"Czym innym jest decydowanie o samym sobie, a czym innym kreowanie przekłamanego, jednostronnego obrazu całej grupy społecznej w dziełach kultury."
Czyli fikcyjne postacie kobiece w grach mają ogromny wpływ na kreowanie obrazu realnych kobiet, a to co realne kobiety wrzucają na swoje (ogólnodostępne) profile społecznościowe nie ma na ten obraz żadnego wpływu?
Aha... to nie wiedziałem... teraz będę wiedział.
Nie wiem jaki był oryginalny komentarz kriegaffe, może był zbyt napastliwy i dlatego został usunięty, ale trochę go rozumiem. Mogę sobie wyobrazić przeróbkę oryginalnego tekstu w stylu: "Czy przeseksualizowany obraz kobiet w mediach społecznościowych może się zmienić (i dlaczego nie)". A zamiast Bayonetty znalazłby się przykład autorki, która najpierw pisze artykuły o nadmiernej seksualizacji kobiet a następnie na swoich profilach umieszcza krytykowane przez siebie treści. Faktycznie coś się tu nie klei.
Oczywiście każdy ma prawo umieszczać na swoich profilach społecznościowych co chce i wyrażać siebie i swoją seksualność jak uważa za właściwe. Problem z postaciami z gier jest taki, że nie można ich zapytać czy świadomie i dobrowolnie epatują swoim seksapilem. To nie prawdziwe osoby tylko wymyślone postacie. Możemy mieć jedynie pretensje do twórcy, że wymyślił tę postać tak, a naszym zdaniem powinien ją wymyślić zupełnie inaczej, ale tutaj do głosu dochodzi problem wolności twórczej.
Inna sprawa: kiedy słyszę ten argument jakoby występowanie niezwykle atrakcyjnych kobiet w grach tworzy fałszywie wygórowane oczekiwania wobec kobiet realnych, nie mogę uciec od skojarzeń z prawicową retoryką odnośnie funkcjonowania osób nieheteronormatywnych w przestrzeni publicznej.
- "jak się młodzi napatrzą na gejów w telewizji to też będą chcieli być gejami..." Nie, to nie działa w ten sposób. Jak się gracze napatrzą na wyidealizowane ciała heroin gier komputerowych to też nie znaczy, że nie będą w stanie zbudować zdrowej relacji z osobą o bardziej naturalnej urodzie.