Dobra gra dla zabicia czasu, jednak szybko potrafi znudzić. Żadne arcydzieło moim zdaniem. Gra skupia się wyłącznie na walce i na biegania. W zasadzie to z przewagą tego drugiego. Fabuła nie oszałamia i dodatkowo nie mamy na nią żadnego wpływu. Od początku do końca jesteśmy skazani na uratowanie świata. Po prostu mniej lub bardziej dynamiczna siekanina, choć przyznam z czystym sumieniem że do RUNE się nie umywa.
Jak pisałem powyżej, dobra gra ale pod warunkiem jak pod ręką nie masz nic innego.
O tej grze można mówić wiele, dobrego czy złego, ale w epoce gier typu C&C Red Alert, gdy "strategia" ograniczała się do 3 kluczowych elementów: zabezpiecz surowce, wybuduj jednostki, zalej przeciwnika ich ilością. Czy to Starcraft, Warcraft czy Dark Colony wszystko ograniczało się do tego schematu.
Dark Omen jest zupełnie inny, aspekt ekonomiczno/gospodarczy został całkowicie pominięty. I słusznie. W końcu możemy skupić się wyłącznie na dowodzeniu regimentami żołdaków. Sama esencja walki. Ma znaczenie kto atakuje a kto przyjmuje szarżę, doświadczenie, morale i uzbrojenie jednostek, ukształtowanie terenu, artefakty które zdobywamy w trakcie gry, ma znaczenie atak frontalny, z flanki albo od tyłu. Swego czasu była to najlepsza TAKTYCZNO-STRATEGICZNA gra na rynku, a i dzisiaj trzyma pod tym względem wysoki poziom. Czasami chciałoby się żeby AI przeciwnika było nieco wyższe, ale od tego jest multiplayer.
Polecam, GORĄCO POLECAM, ale fanom gatunku. Wiadomo, jedni wolą zagrać kilka meczy w piłkę nożną, inni postrzelać, a jeszcze inni zagrać w Barbi na zakupach. Tu nic z tych rzeczy nie ma. Są tylko kolejne epickie bitwy z hordami orków i nieumarłych przerywane dialogami dowódcy z kluczowymi dla fabuły postaciami dzięki którym poznajemy fabułę. Ale to jakby przestaje się liczyć gdy po raz kolejny rozstawiasz wojska których miecze strzały i topory spragnione są krwi przeciwnika!
Gra posiada niezły klimat, ale nie jest to klimat horroru. Zdarzają się czasem momenty gdy ciśnienie lekko podskoczy, ale nie odczuwałem nawet w dziesiątej części tych wrażeń co grając w FEARa.
Nie stawiałem grze konkretnych wymagań dlatego też nie odczułem rozczarowania nastawiając się na konkretny gatunek produkcji. Jeśli autorzy mieli zamiar stworzyć porządny "horror" to w jakimś momencie coś musiało im się popsuć, bo w efekcie stworzyli dynamiczną strzelaninę z elementami zręcznościowymi. Dla jednych to dobrze, dla innych nie. Mi osobiście gra bardzo się spodobała. Dynamiczna, wartka akcja osadzona w zwięzłej fabule.
Ktoś napisał, że gra byłaby lepsza gdyby chodzić jedną postacią która miałaby więcej zdolności paranormalnych. Ja napisze, że gra byłaby inna ale niekoniecznie lepsza. Wymagałby bowiem nowej konstrukcji fabuły, która uwzględniłaby super-bohatera psykera, który ruszyłby w głąb plugawych czeluści zepsutego miasta aby skopać dupę największemu zagrożeniu świata - pierworodnemu. Jak tu się kogokolwiek bać gdy masz ze sobą pakę granatów, pięć różnych splów i zdolności których nie powstydziłby się sam Imperator na Złotym Tronie (niezorientowanych odsyłam do Warhammer 40 000).
A tak mamy grupę wojaków z których każdy ma jakąś specjalną zdolność, wysłanych aby zbadać i zabezpieczyć pewien fenomen. Dodatkowo każda postać ma jakąś rolę do odegrania, bo właśnie dzięki członkom drużyny ujawniają się kolejne szczegóły całej historii.
Oczywiście gra nie jest pozbawiona wad. Zgodnie z ogólnymi standardami panującymi obecnie na rynku gier jest cholernie krótka - zabawy na jeden dzień. Byłem równie (jeśli nie bardziej) rozczarowany po ukończeniu HL2 EP I i II mniej więcej po dniu czy dwóch zabawy. Drugi problem tej gry to "specyficzne" metody na rozprawianie się z niektórymi przeciwnikami. Jednemu trzeba walić w plecy, drugiemu w serce gdy zrobi się czerwone, a tego zamkniętego w "kapsule" najpierw trzeba pozbawić osłony używając telekinezy z ciała jednego z pechowców zawieszonych powyżej. Jeśli ktoś grając nie ma skąd sięgnąć po pomoc to może napier***ać i pół godziny nim w końcu przez przypadek wpadnie na rozwiązanie.
Graficznie gra wygląda bardzo ładnie, można niemal poczuć te makabryczne przestrzenie ale nie budują nastroju grozy, stanowią raczej tylko tło dla burzy kul, granatów, ognia i latających w powietrzu części ciał.
Polecam grę jako dynamiczną strzelaninę z ciekawym system rozgrywki. Możliwość zmiany postaci moim zdaniem podkręca to dynamikę a przy okazji stanowi pewne novum.
Witajcie wielbiciele Heretica II.
Mimo swego wieku - bo fakt faktem gra ma już swoje lata - prezentuje się wciąż całkiem nieźle. Oczywiście nie ma co liczyć na oszałamiającą grafikę ale przecież nie dla wyglądu wraca się do starych gier. Można by powiedzieć, że jest to pewien fenomen gdy pośród gier wymagających dwóch rdzeni i gigabajtów RAMu gracz sięga po tytuł dla którego pentium 233 z technologią MMX był szczytem możliwości.
Pierwszy raz z Heretic II miałem przyjemność zagrać rok po wydaniu gry w Polsce. Już wcześniej mój komp nadawał się tylko na złom, dlatego Heretic II chodził raczej średnio płynnie. Niestety w owych dniach nie było mi dane ukończyć gry. Musiałem oddać płytę koledze po przejściu zaledwie 2 etapów gry. Obiecałem sobie, że na pewno do niej wrócę. Czas płynął, lata leciały, wrażenie Heretica pomału zacierało się w mym umyśle, gdy nie tak dawno temu znalazłem stary plakat z CD Action z tej właśnie gry. W tamtej chwili brakowało tylko głosu w mojej jaźni mówiącego "Po tylu latach odnalazłeś mnie, czas wypełnić przysięgę." ;)
Nie zwlekając zanadto dokonałem instalacji z taką samą radością co prawie 10 lat temu.
Gra posiada niesamowity klimat, fabuła jest ciekawa, spójna, logiczna i bardzo wciągająca. To było dla mnie najważniejsze. Rzut zza pleców bohatera, prosty i dynamiczny system walki, możliwości wykorzystania czarów tak ofensywnych jak i defensywnych. Wszystko to idealnie wpasowuje się w bogaty zmienny świat Heretica II. Mamy okazje zwiedzać "średniowieczne" miasto, przypominające wyglądem architekturę cywilizacji prekolumbijskich budownictwo jaszczuroludzi, zagłębć się kopiec "insektoidów", przemierzyć kopalnie lochy i zamek na szczycie góry. A mimo swego wieku graficznie wygląda to wszystko bardzo ładnie. Właściwie to byłem zaskoczony, że tyle da radę z tego wyciągnąć.
Gra jest całkowicie liniowa, ale w niczym to nie przeszkadza. Właśnie dzięki temu powstaje klarowny obraz fabuły. Nie ma żadnej dłużyzny, bezsensownego biegania jak np. w Crusaders of might and magic. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że gra przykuła mnie do ekranu na cały sobotni dzień. Niestety po jej ukończeniu dały się odczuć dwie ogromne wady. Za szybko się kończy i nie ma kontynuacji. Można jeszcze dodać, że czasem na niektórych planszach można się zgubić w labiryncie korytarzy i przejść.
Polecam tę grę każdemu, nie tylko fanom gatunku, właśnie ze względu na fabułę, akcję i rewelacyjną zabawę.
Dobra, nim przejdę do meritum sprawy trochę wstępu.
Gdy pierwszy raz rozpocząłem przygodę z Gothic 3 [wersja niespatchowana] byłem zachwycony. Śliczna grafika, bogactwo przedstawionego świata, pierwsze wrażenie było niesamowite. Pod znakiem zapytania stały jednak klimat i fabuła. Miałem nadzieję, że i jedno i drugie będzie dorównywało poziomem pierwszej części, a już na pewno będzie lepsze od części 2. Początek był niesamowity, świat zdominowany przez orki, ludzie w niewoli albo jako rebelianci w lasach, król oblegany w stolicy, paladyni utracili magię, cholernie dużo rzeczy do zrobienia w tym świecie i to mi się podobało. No ale zachwyt nie trwał tak długo jak powinien. Miałem nadzieję, że skończę tą grę z taka samą przyjemnością z jaką ją zacząłem. Niestety, zachwyt szybko miną a brutalna rzeczywistość z każdą mijającą godziną testowała moją odporność psychiczną na debilizm gry.
System walki jest z dupy. Jak to możliwe że wilk czy dwa stanowią groźniejsze wyzwanie od posterunku orków? Jak to jest, że przemierzając lasy i góry bardziej obawiałem się watahy dzikich zwierząt niż wszystkich orków oblegających zamek? Porażka. Na dodatek rozwijałem postać wyłącznie do walki wręcz pomijając magię i bardzo byłem ciekaw jak będzie wymiatać moja postać po osiągnięciu mistrzostwa w walce mieczem. Efekt rozczarował mnie, bo de facto wydłużył tylko walkę powodując przewracanie przeciwnika. Porażka.
Kolejna sprawa to błędy logiczne w kontekście przyczynowo-skutkowym. Odbijasz jedno miast z rąk orków i bez problemu chodzisz po innych orkowych włościach. Odbijasz pierwsze DUŻE miasto i dalej nic Ci nie grozi. Nie ma nawet listu gończego z nagrodą za twoją głowę. Nie tracisz nawet wpływu u przeciwnej grupy. Odbijasz 2 miasto i też nic. chyba dopiero przy trzeci m te debile orki orientują się, że chyba ktoś im nieźle zagraża i robi pod górkę. Ale kto? Kapitan Bomba? Nie... Może ten rzeźnik w zbroi paladyna wałęsający się po mieście z wielkim mieczem na plecach. Taki jak on chyba był widziany w poprzednich miastach które straciliśmy. I był podejrzany o współpracę z rebeliantami. Hmm.... Nie, to pewnie nie on. Przypadek, zwykły zbieg okoliczności. To nie może być on bo przecież każdy pajac w zbroi paladyna może wędrować w naszym ORKOWYM mieście. Nie sądzicie, że to absurd?
To samo jeśli chodzi o współpracę z rebeliantami. Kolejny debilizm. Za każdym razem trzeba udowadniać im swoją lojalność i oddanie sprawie ludzi. Nie ważne, że odbiłeś już dwa miasta, nieważne, że pomogłeś innym ośrodkom rebeliantów, nieważne, że pomogłeś królowi, że jesteś paladynem, to wszystko jest nie istotne. Możesz być samym awatarem Inosa ale i tak każdy napotkany burak będzie traktował Cię jak zniewieściałego gołowąsa który ledwo co oderwał się od cycka z mlekiem. A co z cholernym poparciem które zdobywasz wykonując questy dla poszczególnych frakcji? Twój słupek popularności u jednej frakcji rośnie i nie ma to żadnego wpływu na relacje z innymi frakcjami. "Hyh... ty zabić moich braci pod zamkiem, zabić orki w mieści na północ i w mieście na zachód ale nic to, ty się nie martwić, bo herszt cie lubić, my mieć praca dla ciebie, ty pójść zabić szefa rebeliantów." Dobra, twój słupek popularności sięga maxa, liczysz na to, że teraz jesteś powszechnie znany, lubiany i szanowany pośród np rebeliantów a tu nic. Jedne na co przekłada się ta popularność to możliwość kupienia sprzętu, w tym zbroi paladyna. I to jest kolejna ignorancja. Kupujesz od rebeliantów z zapyziałej jaskini zbroje paladyna jak na jarmarku. A skąd oni ku*wa ją mają? Zrobili w tym swoim nędzym warsztacie zaadoptowanym z wychodka w którym palą końskim łajnem? A może mają na składzie, jeszcze ze 2 tuziny tych świętych zbroi? Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.
No i kwestia zadań pobocznych. Gdzieś na forum ktoś napisał że gra zmusza do myślenia, ale pewnie były to słowa 12-letniego dziecka którego mózg osiąga szczyt wydajności intelektualnej gdy ten siedzi śliniąc się przed monitorem szukając MŁOTKA. Tak, gra jest pełna tego gówna. Tak pełna, że główny wątek zdaje się rozmywać wśród zadań pobocznych. Znajdź młotek, samorodki, rudy żelaza, jakieś zielsko, znajdź ludzi, znajdź broń, znajdź papier toaletowy bo w właśnie się skończył w Okarze. Albo zanieś mąkę Stefanowi, mięso Mariuszowi, skóry zwierząt Muńkowi a Magda z czerwonej latarni potrzebuje kondomów. I tak oto po raz kolejny ratujesz świat od klęski głodu,, śmierci od zimna lub chorób wenerycznych świadcząc usługi kurierskie. Gdyby człowiek za każdy taki quest dostawał złotówkę to kończąc grę byłby bogatszy o kilkaset złotych.
podsumowując gra zapowiadała się rewelacyjnie a wyszła miałka pozycja. Smak radości grania zamienia się w popiół w ustach z tym większą goryczą, że gra posiadała ogromne możliwości które nie zostały wykorzystane. Gothic posiadał wciągającą fabułę i niesamowity klimat. Gothic 2 nie był już na tym samym wysokim poziomie. Gothic 3 wydaje się potwierdzać tendencję spadkową cyklu. wspaniałą grafiką czy oprawą audio i nowatorskimi rozwiązaniami z zakresu rozgrywki nie zastąpi się grywalności i klimatu.
Na początku grałem z zachwytem, potem z cieniem wątpliwości i zdziwienia, na koniec grałem na siłę, a każda mijająca godzina testowała moją odporność psychiczną na nudę i debilizm gry, bo prawda jest taka, że gra w kółko powiela te same schematy, które w pewnym momencie przestają być zjadliwe. Powód dla którego wykonywałem jakieś zadania ograniczał się jedynie do ilości uzyskanych PD, a nie dla tego, że zadanie poboczne było wciągające i ciekawe samo w sobie. Nie ma co porównywać fabuły Gothica 3 z takimi klasykami jak Torment czy Baldurs Gate 1 i 2 a zwłaszcza Arcanum. To są gry do których wracam z przyjemnością a Gothica 3 nie skończyłem i raczej do niego nie wrócę. Tym gorzej dla samej gry, że byłem w momencie w którym jej ukończenie wydawało się być wyłącznie formalnością.
Nie polecam, chyba, że nie macie na co wydawać kasy, albo jesteście fanami serii.