u niektórych wcale się nie uruchamia. Hańba dla Rockstar za stworzenie tak syfiastego portu.