Kolejny co będzie normalizował morderstwo bo osoba zamordowana zraniła jego uczucia...
gdzie gówno owinięte w złoty papierek nie jest gównem - o ironio biorąc waszą śmieszną postawę wobec oryginału. Wyczuli że ich gówno jakim jest dzisiaj oryginalna Mafia jest zagrożona i jak muchy przylatują bronić swojego graala zrobionego z odchodów.
Ale cóż, od oderwanych od rzeczywistości kultystów nie można się spodziewać rozsądku. Tylko obłudy.
Tak czy siak, szczęśliwego Nowego Roku. Może ten otworzy oczy na rzeczywistość.
'Totalne dno i żenada ' - o ironia biorąc pod uwagę post waszmości.
I więcej obłudnej nostalgii. Faktycznie jest uczucie w Mafii 1, jak gra w końcu łaskawie postanowi faktycznie zarejestrować strzał oddany w głowę wrogiemu kierowcy. Inny szczegół że ignoruje pięćdziesiąt wcześniejszych z czego połowa była idealnie wycelowana w głowę. No i oczywiście zakłamania. GTA IV i V mają właśnie to co waszmość gada. Tylko że w odróżnieniu od Mafii I, tam to faktycznie poprawnie zawsze działa. Ale przyznać rację trzeba kiedy istnieje. Mafia I z tym eksperymentowała, nawet jeżeli końcowy produkt przez połowę czasu w ogóle nie działał. GTA dopiero do tego podeszło z IV.
'starej Mafii gra nie jest wyreżyserowana i oskryptowana' - i więcej bzdur. Taka wolność. Może w końcu sami możemy zlikwidować pościg w pierwszej misji. Albo wprowadzić pościg w jakąś pułapkę. Albo policję jakoś na nich ściągnąć... A nie, nic z tych rzeczy. Tylko uciekaj.
Ale cóż. Od kultysty nic innego spodziewać się nie można. Taki San Andreas do dzisiaj miażdży ogólnie Mafię I znacznie lepszą mapą, flotą pojazdów do której dochodzą jednostki wodne czy powietrzne, ilością zadań pobocznych, urozmaiconą kampanią, muzyką, rozgrywką, itd.
O ironia
A to że chłopczyny są obłąkane to oni sami udowodnili swoimi kuriozalnymi postami. Odmienne zdania nie mają tutaj żadnego znaczenia tylko ogólna postawa i podejście do tematu. A te w waszych przypadkach to po prostu czarna komedia przedstawiająca jak kuriozalne kulty mogą być.
No i proszę, mamy lunatyków.
h ttps://www.youtube.com/watch?v=ffwLP7SwCvA
Ale cóż, Janusz gamingu będzie lubił bo nostalgia i będzie równie sam siebie oszukiwał że to jakiś poziom trudności a nie toporne, archaiczne i absurdalna mechanika walki w wręcz.
A ich złote strzelanie w oryginale, gdzie co chwila sama toporna kamera była większym problemem niż sami wrogowie gdyż nie pozwalała nawet na ich dostrzeżenie za przeszkodami, pomimo że sami wrogowie jak i postać gracza siebie normalnie widziały. A strzelanie same w sobie to już kpina. Poza strzelbami bronie to żart w oryginale, Thompson szczególnie gdzie najbardziej legendarnym pistoletem maszynowy tego okresu, nie można nawet strzelać jakimikolwiek seriami bo odrzut jest kosmiczny. Po co w ogóle Thompson? Równie dobrze mogli dać pistolet z 50 nabojowym magazynkiem, efekt byłby identyczny i pokazuje jak fatalna implementacja broni jest w oryginale. Pistolety natomiast prawie jak wiatrówki. Tylko strzelby się bronią.
'kontrolować odrzut i dobrze celować, a także oszczędzać amunicję i tak powinny wyglądać gry bo wtedy jest satysfakcja' - urocze bzdury. Odrzut tak absurdalny że prawie każda walka zmieniała się w snajpienie przy którym taki Sniper Elite to byle CoD. Oh, jakby gra snajperska ten archaiczny i pomylony system strzelania miał by swoje miejsce. Tyle że Mafia to nie jest gra snajperska, a większość strzelanin to krótki/średni dystans. Dobre celowanie? Pfff. Takie super że gra nagradza cię odkryciem że strzały w głowę, nie zabiją na jednego hit'a. Realizm oryginału 10/10. Oszczędzanie amunicji? W remake'u masz jej jeszcze mniej na Wysokim/Najwyższym poziomie trudności.
Ale cóż, tylko waszmość potwierdził moje spostrzeżenia. Najwięksi fani i obrońcy Mafii I to żadni gracze tylko oderwany od rzeczywistości kult.
I kolejny lunatyk. Syf to faktycznie Mafia : The City of Lost Heaven która jest tak beznadziejnie zaprojektowana muzycznie że nie potrafi się ograć 15 minut bez kolejnego nadużycia track'a 'Car Chase 1' albo 'Car Chase 2'. I ta urocza obłuda że postaci w podstawce były jakieś wybitne. xD Sam i Paulie byli tak nijakimi i nieistotnymi kukłami że gdyby nie podstawiony pod każdego kolor, niebieski i czerwony, nie byli by w ogóle do odróżnienia. Nie ma żadnej ni wiarygodnej ni to ciekawej relacji między tą dwójką i protagonistą, co doprowadza do tego że kulminacyjna misja nie ma jakiekolwiek odzewu, kontrast dzień do nocy z Edycją Ostateczną gdzie śmierć Paulego i zdrada Sama grają na skrzypcach. Don Salieri to samo, kiedy w oryginale był byle dziadem który mógł być co najwyżej właścicielem jakiegoś baru, w remake'u ma faktyczną aurę i charyzmę. Co najważniejsze z nim jednak, remake zdecydowanie lepiej podbudowuje finałowy akt gdzie protagonista trafia na czarną listę Dona.
Ale cóż, jak lunatycy lubią swojego absurdalnego graala to sobie lubcie. Fakty tymczasem pozostają że oryginał to przereklamowany, toporny i archaiczny dinozaur którego czczą zeloci.
I ograna 10 miesięcy po oryginalnej. I co my nie mówić, osoby chwalące oryginał ponad Edycją Ostateczną są albo oderwane od rzeczywistości albo są dinozaurami co żyją ponad 20 lat w przeszłości.
Poza oczywistą grafiką, remake ma znacznie przyjemniejszy system strzelania. Prosty, ale przyjemny, gdzie trafienia w głowy faktycznie robią to co powinny, kontrast do oryginału gdzie strzelanie jest nieznośnie toporne. Identyczna sytuacja z walką wręcz gdzie w oryginale człowiek jak tylko mógł unikał męczenia się z archaicznym 'systemem walki'. Remake stracił też 'zaawansowaną interakcję', co nie jest wielką stratą biorąc pod uwagę jak wybiórcze te interakcje były w Mafii 1, raz istniejąc tylko po to by wydłużyć grę a innym razem ich nie ma w ogóle pomimo że gracz na podstawie poprzednich miał wrażenie że ich obecność w innym fragmencie gry wydawała się oczywista.
No ale jak z dwoma najważniejszymi aspektami czyli fabułą i jazdą? Fabularnie tylko na plus, gdzie spora część postaci dostała więcej pola do popisu i można w nich widzieć prawdziwych ludzi a nie kukły co ich udają w podstawce.
Z jazdą za to już niepełna poprawa. O ile Mafia 1 to już de facto eksponat muzealny którego ogranie może być równie dużą ciekawostką jak i męczarnią z mechanikami które były już archaiczne ponad 15 lat temu, system jazdy sam w sobie zestarzał prawdopodobnie najlepiej z całej gry i remake niestety nie odtworzył tutaj tego tak dobrze jakby mógł. Jest to jednak praktycznie nieistotne gdyż jeździ się przyjemnie tak czy siak, i nie jest to banalne jak np. w GTA V czy jakiejkolwiek gry Ubisoft z otwartym światem. O ironio, większym problem z wyścigiem miałem właśnie w remake'u aniżeli w oryginale gdzie się udał za pierwszym razem. Co ważniejsze, w remake'u coś faktycznie się dzieje w tle żeby jazda nie zanudziła gracza na śmierć. Co z tego że oryginalna Mafia miała taki wyjątkowy system jazdy, jak przez paręnaście minut gracz musiał jeździć po mieście bez czegokolwiek grającego w tle by zabiło monotonię, gdyż ani radio ani dialogów (1-2 w całym oryginale) w trakcie podróży samochodem praktycznie nie było w oryginale w kontraście do remake'u. Może była jakaś muzyka tyle że wpierw trzeba było ściągnąć oddzielny plik by ją przywrócił, a ta i tak stawała się boleśnie monotonna.
Muzyka też na ogół plus. O ile nie ma oryginalnych utworów które by zapadały w pamięć, co ważniejsze nie ma ciągle powtarzającego się jak w oryginalne co za trzecim/czwartym razem było już w 'The City of Lost Heaven' po prostu żenujące.
Są jeszcze takie małe pirdółki jak brak możliwości jazdy kolejką z remake'u czy podnoszący się most. I to są pirdółki większe niż już legendarne jaja koni w RDR2. 99% graczy nigdy nie dostrzeże takich rzeczy, a raczej zobaczą epokowy samolot i sterowiec przelatujący nad miastem w remake'u w kontraście do oryginału.
8/10, przyjemna gra z dobrą fabułą i immersyjnym światem. W kontraście oryginał to byłby 4/10 jakby nie brać pod uwagę wieku gry. A nawet jak się weźmie, archaiczne i toporne mechaniki Mafii: The City of Lost Heaven co najwyżej pozwoliły by ją ustawić na 7/10. Nikomu z sumieniem na sercu nie mógł by polecić oryginału ponad Edycją Ostateczną, może poza koneserami antyków.
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Najpewniej jakakolwiek licencja co Novalogic dekady temu sobie załatwił się wyczerpała.
Raczej mylne spostrzeżenia. Seria Delta Force jest starsza od MoH, i również nie ścigała za MoH jak np. pierwszy CoD robiąc drugą wojenna strzelankę. Argument ogólnie że MoH sam jakiś trend zaczął to mit, tylko jeden film Spielberg’a i serial HBO to zrobiły, oba o II wojnie, stworzyły kilku letni trend za którym poszedł MoH i CoD, a Delta Force nie. O ironio, ewentualnie DF zrobił podobnie, tylko właśnie za zupełnie innym filmem jakim był Helikopter w Ogniu.
Po takiej dramie będzie właśnie znacznie bardziej kojarzy z GTA aniżeliby jego muzyka była w grze.
Wracając do Yamato, Japonia miała przez całą wojnę dosłownie najgorszą broń przeciwlotniczą. Amerykanie dla kontrastu? Już w 1942 ich pancerniki ratowały lotniskowce skutecznym ostrzałem Japońskich samolotów. Dobre uzbrojenie, wspomagane przez dobre systemy i radar sprawiało że konwencjonalne ataki lotnicze na Amerykańską flotę nie miały sensu, a nawet Kamikaze w większości było niszczone.
Dopiero rakiety sprawiły że pancerniki straciły rację bytu. Z jednej strony, niszczyciel a nawet kuter mogły mieć uzbrojenie które miało większy zasięg niż działa pancerników, i dodatkowo przy gigantycznie mniejszej cenie. Z drugiej strony, samoloty również nie musiały wlatywać w skuteczny zasięg obrony przeciwlotniczej i być dziesiątkowane jak to miało miejsce na Pacyfiku. Finalnie, rakiety były w stanie skutecznie przebijać pancerz pancerników który normalnie był w stanie brać na siebie ostrzał małych i średnich kalibrów.
Więc tak, pomysł że lotnictwo zabiło pancerniki to mit. Same plany niezbudowanych okrętów to potwierdza, gdzie Amerykanie i Sowieci rozważali po wojnie ukończenie/budowę nowych, które zostały definitywnie porzucone właśnie dopiero kiedy rakiety zaczęły być wprowadzane.
Kierowane rakiety. Bardziej efektywne, nie potrzeba tonowej naczepy pod działo lub kilkudziesięciu tonowego pojazdu jako platformy, co też oznaczało że było znacznie tańsze.
De facto identyczny powód dlaczego pancerniki zniknęły. Argument że za sprawą samolot to mit. W rzeczywistości to właśnie rozwój rakiet które można było montować na okrętach kilkanaście razie mniejszych niż pancernik sprawił że pancerne kolosy straciły jakąkolwiek rację bytu.
No cóż, polskie zwierzęta ze wścieklizną to rozumu nie mają.
Po serialu to de facto straciłem jakąkolwiek wiarę w tą markę. Przynajmniej główne odsłony Bethesdy dotychczas trzymały się w miarę z dala od prawdziwej historii i klimatu serii na Zachodnim Wybrzeżu. Ale przybył serial i dosłownie zrzucił atomówę tam, i sprowadził to samo nużące status quo Bethesdy które ciągną od 2008 roku.
W kwestii zaś 'kto silniejszy?', oczywiste że Doom Guy biorąc pod uwagę Doom to praktycznie fantastyka bez jasnych granic. Halo w kontraście znacznie bardziej trzyma się science-fiction.
W takim aspekcie to prędzej już porównywać Master Chief'a z Shepard'em z Mass Effect zaś Doom Guy'a z Dante z Devil May Cry.
Ah, ankieta popularności, i z dość oczywistym do przewidzenia wynikiem biorąc pod uwagę jak Polskę szerokim łukiem ominął fenomen Halo z zachodu.
Argument wyjątkowo nietrafiony biorąc pod uwagę że mamy tutaj do czynienia z EA i Dead Space które od samego początku 16 lat temu charakteryzowało się tym że Elektronicy mieli abstrakcyjne oczekiwania finansowe wobec tej marki. Dwa pozostałe przykłady zaś to 'perełki' dla niektórych.
Wątpię by znajomość z innymi wersjami miała tutaj jakiekolwiek większe znaczenie. Żadnej nie widziałem ale przy samym oglądaniu tego filmu miałem to wrażenie że ostatni segment filmu za bardzo gna do przodu.
Ale jak na reputację jaką Mafia: TCOLH ma, tutaj właściwie aż w formie kultu? To słabo dość wyszło. Z ogranych 20+ latów wśród których był Half Life, Stronghold, Medal of Honor czy Sea Dogs, Mafia miała zdecydowanie najwięcej problemów.
Chyba nie spotkałem się z grą gdzie nostalgia zaślepiła aż tyle osób. W 2002 roku może to był majstersztyk który był rewolucyjny (GTA III wyszło jednak miesiące wcześniej), ale to było ponad 20 lat temu. I czuć często że ta Mafia to dinozaur, bez względu na aspekty ponad czasowe jak na przykład fabuła.
Strzelanie i ogólnie walka to straszna słabizna. Ani fajna, ani klimatyczna, ani widowiskowa. Strzały w głowę z reguły nie zabiją na raz, legendary Tommy Gun jest praktycznie bezużyteczny jako broń automatyczna, niejednokrotnie wróg w ciebie strzela a ty go nawet nie widzisz przez kamerę a walka wręcz to spam jednego przycisku. Niektóre misje jak np. 12 to nużąca męczarnia, gdzie jeszcze trzeba pilnować by kompletnie durni sojusznicy nie padli. Co z tego że animacje wyglądają lepiej niż w takim GTA III, kiedy w aspekcie grywalności takie GTA jest nieporównywalnie lepsze.
Pozą walką co? Prowadzenie auta. Z jednej strony to się znacznie lepiej zestarzało, ale i tak są problemy. A największy tutaj że jazda po tym mieście się szybko nudzi. Jak GTA rozwiązało ten problem? Radia. San Andreas jest legendarne m.in. właśnie przez muzykę na stacjach takich jak Radio X. Tutaj nic. Niby każda wyspa/rejon mają mieć muzykę w tle i co zostało usunięte w wersji Steam, ale ściągnąłem mod co niby ma ją przywracać i ani razu i tak jej nie słyszałem kiedy gra ci każe całe miasto przejeżdżać i nie ma nic by tą podróż jakoś polepszyć. Szczerzę byłem w szoku że gra tak chwalona że fabułę i dialogi, nie miała praktycznie nic z tego właśnie jak postaci podróżowały samochodem kiedy gracz ma kontrolę.
Nie brakuje też innych problemów. Kilka razy skrypt zwyczajnie nie odpalił i trzeba było ładować zapis. Gra potrafi być nie intuicyjna gdzie oczywisty ruch okazuję się prowadzić donikąd albo sytuacja odwrotna.
Fabuła, mapa i 'życie' na niej ratują tego ponad 20 letniego dinozaura, tylko co z tego jak remake też to ma ale wspomniane problemy albo nie istnieją albo są nieporównywalnie mniejsze. Więc sorry
Gra dzieciństwa. Klimat i oprawa graficzna zestarzały się jak dobre wino. Komentarze wyżej o ile podają rzetelne argumenty (z wyjątkiem Delyxana którego wątek o lekkim czołgu to fikcja), są w sporej części zwyczajnie przesadzone. Monotonne i schematyczne misje są w ogromnej części dodatkowe, a powód do ich wykonania to odblokowanie lepszej jednostki pod misję główną scenariusza, jednostki które . I o ile prawda że najlepsza metoda na ich realizację to spam artylerii na prędkości x10 (plus tutaj że istnieje aż takie przyspieszenie), równie dobrze można kombinować przy bardziej klasycznych szturmach piechoty, którą można uzupełniać w trakcie misji w odróżnieniu do pojazdów. Pancerze jak i penetracje działają na ogół cały czas jak powinny na normalnym poziomie trudności, i te rzekome 'frustrujące' momenty albo są rzadkie, albo mają miejsce kiedy to gracz ma zwyczajnie słabszy sprzęt pod względem uzbrojenia i pancerza.
Jedyny aspekt w którym się mogę w pełni zgodzić z osobami powyżej to lotnictwo, które jest faktycznie bezużyteczne ze względu na fakt jak papierowe samoloty są oraz absurdalny czas ładowania wezwania lotnictwa. Drugi aspekt szczególnie został poprawiony w dodatkach gdzie zamiast czekać z 5 minut na kolejne dostępne wezwanie, w niektórych misjach można wezwać całe lotnictwo w parę sekund.
Jak już mowa o dodatkach, co szczególnie osoby powyżej zignorowały to fakt że Blitzkrieg to była solidna platforma pod dodatkowe misje, mody, itd. Jak na przykład Achtung Panzer. Z jednej strony wiadomo że zawartość z poza samej gry, ale jednak pokazuje jak dobrą platformą pod nie jest podstawka.
Ogólnie dla mnie solidne 8/10. Z RTS gatunku prawdopodobnie tytuł co się najlepiej zestarzał, w porównaniu do innych jak np. Codename Panzer.
A niby według kogo miała się nie sprzedać? Jedyną popularną predykcją było to że gra nie sprosta oczekiwaniom po dwójce. I nie sprostała (inna historia że te były nieuczciwe gdyż w sporej części oparte na zmodowanych wersjach Victorii II). O ile można mówić że w ekonomii góruje nad poprzednikami, jako pełen pakiet kierowania państwem w XIX wieku to jest słabo w aspektach dyplomatycznych i wojennych.
Victoria 3 poza tym miała od początku duży potencjał. Z jednej strony druga część stworzyła swoją bazę fanów, a ci sami byli na tyle głośni że marka się pokazała na radarach pośród fanów całego gatunku. Z drugiej strony, w odróżnieniu od takiego Imperatora co nic nie miał wyjątkowego, ekonomia tutaj przypadła do gustu wystarczająco że gra trzyma średnią kilku tysięcy grających.
Nie. Są frakcje i postaci z poprzednich części ale znajomość z pierwszymi częściami nie jest w ogóle potrzebna.
Podobnie z New Vegas który bardziej zasługuje na tytuł 'Fallout 3' niż Fallout 3.
Czy inwazja USA na Chiny to nie był przypadkiem dopiero ustalony 'fakt' w Fallout 2, gdzie Tim Cain opuścił projekt na samym początku? Jeżeli mówi w kontekście tylko pierwszej części, to jego wypowiedź ma sens.
Inna historia że każda część Fallout sugeruje inną wersję wydarzeń. W Fallout 3 na przykład to kosmici byli odpowiedzialni.
Równie naprawdę krzywda się nikomu nie stanie jak sobie tą grę kupisz. Ten cały bojkot to jeden wielki cyrk. Jakby afery nie było, gra by przyszła i przeszła, jedna z setek. A tak to ten absurdalny spektakl zrobił jej lepszą reklamę niż jakikolwiek marketing sami mogli sobie stworzyć. A prosty gest dla naszych sąsiadów? Niech sobie na niego zapracują. Naród tak zakłamany jak Rosjanie.
Ma redaktor świadomość że 80 letnia zbrodnia nie tylko nie została kiedykolwiek rozliczona, Ukraińcy aktywnie gloryfikują zbrodniarzy co jej się dopuścili? Porównanie jak najbardziej na miejscu, gdyż oba tematy to otwarte rany.
Chyba raczej tobie się wydaje że masz wyższe IQ niż w rzeczywistości. Jak już kilka osób wskazało, jest to zwyczajnie marne jeśli i nie absurdalne porównanie, gdyż w przypadku ludobójstwa Ormian ma miejsce masowy negacjonizm zaś w przypadku obozów ma miejsce okazyjny rewizjonizm.
Dodatkowo, pierwsze jest w pełni zamierzone i odbywa się na narodową skalę w Turcji i Azerbejdżanie. Drugie zaś to w większości przypadków zwyczajna ludzka ignorancja którzy używają określeń 'polskie' obozy przez ich geograficzne położenie.
Co ma piernik do wiatraka, tyle warte jest kolegi porównanie i trzeba mieć właśnie niskie IQ by brać je na poważnie.
Akurat to tylko pół prawda. Z jednej strony, gra wygląda bardzo dobrze do dzisiaj, co tylko pokazuje jak ogromny wyczyn to był w 2007. Z drugiej strony otoczka graficzna to nie wszystko, gdyż fizyka czy destrukcja w niej wyprzeda większość strzelanek do dnia dzisiejszego.
Sama rozgrywka to też nie jest typowa strzelanka, gdyż w odróżnieniu do konkurencji jak i swoich własnych kontynuacji, oferowała dużą swobodę w realizacji misji w pierwszej połowie gry. Sam nanoskafander też był czymś nowym, i dawał graczom pole do popisu.
Fabuła o ile sztampowa, osobiście zawsze ją lubiłem za klimat jak i ciągłą eskalację.
W skrócie, o ile grafika była i jest bezdyskusyjnie najważniejszym czynnikiem Crysis'a, gra zawsze oferowała więcej by nie być tylko najlepiej wyglądającym średniakiem w historii gier.