Wiatr już ucichł, słońce piekło nas co raz bardziej a le my jestesmy twardzi, jesteśmy teplariuszami i tu pod grunwaldem zniszczymy tych pogaśnkich władców!
-Panie polacy przygotowują sie do ataku!
- Nareszcie! Zmęczony mistrz zakonu krzyzackiego a takze jeden z rady teplariuszy Urlich von Jungingen nie krył radości z raportu posłańca/
Przygotować sie! krzyknoł.
-Za wiare, za mistrza! odparli jego rycerze i rzucili sie do walki.
Pedziły na siebie wojska Polskiego króla oraz rycerze szpitalników jak dwie fale gotowe rozbić sie o siebie, tuman kurzu z pod kopyt unosił sie jak burza piaskowa na pustynie.
Doszło do zderzenia armi, słychac konających.
Rycerze zakonu zdobywają polską chorogiew, zaczynają spiewać, radować sie.
-Mamy ich, zwycieżymy! Uśmiechnoł sie wielki mistrz i ze swoją chorągwią ruszył do bitwy.
Rycerze niemieccy z Polska chorągwią nie zauważyli jak na koniu ruszył do nich polski rycerz, assasyn.
Urlich ujrzał zagrozenie i krzyknoł.
- Uważajcie! Assasyn!
Było już za pózno, Gniewomir bo tak miał na imie polski zabójca niczym tygrys swoimi ukrytymi ostrzami podcioł gardła nie szczęśników.
-Nie moge do tego dopuścić polacy nie moga odbić sztandaru, Za mną!
Wielki Mistrz ruszył, przedzierał sie przez polskich żołdaków, próbował sie przebić do Gniewomira .
Ten tylko stał i patrzył jak mistrz niczym wielbłąd przez ucho igielne próbuje przecisnąć sie przez tlum polaków , ruszył w jego strone.
- Nie poddam sie, jestem obrońca wiary!
Z duma krzyczał i cioł na boki Urlich.
Wieśniacy obalili go na ziemie lecz wstał i machał mieczem na każdą strone niczym rany wilk otoczony przez psy myśliwskie.
-Nigdy mnie nie pokonacie! Rycerze do mnie!
Jego gwardia była daleko a nóż assasyna o wiele bliżej, właśnie przebiło mi serce.
Mistrz opadł na rece swojego kata, spojzał mu w oczy.
-Myślisz zabójco ze to koniec, ze uratowałeś swoj kraj, hahahah.
Swieta włócznia wkońcu bedzie nasza a wasz kraj podzielimy, podzielimy i już nigdy nie bedziecie....
Gniewomir nie dał mu dokończyć, drugie ostrze wbił mu rdzeń głowy.
-Spoczywaj w pokoju, wybaczam ci.
Opuścił cialo mistrza na ziemie i ruszył do bitwy, to jeszcze nie koniec, wiedział o tym.
Próbowaliśmy go dopaść, bóg mi świadkiem że tak ale bitwa była juz przegrana, nie doceniliśmy wroga.
Mam nadzieje że nasz brat w Bydgoszczy odnajdzie włoćżnie.
-Panie litwini wracają! atakują!
-Witold zdrajca! mogliśmy dać mu wszystko, na flanki!
Zdecydowanym glosem próbuje ratować przebieg bitwy Olgierd, drugi po wielkim mistrzu zakonnik i tajny członek bractwa teplariuszy
-Do ataku!
W tym momencie Olgierd dostał strzałą w szyje, krwawi, nie może wydusić z siebie ani słowa.
upada na ziemie, widzi jak rycerze gina od mieczy pogan, jak uciekają z pola walki jego rycerze, wie że jest już po wszystkim.
Opiera sie o miecz, wzrok mu sie zamazuje lecz w oddali widzi jak znienawidzony rycerz Polski Gniewomir stoji przed nim a jednym reku trzyma sztandar wielkiego mistrza a w drugiej zakrwawiony miecz.
Podchodzi do niego i kuca przed nim, olgierd łapie go za ramiei z nienawiścią patrzy mu w oczy.
Gniewomi uśmiecha się i mówi:
- ty jesteś 203.
Assasyn pchnoł mieczem olgierda po mału i krecąc klingom na prawo i lewo a ten umierał w bólu .
Gniewomir wstał wytarł klinge od krwi i ruszył do nastepnego z braci zakonnych, lecz nagle poczół ciepło na plecach a nogi mu zadrżały
Usunoł sie na ziemie, ręką dotknął pleców poczuł ze leci mu krew, spojrzał na Olgierta który leżał martwy lecz uśmiechał sie.
Na początku zabojca nie wiedział dlaczego jego trup sie uśmiecha do momentu gdy ujrzał w dłoni Olgierta sztylet, sztylet zaplamiony krwią Gniewomira.
Ten spojżał na sztylet uśmiechnoł sie i pad twarzą do ziemi.
-Mój czas nadszedł, włócznia bezpieczna.
Assasyn zmarł.