Ten miesiąc jest dla mnie miesiącem pewnej posuchy, zwłaszcza w kontraście do października i września, które dały nam przecież dwóch kandydatów do tytułu ,gra roku" czyli Spiderman i RDR2. Jednak trzeba coś wybrać. Dla mnie tytułem "wyczekiwanym" (bo to nieco zbyt duże słowo) jest Fallout 76. Gra posiadająca tak słaby hype, jakiego jeszcze w życiu nie widziałem. Wręcz antyhype. Podoba mi się ona głównie trzech względów. Po pierwsze jestem ogromnym fanem Fallouta (nawet czwórki). Po drugie jestem fanem survivali, gatunku, który nie cieszy się dużą estymą wśród Graczy. A po trzecie i ostatnie, jest pełna historii z pod znaku notatki, taśmy i krwi na ścianie. I choć można grze wiele zarzucić, w tym lekkie podejście do lore i zbyt małą hardkorowość, i tak na nią czekam. Ze zniecierpliwieniem.