O soulsach usłyszałem dawno ale jakoś mnie do nich nie ciągnęło, pewnym razem przypadkiem natrafiłem na gameplay z Lords of the Fallen, kupiłem na promocji za 1,5 euro, pograłem 10h i odinstalowałem, mechanika była tak okropna a trudność gry tak oszukana że nie mogłem tego przetrawić, od znajomego który ma w 1 i 3 przegrane niecałe 300h usłyszałem że w soulsach czegoś takiego nie ma, giniesz bo ty zrobisz błąd, a nie bo przeciwnik robi na pięcie obrót 180 podczas wyprowadzania ataku, pograłem 17h offline na jego koncie i stwierdziłem że muszę kupić, jak się potem okazało nie da się przenieść pliku postaci.. Ale cóż, odpaliłem nową postać i zacząłem, w 5-6h dotarłem do tego momentu na którym skończyłem cały czas się dobrze bawiąc a nie przechodząc ze znużeniem miejsca w których byłem. Aktualnie mam 26h na nowej postaci, mając na koncie 9 bossów, przy czym tylko w 3 zginąłem więcej niż raz(w tutorialowym na offline gdyż był to mój pierwszy kontakt z tą grą, na drugiej postaci zszedł za pierwszym), kompletnie nie rozumiem ludzi którzy kończą z grą bo padają na bossach po pare/parenaście razy, trzeba mieć chyba refleks żółwia albo naprawdę wyprowadzać ataki jak kretyn na chama(co sam czasem robię ale po śmierci rozumiem że powinienem był walczyć na spokojnie), albo jak czytam komentarze typu donpewu'a "po 3/4 godzinach gry zabiłem przypadkim npc rozdającego lvl i juz nie zamierzam do niej wracać." No jezu stało się, nad stłuczoną szklanką mleka też płaczesz czy raczej sprzątasz i nalewasz następną? Ostatnia gra która mnie tak wciągnęła to wiesiek, ale dlc zdane i na całe szczęście znalazłem coś równie dla mnie interesującego.