Pecetowcy i ich wieczne bóle dupy ze wszystkim... xD
Zdecydowanie za prosta, gdy opanuje się kombinacje ciosów + rozczarowująca walka z Czarną Dłonią... a w zasadzie jej brak.
Jak w każdym GTA, Rockstar ewidentnie ma problem z budowaniem napięcia. Zanim akcja solidnie się rozkręci, historia dobiega końca.
Akurat gdy zaczęło robić się ciekawie... gra wyświetliła epilog i się skończyła. CoD:WWII to drugowojenny średniak, mający przebłyski geniuszu (walka pancerna w ruinach Akwizgranu i bitwa powietrzna nad Ardenami), ale generalnie całość nie porywa.
Jako niepoprawny fanatyk AoE2, w którego czas gry należałoby w moim przypadku liczyć w miesiącach, oraz średniowiecza jako takiego, jestem ukontentowany. Niech ta gra skupi się na tym i wyłącznie na tym okresie + jakieś nowe mechaniki rozgrywki (nieco bardziej rozbudowana ekonoma, może odzwierciedlenie systemu feudalnego) i będzie git.
Genialny gameplay i oprawa, niesamowicie denna, pozbawiona przewodniego wątku fabuła: każdy wątek fabularny, który zapowiadał się ciekawie i mógł nadać opowiadanej historii jakiegoś dramatyzmu, był szybko ucinany przez scenarzystów.
Gram na dobrą sprawę dopiero trzeci dzień, ale już teraz jedyna myśl, jaka mi towarzyszy grając, to chapeau bas! Gra jest przepiękna, dostarcza więcej frajdy niż "Dziki Gon", jest fantastycznie napisana i autentycznie relaksująca. Sporo pomaga też lżejsze potraktowanie tematu, niż w podstawce i "Sercach z Kamienia" - te obarczone były sporym ciężarem gatunkowym, były bardzo poważne i mroczne - szczególnie "Serca..." celujące momentami klimatem w horror (starcie z Największym Lękiem Iris) - mocno humorystyczny klimat "Krwi i Wina" zdecydowanie działa na korzyść gry.
Bethesda wszystkimi swoimi działaniami wokół Fallouta 76 popełnia bezprecedensowe w branży seppuku. Zmycie z siebie całego tego błota, którym sama się obrzuciła, będzie trwało lata.
World of Warcraft w szczytowej formie. Później już nigdy nie było AŻ tak dobrze.
Gdybym ze wszystkich gier, w które grałem, miał wskazać tę jedyną, grę życia - byłoby to z pewnością Age of Kings (wraz z pierwszym - i jedynym - oficjalnym dodatkiem, The Conquerors). Czas, jaki spędziłem z tą grą, prowadząc kolejne miasta do rozkwitu, a armie do chwały, możnaby pewnie liczyć w miesiącach. Po dziś dzień wracam na partyjkę, dwie. ;)
Gdybym ze wszystkich gier, w które grałem, miał wskazać tę jedyną, grę życia - byłoby to z pewnością Age of Kings (wraz z pierwszym - i jedynym - oficjalnym dodatkiem, The Conquerors). Czas, jaki spędziłem z tą grą, prowadząc kolejne miasta do rozkwitu, a armie do chwały, możnaby pewnie liczyć w miesiącach. Po dziś dzień wracam na partyjkę, dwie. ;)
Brak craftingu w jakiejkolwiek, nawet symbolicznej formie i powtarzalność rozgrywki mocno rzutuje dziś na odbiór RDD - tak to już jest, kiedy zalicza się grę 8 lat po premierze. ;)
Z przyjemnością dam szansę nadciągajęcemu prequelowi.
The Walking Dead w czasach kowbojów - lekko, łatwo i pomimo - że się tak wyrażę - śmiertelnie poważnej tematyki, z humorem. :P
The Walking Dead w czasach kowbojów - lekko, łatwo i pomimo - że się tak wyrażę - śmiertelnie poważnej tematyki, z humorem. :P
Miejscami straszliwie irytująca. Connor wkurza tak bardzo, że gdy w czasie misji ginie, gracz ma poczucie dobrze wypełnionego obowiązku. Czasowo fabuła tak żongluje różnymi epokami, że zanim wczujesz się w danych etap gry, ta przenosi cię dziesiątki lat naprzód... sterowanie wkurza... ogólnie gra mocno poniżej oczekiwań i najgorszy AC, w jaki grałem (a w momencie pisania tej notki, tj. 23.05.18, to ostatni, w jaki grałem) - ale to wciąż AC - więc pomimo okazjonalnej chęci ciśnięcia padem przez okno, bawiłem się nienajgorzej. ;)
Brak craftingu w jakiejkolwiek, nawet symbolicznej formie i powtarzalność rozgrywki mocno rzutuje dziś na odbiór RDD - ale z przyjemnością dam szansę nadciągajęcemu prequelowi.