Oj prawi obywatele... Cała ta sytuacja pokazuje ze jesteście dokładnie tacy sami jak wasi arcywrogowie. Normalnie ciśniecie bekę z każdego lewaka że jak tylko się go obśmieje i nie klepie po tyłku z uznaniem to idzie w kąt płakać bo taki płatek. Ale jak się was obśmieje i nie przytakuje we wszystkim to też smutno się wam robi, tylko zamiast płaczu idziecie dzielnie wojować w internecie na to jak wielu od lewaków zwyzywacie. Wrażliwość ta sama. I tak, darujcie sobie odpowiedzi (nie oszczędzajcie mnie, ale dajcie chwile wytchnienia swoim klawiaturom), bo i tak wiadomo ze będziecie zaprzeczać i wywracać kota ogonem na wszelkie sposoby.
Nie wiem komu ma służyć to trywializowanie tematu sprowadzając wszystko do tego ze chodzi o kolor skóry. Wszyscy ci których się oskarża dziś o rasizm, są jednocześnie tymi dla których takie postacie jak Ellen Ripley czy Sarah Connor stoją ponad niejednego bohatera, Morgan Freeman jest nazwiskiem które przyciąga do filmu, Michael Jordan uchodzi za jednego z najwybitniejszych sportowców, uwielbiają Blade'a i nie wyobrażają sobie aby był biały podobnie. jak Mace Windu w tym samym świecie Gwiezdnych Wojen! Bo nie chodzi o żaden kolor skóry, tylko o ciekawą historię i postaci. Nie, to nie muszą być rzeczy wybitne, po prost ciekawe. A tak się składa że coraz marniejsze historia i postaci to twórcy maskują tym, że wsadzają tam czarnoskórych czy postaci kobiece, a potem każdą dyskusję o jakości scenariusza sprowadzają do rozmowy o rasizmie czy seksizmie aby jak najdalej dyskusja była od ich warsztatu.
Tak tak, jasne. Co to za moda po zrobieniu marnego filmu tłumaczeniem się że wersja reżyserska to będzie zupełnie inny film przed którym wszyscy będą klekać z zachwytu (Patrzę też na Ciebie Ridley od Napoleona). Skoro nie dało się zrobić historii w formie normalnego filmu 2-3 godzinnego to nie można było od razu wypuścić reżyserskiej? Albo pomyśleć o formie serialu? Bo takie wypuszczanie filmu o którym sam twórca mówi że nie warto oglądać bo czeka "lepsza" wersja to przecież brak szacunku dla widza rzucać mu taki ochłap. Jeszcze żeby było wiadomo coś o konflikcie reżyser, ale kiedy reżyser otwarcie mówi jak to producenci mu na wszystko pozwalali i jak wspaniale ię współpracowało mając swobodę jakiej nie miało się nigdy wcześniej, no to coś tutaj jest mocno nie tak.
Jak na "wielkie kosmiczne widowisko" osadzenie akcji filmu w jednej praktycznie lokacji, w dodatku nie jednej planecie czy mieście, a wiosce z kilkoma domami na krzyż, to wyjątkowo niesmaczny już żart.
Bo ten Netflixowy film to kolejny film który... jest. Pasuje idealnie do zalewu kolejnych filmów na VOD w których niby na papierze wszystko się zgadzam a jednak ostatecznie czegoś brakuje. One są tak nijakie, że nawet nie można ich rozpatrywać w kategoriach "tak złe, że aż dobre". Filmy które dosłownie przelatują przez głowę i nie zostawiają po sobie dosłownie nic, ani pozytywnego ani nawet negatywnego.
Ogólnie to co się dzieje na VO przypomina "najlepsze" czasy telewizji, kiedy kanały takie jak Hallmark i podobne produkowały równie masowo kolejne tzw. filmy telewizyjne od razu na ich kanał.
Zdziwisz się jak wielu ludzi nie ma pojęcia o działaniu video w internecie i streamingu. Mają monitory HD to oglądają HD i nie rozumieją po co ustawiać 4K jeśli ich Internet spokojnie to udźwignie jak nie mają takiej rozdzielczości ekranu. Argument o i tak lepszej jakości obrazu jest dla nich abstrakcją, bo nadal za główny wyznacznik jakości uważają rozdzielczość video, a nie bitrate.
Niekoniecznie, Prześladowany dobrze napisał w poście nr 1 to czemu po prostu nie zaproponują jakiejś ciekawej alternatywy?
No, niby tak, tylko kto ma oceniać czy to ciekawsza alternatywa czy nie? Koniec końców nie oceniają wpierw tego widzowie tylko wpierw wytwórnie które muszą na to wyłożyć kasę. Filmowcy za własne pieniadze choćby chcieli nie mają możliwości osiągąć takiego poziomu swojego filmu jak finansowanego z dużej wytwórni. Żeby tak wypuścić wbrew wytwórniom i ludzie by pokazali jak bardzo lubią tę alternatywę.
A wytwórnia siedzi i waży czy zrobić kolejny film o pewnym progu zysku, czy zainwestować w nowy ciekawy projekt, ale bez gwarancji takiego zysku bo widzowie jednak ocenią inaczej niż oceniła wytwórnia wykładając kasę...
No i też taka rzecz, że filmowcy pokroju Tarantino są zainteresowani pojedynczymi filmami. Jedyna ciekawa rzecz mogąca przebić kino superbohaterskie to kolejna wielka franczyza od razu obliczona na dziesiątki kolejnych filmów. A tworzenie takich franczyz to już nie rola pojedynczych filmowców a całego sztabu specjalistów przy których reżyser jest... tak jak mwói Taranteino właściwie tylko najemnikiem a nie osobą mogącą stworzyć całość.
Zasadniczo to jestem łasy na takie nieoczywiste połączenia obcych, nie że tak tylko lądują we współczesnej Ameryce... Inna rzecz z wykonaniem potem tych pomysłów, ale takie zestawienia w swojej podstawowej koncepcji jak Obcy i kowboje, Kosmici i średniowiecze, Predator i Indianie albo kosmici w Japonii za samurajów to ja jestem zawsze otwarty.
Strasznie się boje tego odcinka... Boję, bo zawsze im więcej szumu wokół tego robią twórcy mówiąc jakie to niestworzone rzeczy się będą działy, to nie dzieje się w sumie nic wielkiego.
Netflix poległ właśnie na tym, bo wymyślił sobie model dopłaty za jakość Full HD i jeszcze więcej za 4K, a żeby tak do końca nie zezłościć ludzi że każą dopłacać za lepszą jakoś zrobił w droższych pakietach też większą ilość kont do współdzielenia. I ludzi to skwapliwie wykorzystali, a teraz Netflix dzielnie walczy z problemem który sam sobie stworzył.
Oglądam gameplay'e, patrzę na trailery i ofcijalne materiały i mam nieodparte wrażenie że biblioteki audio (szczególnie pisku opon) to oni nie zmieniali od czasów Playstation 2. A brak widoków czy dopracowanej kamery to był już ból od czasów GT5/6 kiedy konkurencja z widokami odskoczyła twórcom Gran Turismo... i widać nawet mając tyle lat tego nie nadrobili.
W każdym razie nie grałem, ale od poczatku oglądając rózne materiały miałem dokładnie takie obawy, jakie autor wyartykułował.
Tylko dystans do siebie jest tym trudniejszy, ze łatwo popaść w autoparodię i pastisz swoich wcześniejszych dokonań. I o to niestety nowy Matrix się niebezpiecznie ociera. Ten „dystans” to taka efektowna, pseudo filozoficzna zasłona dymna mająca przykryć to, ze nie ma się do powiedzenia nic nowego ciekawego. Bo ostatecznie nie jest to jakaś nowa pociągająca historia, a jedynie opowiadanie i komentowanie tego, co zrobiło się wcześniej.
Takie rzeczy jak „przestawione ikony” są ostatecznie tez ważne, bo zmieniają cały workflow pracy z systemem.
To jak wykastrowali w 11 pasek zadań z wielu funkcji jak przeciąganie plików na pasek to jest jawny żart z użytkowników. Tym bardziej ze po prostu pousuwali i nie dali nic w zamian co by sugerowało jakkolwiek że to chociaz było celowe żeby zaproponować jakieś nowe rozwiązania.
Oczywiście jak ktoś z takich rzeczy nie korzystał łatwo może zgrywać ignoranta który będzie pisał „po co to komu jak mi nie było potrzebne”. Ale w tym rzecz ze dla innych było i im to w pracy robiło różnice.
I wtedy w łeb bierze poczucie bezpieczeństwa jakie daje system, kiedy irytujesz się z każdym razem kiedy robisz coś co robiłeś naturalnie od starszych wersji systemu i ktoś po prostu to zabrał tylko dlatego żeby zrobić nowe kolorowe ikonki.
Niech oni lepiej przywrócą funkcjonalności paska zadań. Te wszystkie niby małe drobne niepozorne, ale robiące różnice przy częstym użytkowaniu. Za brak możliwości opcji przeciągania pliku na ikonę programu na paska żeby sobie przywrócić program na wierzch i otworzyć plik upuszczając go to gardzę Windowsem 11 bardzo. Bo to w sumie podstawa mojej obsługi systemu od Windowsa 7 była. A najgorsze w tym jest to że usunęli, a nie zrobili żadnej innej funkcjonalności która by sugerowała jakikolwiek cel takiej zmiany. Po prostu nie ma i co na nam zrobisz... I podobnie z cała masą innych drobnych, acz niekiedy funkcjonalnych opcji.
Ogólnie żal, bo ten pasek miał być w ogóle wielkim "highlightem" nowego systemu, a poza cukierkowym wyglądem wyszedł jakiś niedopracowany zart.
No niby obaj podrzędni, niby jeden ma dwie role które dały mu miejsce historii... ale to ten drugi nie może opędzić się od kolejnych lukratywnych ofert z których może przebierać, podczas gdy temu pierwszemu zostały tylko te kultowe role bo na żadne inne liczyć nie może. Zasadnicza różnica jest więc taka, że Diesel bez tych ról żyć już nie może i wszystko zależy właściwie o jednej już serii (FF), a Johnson niespecjalnie musi się tym przejmować bo nie od tego zależy jego kariera. Może i gra w głupich komedyjkach czy kiepskich akcyjniakach bez cienia kultowości, ale kasa z kontraktów spływa czego o Vinie powiedzieć nie można. Jednym który potrzebuje wręcz tego konfliktu jest Diesel, aby to jego osoba cały czas pozostawała w centrum zainteresowania.
No cóż, kto pamięta czasy CRT ten z odświeżaniem w systemie jest nieco bardziej zaprzyjaźniony.
Są filmy na które po prostu chce iść do kina i wtedy planuję sobie taką wizytę.
I są filmu które może bym chętnie obejrzał w kinie w dniu premiery i nawet za to zapłacił, ale jednak nie są to na tyle ważne filmy żebym za wszelką cenę znajdował na nie czas. I nie chodzi o sam seans, a otoczkę w stylu dojechać do kina i wrócić, ustawiać wszystko pod konkretną godzinę dnia żeby wybrać się do kina.
I często kończy się na tym że o kina na film nie idę, a gdyby miał równoczesną premierę na VOD łatwiej byłoby znaleźć wieczorem po całym dniu średnio te 2 godziny na relaks przy seansie, niż planować dzień i szukać przeszło 3 godziny na wyprawę do kina na konkretną godzinę. Nawet gdybym miał za to zapłacić indywidualnie za film na VOD w wydaniu premierowym.
Ostatecznie z mojej perspektywy wytwórnie tylko tracą na tym, że premierowo nie dają wyboru tego jak chcę obejrzeć, tylko zmuszają do wizyty w kinie, na którą po prostu ma się coraz mniej czasu. I sądzę że wielu podobnie, ale chyba ciężko to nadal niektórym zrozumieć.
Że autor tego nie wie dobrze w sumie pokazuje głupotę tych zmian. Nie chodzi o to że one są, ale to ze wprowadzono je nie dając żadnej podpowiedzi użytkownikowi gdzie tych zmian szukać.
Niby od redaktora technologicznego można wymagać przeczytania "grubej książki" specyfikacji i zmian, ale już od użytkownika nie. A zaczynanie przygody z czymś nowym od szukania na necie informacji gdzie czegoś szukać to nie jest dowód na dobrze przemyślane wprowadzenie tych zmian. A już widziałem po necie mocno zaawansowanych użytkowników którzy też się gubili i co ciekawe też tak wybiórczo - jeden znalazł rozwiązanie, inny an nie nie wpadł za to ten co wpadł nie wpadł an inne na które wpadł drugi.
Na telefonie po większej aktualizacji zmieniającej układ czy przenoszącej funkcje często można się spodziewać po uruchomieniu nakładki mówiącej i pokazujące "drogi użytkowniku, tę funkcję przenieśliśmy tutaj, a to znajdziesz teraz tutaj".
Problem w tym że Windows wprowadził masę takich drobnych zmian które znowu pokazane wszystkie w ten sposób zanudziłyby zanim ktoś dotarłby do końca takiego tutoriala, bo też to nie zawsze funkcje z których korzystał każdy. Z drugiej strony niby "pierdoły" ale dal niektórych istotne i czasem kluczowe do funkcjonowania. Nie zawsze niestety są to zmiany podane jakoś intuicyjnie żeby wyczuć takie "przemeblowanie".
Ergo, zmiany na zasadzie żeby użytkownik sam znalazł rozwiązanie i tylko od jego sprytu i zaradności zależy czy znajdzie sam albo w necie to nie jest fajna metoda.
"WinXP też wcale nie był taki idealny, bo szybko puchł i też miał sporo awarii."
Cavill już grał tajnego agenta w filmie Guya Ritchiego "Kryptonim Uncle" jak i agenta w Mission Impossible Fallout. Można sobie jako tako porównać czy by pasował, choć do tego wszystkiego Bond to już byłoby rozmienianie na drobne dla Cavilla i zdecydowanie nie działające na korzyść Bonda który jednak musi być cokolwiek wyjątkowy, a nie będący zlepkiem innych agentów których grał dany aktor (i nie chodzi o samą grę i warsztat aktora, a skojarzenia jakie aktor za sobą niesie).
Ja tam problemu z panelem bocznym nie mam, ale nie chciałbym tym uszczęśliwiać nikogo na siłę. Z chęcią widziałbym po prostu opcję przełączania jak komu byłoby wygodniej.
Ja bym bardzo chciał aby była opcja zamiany wstążki z paska górnego na pasek boczny. Przy szerokich monitorach strasznie irytujące jest to zajmowanie przestrzeni roboczej od góry, szczególnie kiedy chce się pracować na rozkładówkach po 2 strony. A czasem naprawdę bym wolał mieć widok dokumentu na wysokość całego niemal monitora bez robienia pivotu i zamiast tych pustych marginesów wokół mogłyby być wtedy opcje wstęgi.
Adamczyk widzę ambitnie uderza za oceanem. Dostał on już bowiem wcale nie kilkusekundowa role w serialu Apple „for all mankind”. Niby sztampowo rola rosjanina, ale to już było kilka scen całkiem istotnych dla fabuły.
Dokładnie te same odczucia. Do tego "wodne" lustro, znikające usta, oczywistości w postaci tabletek... Ilość tych odwołań do pierwszej części zwiastuje niestety potężny fanbase tak żeby co chwile widzowie dostawali spazmów zachwytu "jak w oryginale", po czym okaże się że to była jedyna wartość filmu.
Recasting wyraźnie młodszej postaci to jedyne słuszne rozwiązanie. Cyfrowe odmładzanie wygląda po prostu słabo za każdym razem, nawet jeśli na początku wygląda "jak żywe" to bardzo szybko takie efekty, nomen omen, starzeją się.
Dzieciaczki rodem z Netflixa mówisz. A ja mówię bardzo dobrze, bo dopiero teraz możemy oglądać aktorów odpowiadających wiekiem i wyglądem bohaterów książek czy komiksów. To raczej nienormalnym była przez dekady maniera w kinie że do roli nastolatków (książkowy Paul ma 15 lat przecież!) obsadzano nazbyt wyrośniętych aktorów i aktorki którzy absolutnie wypaczali wizerunek bohatera.
Dwayne nic nie musi przy Szybkich i Wściekłych bo na brak ról narzekać nie może. On tylko może jeśli będzie chciał grać dalej. Vin z kolei podpalił się do FF, bo od tego już tylko zależy cała jego kariera. Dlatego nie dziwię że że The Rock może mieć na Diesla mówiąc kolokwialnie wywalone, bo to nie on jest skazany jakkolwiek na łaskę Diesla.
W sumie może sobie "Skała" pozwolić. Ostatnim czasie rozbudował swoje portfolio (pomińmy zaś samą jego jakość) i jego kariera kręci się wokół rożnych filmów więc coś zawsze znajdzie i zarobi. Diesel z kolei to już tylko "szybcy i wściekli" bez czego spadnie zupełnie ze świecznika, więc trochę nie dziwi że trochę za mocno weszło mu rządzenie całą serią.
To ma nawet swoją nazwę wywodzącą się z literatury. Licentia poetica czyli mówiąc oględnie świadome odrzucenie zasad czy uproszczenia dla efektu czyli tego, żeby coś po prostu lepiej i ciekawiej wyglądało.
Absurd jednakowych osiągów samochodów w filmie. Bohater (albo wróg) ucieka jakąś super furą (albo gratem), a goniący go łapie np. z ulicy pierwszy lepszy przypadkowy wóz i dotrzymuje tempa bohaterowi. Działa to w dowolnym właściwie układzie. Jakimkolwiek autem któraś z postaci by nie jechała zawsze do czasu - najczęściej efektownego wypadku - bez problemu utrzyma prędkość drugiego uczestnika pościgu nawet jeśli różnica jest jak np. sportowy samochód do dostawczego vana.
Ale jak mowa o Marku Hamilu przy podkładaniu głosu w animacjach to raczej wypada też wspomnieć o jego Jokerze z animowanej serii Batman. Roli w He-Manie na pewno nie zawdzięcza temu, że był gwiazdą Gwiezdnych Wojen, a za wybitny wkład w dubbing.
"Udany remake to również choćby Mucha 1986 oraz Gorączka 1995."
Gorączka to w ogóle ciekawy przypadek któremu chyba bardziej pasuje tutaj słowo "Remaster". Gorączka jest bowiem poprawioną wersją filmu jaki Michael Mann nakręcił 6 lat wcześniej, tylko pierwotny film był filmem telewizyjnym, a Gorączka to taki właśnie bardziej remaster z lepszymi modelami postaci (aktorami) i ogólnie podciągniętą jakością do jakości kinowej.
11 kontynuuje trend Windowsów które nikogo nie będą obchodzić jak Vista czy 8. Znaczy na starcie są tak zniechęcające, że potem ludzie sobie odpuszczają ten system (nawet jeśli potem są one usprawniane i poprawiane jak 8.1) do czasu kiedy będą już na poważnie zmieniać sprzęt, co najczęściej wypadało już na Windowsie 7 czy 10.
Szczególnie teraz, dla Windowsa 11 nikt nie rzuci się zmieniać komputera który nie będzie jakimś drobnym elementem pasował pod 11, tylko zostanie z 10. A w tym tempie jak zmieniają te Windowsy i to na ile lat dzisiaj wystarcza średnio komputer oznacza że zapewne do tego czasu już pojawi się po prostu Windows 12.
To jest też trochę spojrzenie z naszej kultury gdzie wszystkie porażki i nieudane próby zawsze w pewien sposób stygmatyzują. Żyjemy w kulturze gdzie porażka to coś co najczęściej się wytyka, traktuje jako ujmę i plamę na honorze, coś co będzie już wypominane zawsze do końca. Nie rozpatruje się tego jako próby która pokazała, że coś nie działa i po prostu poszło się dalej. Nie traktuje się porażki jako czegoś, co jest na swój sposób wynikiem i wiedzą z której można skorzystać w przyszłości w nowej wersji czy nawet w innym projekcie.
Jeśli był pomysł na trylogię, to nikt by filmu Riana nie przepuścił gdyby tam w Disneyu ktokolwiek czuwał nad całością nowej trylogii. Może ktoś miał pomysł, może nie, na pewno nie było nikogo, kto by tych 3 filmów "przypilnował" jeśli była jakaś wizja na cała trylogię. Przecież Johnson musiał dostać zielone światło na swoją realizację, bo chyba nie przyniósł i nie podrzucił gotowej taśmy bez niczyjej wiedzy. Ktoś ten scenariusz najpierw zaakceptował. Więc nie, zrzucanie teraz całej winy na Johnstona jest po prostu śmieszne.
Ten zwrot akcji był w drugiej części "imperium kontratakuje", w połowie trylogii.
Dodałbym jeszcze np. granie w Metro Exodus inaczej niż na rosyjskiej wersji językowej. Mnie jako gracza lokalny język świata gry, nawet jeśli go nie rozumiem dodaje sporo klimatu, i podejrzewam że zachodni gracze miewają podobnie. Czasem z pełną świadomością, czasem z ciekawości, ale zawsze.
Jak mówisz o ludziach którzy kierują wytwórniami to tak, powinni dać sobie spokój. Wypada bowiem zaznaczyć i podkreślać, że to reakcja zwrotna ludzi nie na zachowanie aktorów, a na to, że wytwórnie jako pierwsze odsuwają ich za role za jakieś prywatne wybryki. I jest to reakcją na hipokryzję w sytuacji gdzie mówimy o bezpośrednio powiązanych aktorach, gdzie jednego aktora się odstawia jedynie za podejrzenia żeby "nie szkodziło wizerunkowi filmu", a drugi pomimo udowodnionych wybryków dalej utrzymuje rolę.
No co za przypadek, że wadliwa partia trafiła tylko jednego sklepu, Sony tak idealnie rozdysponowało konsole... Jak nic pomówienia wycelowane z niezadowolenia tym, jak zwyczajnie Xkom nie ogarnął zamówień.
A ja tam kupuje najtańsze modele, bo na telewizor OLED za 6 tysięcy mnie nie stać, a przy tych ze średniej półki za 3,5-4 tys. zawsze jest coś na co kręcę nosem - a to nierówne podświetlenia, a to inny znowu kolory absolutnie przejaskrawione, a to zamiast czarnego szary i tak nie da się skleić satysfakcjonującego ekranu. Tak więc wychodzę z założenia że i tak jak mam być nie do końca zadowolony, to lepiej za mniejsze pieniądze. Przynajmniej szybciej będzie można zmienić na kolejny tańszy model który za rok, dwa przeskoczy obecną średnią półkę z którą bym musiał zostać dłużej bo żal wydanych większych pieniędzy żeby kupować coś nowego.
Bo zaraz zniknie zupełnie słowo reżyser i będzie zwyczajnie dyrektor filmu, ekrany już nie mają rozdzielczości tylko rezolucję i cała masa podobnych potworków wynikających z leniwego tłumaczenia. I tylko czasem na zasadzie ślepej kurze ziarno trafi się z tłumaczeniem słowo, któremu na siłę można dorobić poprawność z definicji słownikowej.
I w zalewie tego typu tłumaczeń nijak nie uwierzę, że ktoś świadomie sięga po słownik, zamiast leniwego wpisania prostej kalki słownej. Jakkolwiek wielu adwokatów się znajdzie wklejających definicję ze słowników, udowadniających rację i wyzywających innych od ignorantów.
PS. Inicjacja ma bowiem bardzo konkretne znaczenie i jest to fizyczne zapoczątkowanie czegoś. I tak zainicjować film, to zdecydowanie bardziej uruchomić film np. w kinie przez operatora, niż scena wprowadzająca do filmu.
Ekrany w autach zawsze uważałem za przerost efektowności nad efektywnością. A błaha prawda byłą taka, że producentom bardziej opłacało się produkować i montować jeden ekran na desce rozdzielczej podpinany jedną wiązką, niż dziesiątki przycisków które trzeba było montować i podłączać na desce rozdzielczej. W pogoni za oszczędnościami zupełnie porzucono ergonomię, a tym łatwiej było, ze ludzie kupili to jako "przyszłość".
Rzecz tylko w tym, że człowiek z czasem ucząc się układu fizycznych przycisków potrafi je obsługiwać bez patrzenia. Wyczuwając pod palcem ich fakturę nie musi każdorazowo patrzeć żeby upewnić się, czy dobrze trafia palcem w płaski punkt. Co szczególnie dotyczy właśnie najczęściej używanych funkcji pojazdu. To było coś, co potocznie nazywano "obsługą w ciemno", a co ekrany dotykowe absolutnie zniwelowały w wielu aspektach życia.
Taki banalny i głupi zdawałoby się przykład znany każdemu. Drzwi i klamka w domu. Jesteś w stanie otworzyć drzwi w nocy, po ciemku, stojąc plecami do drzwi, bo wiesz na jakiej wysokości zazwyczaj się ona znajduje, jaki ma profil w dłoni. Robisz to intuicyjnie. A teraz masz ekran z małym przyciskiem na ekranie który trzeba precyzyjnie trafić. Powodzenia.
Jak jeszcze z ciekawością czekałem, tak teraz next-geny dzięki Sony ziębią mnie już całkowicie. Microsoft wydaje się że i tak większy nacisk kładzie na GamePass i swoje usługi sprzęt traktując jako przystawkę, a Sony zdaje się dalej liczy na bazę klientów którzy i tak kupią, bo będzie logo Playstation.
A ja tam czekam na nowy film Edgara Wrighta "Last Night in Soho".
Tak się składa że akurat będąc fanem jego wcześniejszych filmów "Baby Driver" mi nie siadło, ale że nowy film to dzieło wyzwolone z jarzma amerykańskich wytwórni wracając do korzeni (czyli UK) to czekam bardzo.
W filmach są głupoty i głupoty. Jeśli film dostarcza ciekawych bohaterów, intrygujący główny wątek, cokolwiek ciekawego, to im ciekawsze takie elementy, tym na więcej głupot i uproszczeń ludzie są w stanie przymknąć oko i wybaczyć. Jeśli film nie dostarcza, to ludzie z tym większą skrupulatnością rozliczają z facepalmem każdy absurd.
Disney nie dostarczył ani bohaterów, ani wątków. Rey w ciągu filmów nie miała tylu przygód i trudnych chwil budujących charakter co Luke. Nie było żadnych bohaterów miedzy którymi przez kolejne filmy była taka chemia jak między Hanem a Leią.
Części I-III to chociaż próba pokazania jak działa i funkcjonuje galaktyka od strony politycznej, pokazała też przygotowania do wojny. Części IV-VI to, nawet jeśli banalne, droga od zera do mistrza Jedi czy wygrana rebelii nad imperium. O częściach VII-IX jak już można powiedzieć to samo co o IV-VI, tyle że to nie działa, właśnie dlatego że to to samo co IV-VI. Na tym tle części I-III są czymś innym. Udanym czy nie, trylogia prequeli chciała być czymś innym. Tutaj Disney nawet nie udawał.
Można więcej, tylko po co kopać leżącego...
Ja po seansie IX nie wiem właściwie o czym była ta nowa trylogia. O ile poprzednie trylogie można jakoś podzielić. Części I-III to pokazanie jak wygląda życie w galaktyce, przygotowania do wojny i zejście bohatera na złą drogę. IV-VI to z kolei, historia Luke'a od zera do mistrza Jedi, swoisty romans Hana z Leią oraz ostatecznie wygrana dobra nad złem.
A części VII-IX to właściwie o czym? Żadnej wielkiej opowiedzianej historii Rey w tym nie ma, a już szczególnie z historią Luke'a opowiedzianą w starej trylogii. Rey miała jakiś wielki zwrot akcji, jakieś traumatyczne przeżycia? Nawet ukazanie tego że była Palpatinówą nie miało właściwie żadnego ładunku emocjonalnego. Nic choćby w ćwierci na miarę "I am your father". W ogóle jak juz to się okazuje, to aż prosi się o odpowiedzi dlaczego syn Palpatine'a postanowił uciec od ojca, dlaczego samego Imperatora nic to nie obchodziło. Kluczowy motyw nowej trylogii dlaczego w ogóle to wszystko się wydarzyło olany zupełnie...
Relacji bohaterów kwitnących całą trylogię jak historia Hana i Lei też nie ma, bo co film to łączono właściwie wszystkich w nowe pary. Nie było wiec między bohaterami nowej trylogii żadnej chemii jak tej pomiędzy Hanem i księżniczką...
I co najgorsze, że właściwie zgnietli i wyrzucili do kosza cała walkę rebelii ze starej trylogii, która to walka okazała się na nic, daremna i w ogóle bez sensu.
Wszystko to pokazuje, że ewidentnie nie było w tym pomysłu na trzy filmy jako całość.
No fajnie tylko co z tego, kiedy realnie te możliwości nie są wykorzystywane przez twórców gier, bo nikt specjalnie nie będzie robić nowego kodu tylko dla SSD, tylko wszystko pisane wciąż pod architekturę HDD. Kiedy to SSD staną się z nową generacją domyślnym napędem danych, dopiero wtedy twórcy zaczną myśleć o optymalizacji swoich gier pod tego typu napęd.
A to w sumie ciekawy paradoks. Czy jeśli jesteś np. w odwiedzinach w Holandii u znajomego Holendra i obejrzysz u niego w gościach na jego subskrypcji Manadaloriana (czy cokolwiek na D+) to zrobiłeś to legalnie czy nie, bo wciąż, nie jesteś obywatelem ani mieszkańcem Holandii.
Takie absurdy tych wszystkich licencji, regionalnych blokad i tym podobnych.
A ja coraz bardziej chciałbym taki zwykły, prosty remaster old schoolowego NFS High Stakes dla przykładu. Stare klasyczne trasy odpicowane na miarę naszych czasów i wyścigi bez tych wszystkich udziwnień, po prostu od startu do mety kto najszybszy. I w sumie dziwne, że w tych wszystkich modach na remastery EA omija je szerokim łukiem. Ba, żeby to chociaż można było jakoś kupić stare nie remasterowane, nawet tylko na ich Originie i znowu zagrać...
@Zdzichsiu Ale koronny argument w tej dyskusji od @lordpilota był taki, że takie ujęcia to wynik przestarzałej technologii, a nie ich jakości, reżyserii czy psychologii głównego bohatera.
O ile zgodzę się pod tym njusem z argumentem po co rozbudowany edytor postaci której potem nie będziesz oglądał, tak nie zgodzę się zupełnie na argument o przestarzałości tego i cofaniu w rozwoju. Bo uważam że i z widoku FPP można wyreżyserować ciekawe i budujące świat oraz historię ujęcia.
@lordpilot No masz, szkoda że w takim Ubisofcie o tym nie wiedzieli że to przestarzałe, i narrację w takiej serii Far Cry, łącznie z najnowszą 5, też prowadzili z FPP...
Nie ma co czekać na nową generację konsol w związku z tym co już napisano (ograniczona liczba ludzi którzy kupi nową konsolę na start, a zatem i gry). Poza tym zawsze można wypuścić za 2-3 lata remaster, jak już to zresztą Rockstar zrobił, kiedy nowa generacja osiągnie już sporą liczbę użytkowników. Tym bardziej że nie wydają równocześnie wersji PC (to nie w stylu R*) żeby za bardzo nie rpzejmować się liczbą właścicieli konsol... Więc jeśli nie zdążą przed nowymi konsolami, to uważam że obsuwa będzie jeszcze większa na 2022, albo i dalej...
Niewykluczone więc, że adaptacja Star Wars: Knights of The Old Republic będzie reżyserowana przez autorów serialowej Gry o tron - Davida Benioffa i D.B. Weissa
Pamiętajmy też, że jeżeli plotki o adaptacji okażą się prawdziwe i rzeczywiście trafi ona na srebrne ekrany, miłośnicy dzieł BioWare i Obsidianu powinni być przygotowani na zawód. W najlepszym wypadku rozpoznają w niej bowiem zaledwie kilka postaci oraz wątków z oryginału.
Właściwie wszystko się zgadza. Disney od początku rozmija się z oczekiwaniami fanów Gwiezdnych Wojen, zaś panowie DD udowodnili ostatnim sezonem Gry o Tron, że także są specjalistami w rozmijaniu się z oczekiwaniami fanów. Jeśli więc KOTOR Disneya ma zawieść fanów grywalnego oryginału, to wszystko jest na jak najlepszej drodze do tego bo Disney najął najlepszych w tym ludzi!
:(
"Dexter ma ostatni sezon (8) najsłabszy z wszystkich seriali Topowych. Wszystko tam zawiodło."
W sumie Jon Snow wrócił do lasu z dzikimi, co bardzo jednak zbliża się do finału Dextera. Jeśli posyła się na koniec serialu głównego bohatera w las, to po prostu nie może być dobry finał.
Jeśli finał serialu był robiony pod wytyczne Martina, to mam wrażenie, że po prostu strollował całe HBO jeśli tak było naprawdę...
Panom DD (showrunnerom serialu) podobno spieszno do kręcenia Gwiezdnych Wojen. I musze rpzyznać że Disney tutaj trafił w 10!
Myszkowa firma pokazała już jak bardzo rozmija się oczekiwaniami fanów serii, więc panowie DD nadają się do tego idealnie, bo to jak rominęli się z oczekiwaniami fanó GoT zapewne w Disneyu bardzo doceniają...
Kompletnie nie widzę sensu tej konsoli. Wydać niewiele mniej, żeby potem wydawać na droższe gry z cyfrowej dystrybucji, bo każda promocja na płytę ominie. Dla GamnePassa też nie rozumiem, bo gdyby mnie było stać na GamePassa zapewne stać by mnie było na One X żeby się cieszyć lepszą grafiką, niż wydawać na słabszą konsolę.
One S jako konsola dla casuali powinna mieć napęd, już prędzej One X dla bardziej zaawansowanych użytkowników bardziej obeznanych w abonamentach, a nie grających okazyjnie miałby dla mnie więcej sensu.
Taka konsola dla nikogo.
Przez chwilę nawet broniłem nowych GW, ale zmieniłem zdanie. I to nie pod wpływem fanów uniwersum, a od strony czysto filmowej. Disney po prostu spłycił tę historię. Nawet jeśli coś jest bajką od zera do bohatera, to ma swoje momenty budujące taką historię. Człowiek odkrywa powołanie czy moc, potem z trudem, najczęsciej pod okiem jakiegos mentora przechodzi szkolenie bo nie jest zdolny panować nad mocą od początku, po drodze zalicza porażkę by na koniec wygrać.
Czyż tak nie było z Lukiem, szkolony przez ObiWana a potem Yodę, mający kryzys i moment rpzełomu przy pierwszej walce z Vaderem. Ale to schemat znany powszchnie, spójrzmy np na Matrixa. Neo, Morfeusz, updek rpzy skoku między budynkami, zwątpienie po słowach wyorczni i w końcu finał. Nawet w Rockym można doszukać się tej scieżki - p człowiek znikąd, trener, przegrana pierwsza walka z Creedem, a na koniec najlepszy pięściarz świata.
A jak jest historia Rey? Płytka jak kałuża po kapuśniaku. Ot, odkrywa w sobie moc, bez żadnego szkolenia biegle włada mieczem (podobnie zresztą Finn), szkolenie u Luka to jakaś wycieczka na tropikalną wyspę, a nie trudny trening, żaden moment załamania będący przełomem dla bohatera, a na koniec roznoszenie na lewo i prawo kamieni oraz gwardii Snoke'a. I każdy bohater jest płytki, bo nie stoi za nim zadna historia.
Tu nie chodzi o to że Disnwyowskie Gwiezdne Wojny są słabymi Gwiezdnymi Wojnami. One są po prostu słabym filmem, wykastrowany z wszystkiego co powoduje że ludzie lubią takie historie i ich bohaterów. Kazdy czego się nie dotknie w Disnwyowskim uniwersum od razu zamienia w złoto. Bez trudu. Bez wysiłku, bez historii do tego prowadzącej. To zwyczajnie nie są historie które porywają, bez znaczenia czy w świecie GW czy jakimkolwiek innym.
No nie do końca. Nawet jeśli sprawa jest wygrana, to nadal sama się nie wygra. Prawników trzeba opłacić, tracić masę czasu na wizyty w sądach, kancelariach itd. To wszystko kosztuje. Czasem, jeśli ktoś nie traktuje sprawy nazbyt honorowo że ktoś go pozywa, lepię ugodą zamknąć sprawę szybko, niż inwestować w stratę czasu na dochodzenie.
Prawda też taka, że w kopać się w licencję z EA to same problemy. Disney wkopał się na tyle lat, podobnie wiele lat straciło Porsche. Co prawda zaczęli z przytupem grą serii NFS Porsche, ale potem ta niemiecka marka też zniknęła z rynku gier samochodowych, bo EA ją blokowało nie dostarczając jednocześnie żadnego godnego produktu kiedy to Gran Turismo czy Forza rosły w siłę.
No ale Google jest najlepsza opcją dla tych co darmowa przestrzeń nie wystarcza, ale z drugiej strony Terabajty to gruba przesada. 90 zł za 100 GB wydają się rozsądne przy połowę mniejszej przestrzeni za te pieniądze lub 3x tyle za 1TB na OneDrive gdzie użytkownik wykorzysta może góra 60-80GB. Na innych chmurach powiększenie przestrzeni w skali roku to tak te 300-400 zł. A to jednak spora różnica przy tej "stówie" na Google
No, jak chcą tak szybko wypuścić to raczej wypadałoby dać wsteczną kompatybilność, bo z takim tempem kupowania co chwilę nowej konsoli i znowuż gier do niej mogłoby to jednak trochę przegiąć azymut cierpliwości klientów.
Szykuje się na nowo Omaha Beach na miarę (graficzną) naszych czasów. Przynajmniej, tak mocno sugerują to te grafiki.
O to to! Osobiście nigdy nie kupiłem tego całego hype'u na FEAR i zwłaszcza ten klimat horroru. Wiem że wtedy mnie kompletnie nie straszyło podczas gdy wszyscy wokół zachwycali się jaki to horror. Wtedy nie wiedziałem czemu, ale to chyba właśnie dlatego jak znikomy miało to wpływ na samą rozgrywkę będąc jedynie oskryptowanymi scenkami i ich powtarzalnością.
Niby można narzekać że w zwiastunie nie użyto muzyki z gry, ale z drugiej strony przypomnijmy sobie zwiastuny samej gry... Ewidentnie muzyka jest w klimacie może nie gry, ale zwiastunów gry na pewno.
Magia Voodoo mnie ominęła, bo od razu skoczyłem na Rivę TNT2. Dla mnie do dziś magiczna nazwa. A potem jakoś tak wyszło, ze byłem z obozem czerwonych. Radeon 9500 długo gościł. A grą i kartą która zrobiła na mnie efekt WOW i w tedy uświadomiłem sobie potęgę grafiki to był zestaw Radeon 9500 i grą Unreal 2. Mówcie co chcecie, jak zobaczyłem ze jakiś bohater puszcza dymek z papierosa to szczęka mi opadała.
Coś w tym jest, że chyba najczęstszą przyczyny nie kończenia gier jest jakiś błąd gry czy sprzętu który w pewnym momencie nie pozwala na dalszą grę, a zaczynać od nowa czy się cofać zwyczajnie się nie chce...
Ja mam tez jeden ból do scenariusza, bo bardzo szybko stało się oczywiste, albo można było się domyślać co się stanie w finale pomiędzy dwiema kluczowymi postaciami. Film dążył do przewidywalnego finału już w momencie kiedy bohater X powiedział co sądzi o bohaterze Y...
Ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony osobiście podoba mi się koncepcja wydawania takich "dodatków"? ze skrajnie różnymi pomysłami (Blood Dragon jako FarCry3,5, teraz Primal jako 4,5) i fajnie by było jakby tematycznie przy FC 5,5 też odpalono tak mocno odrealniony świat jakiego nikt się właściwie nie spodziewał. No bo siła tego jednak jest to, ze nie są to kolejne znane epoki, a jednak tak zupełnie odmienne światy i koncepcje, przynajmniej stylistyczne. Z drugiej jednak strony ta za duża chyba jednak wtórność mechaniki i rozgrywki...
A ja uważam że polski dubbing aż tak wysoko nie stoi, głownie przez to co Arasz pod koniec materiału zaznaczył. Trąci on jak dla mnie niemal zawsze sztucznością właśnie dlatego, że niemal wszyscy aktorzy grają tam z taką teatralną przesadą. Ta poprawna wymowa, idealne akcentowania i tak dalej powoduje że czuje się jakbym był w teatrze, ale to samo powoduje potem ze w grach czy filmie głos nie przystoi czy wydaje się sztucznym an tle obrazu.
A ja bym dodał jeszcze jeden tytuł. Szkoda że zapomniany nieco, ale "No One Lives Forever" miał dosyć sugestywną zimę. Przynajmniej z perspektywy ówczesnego gracza i możliwości.
A ja co do tej burzy mam inne "ale". Bo w filmie wyglądała zupełnie jak burza czy podobne sceny z Aliena i Prometeusza. Nie chodzi o kwestie jak jest jest naprawdę na Marsie, ale o te myśl z tyłu głowy "już to gdzieś tyle razy widziałem".
No nie wiem. Ja się nie mogę przekonać do tej mody "bez telewizora". Nie potrafię obwiniać urządzenia za samą miałkość telewizji. Sam ekran ma masę dodatkowych zastosowań, choćby po to żeby ten serial czy film z internetu obejrzeć na większym ekranie niż monitor komputera. Oglądanie na kanapie rzeczy z komputera też wygodniejsze niż leżąc w łóżko z laptopem na kolanach czy na krześle.
Telewizor stał się ofiarą miałkości telewizji. Telewizji która narzuca co i kiedy oglądać, tyle że zawsze do kina nie da się chodzić a każdy sport oglądać w barach - są rzeczy które chciałoby się w TV obejrzeć, tylko tu pojawia się problem operatorów. Człowiekowi do szczęscia wystarczyłoby 5-10 wybranych kanałów gdzie rzeczywiście można znaleźć coś dla siebie. Ale co się dzieje? Nie można wybrać swoich kanałów, tylko trzeba kupować pakiety z dziesiątkami zbędnych kanałów. Więc skoro człowiek nie chce płacić za coś czego właściwie nie chce oglądać ostatecznie musi zrezygnować w ogóle z telewizacji, bo mu się to zwyczajnie nie opłaca.
A ja tam bym z chęcią zagrał w takiego FPS-a w prawdziwie zimowej scenerii tak przez cała grę, a nie w jednej góra misji. Dlatego Alaska dla mnie brzmi zachęcająco.
Ci co tak wspominają o tym ze powyżej 24 klatek oko nie widzi różnicy... nawet nie wiedzą skąd to się wzięło. Przyjęło się bowiem 24 klatki/sek w filmie oznacza płynny ruch. Owszem, ale jest to dolna uśredniona granica dla ludzkiego oka, a jest (czy bardziej była) jak najmniejsza dlatego, żeby taśma filmowa była jak najkrótsza. Każdy metr taśmy filmowej swoje kosztował, a ledwo kilak klatek na sekundę w 2 godzinnym filmie to była różnica wielu metrów i tysięcy dolarów kosztów taśmy filmowej. Musiała mieć wiec ona jak najmniej klatek z zachowaniem płynności, i za taką wartość uznano 24. Tak więc nie ma czegoś takiego jak górna granica dla oka powyżej której nie widzi różnicy. Jeśli o czymś możemy mówić to dolna granica płynności, ale górnej nie ma absolutnie żadnej.
MIASTO - Miejski inteligentny algorytm sterujący technicznym otoczeniem. "MIASTO dla Ciebie"
A ja pamiętam dobrze zimę z takiej zapomnianej chyba nieco za bardzo gry "No One Lives Forever", bo jak dla mnie był to bardzo przyjemny FPS z klimatem lat 60.
Tak, z tym restartem serii... Myślę że już dużo czasu minęło od pierwszych Call of Duty czy Medal of Honor i można się już pokusić o zdefiniowanie II WŚ na nowo. 30-latkowie mogą kręcić nosem "znowu", ale gimnazjum nawet tego nie zna, a dla tych co kręcą nosem "znowu" to czym innym są nowe Call of Duty jak właśnie znowu tym samym od 4-ki...

Tak nieco na przekór niemal wszystkim, bez twarzy polityków, ale z podtekstem owszem...
Co do konkursu, to się też wypowiem. Akademia, bycie grafikiem... to wszystko daje jedynie co najwyżej wiedzę techniczną jak coś wykonać czy też wykonać szybciej. Absolutnie przy tym nie buduje niewiadoma jak wielkiej wyobraźni czy pomysłowością, a kiedy po projekcie nawet słabo by się zdawało wykonanym widać pomysł, to przebije niejeden projekt "profesjonalisty". Po części jednak rozumiem hejtowanie tego typu konkursów, w których na udział trzeba poświecić trochę chwili, zaangażowania i czasu, zamiast liczyć na wygraną za nic (czyli wysłanie sms-a czy mejla).

http://pslota.com/tmp/krakow_podniebne.jpg - Technika dowolnie mieszana, jednakowoż głównie kolaż z prac odręcznych wsparty narzędziami współczesnymi. Miasto chyba oczywiste, a jak nie to neich za podpowiedź służy bohater pierwszego planu
Czekam jak producenci samochodów "zakażą" kupna aut używanych, a ich kryzys w końcu bardzo mocno tez dotknął...
Pytanie tylko czy FPS ma oznaczać jedynie naparzankę z giwerą, czy po prostu zmianę perspektywy patrzenia z zachowaniem mocno klimatu SH...
No tak, wszystko fajnie, tylko jako żywo przed oczyma staje mi świat Orwella gdzie wielki brat Cały czas Patrzy.
No a co jeśli mam akurat awarię łącza a nie mam nic ciekawego do roboty to bym z chęcią zagrał...
Hehe, tylko 1% graczy ma ten problem. Ciekawe skąd te dane? Osobiście wydaje mi się że nie każdy był tak "uprzejmy" aby powiadomić Rockstar o swoich problemach, tylko w furii i złości zniszczył i przeklął swój egzemplarz...
Hehe, wypuszcza się spaprany produkt na rynek, a potem narzeka że ludzie nie kupują (pal licho piratów, ilu z tych co uczciwie chcieli kupić po przeczytaniu wszystkich 'njusów' daruje sobie tę grę w ogóle) a w związku z tym rynek PC nie sprzyja wydawcom. Śmiech na sali ogólnie, i nic tylko czekać na takie oświadczenie R* że nie będzie więcej GTA na PC bo się fatalnie sprzedała IV....
Hmm, pomijając już od teorii spiskowych jakoby R* sprzyjało piratom, to zapewne zaglądając do sieci gro ludzi nie kupi już z pewnością tej gry po przeczytaniu tych wszystkich uwag, a potem znów będą narzekania ze rynek PC nie sprzyja wydawcom bo za małe zyski. LITOŚCI!
Ehh, no szkoda (głównie tych pieniędzy). Zresztą. ilekroć to Rockstar mówiło ze PC-owców ma głęboko w bucie, że tak naprawdę jest to marginalny rynek etc. No i dopięli swego, nakręcając samemu rynek piracki uprzykrzaniem życia legalnym posiadaczom gry (ten cały Social Club i Windows Live), tylko po to by znów mówić ze przez piractwo na PC gier nie będą wydawać...
Fandarel -> Problem polega na tym, że gra ukazała się po Road Ch. czy Porsche a nie po Underground...
I co z tego że taka piękna lawa, las czy wybrzeże... jeździć w kółko po tym samym to była porażka, która potem tylko kontynuowano. No ale każdy ma inny pogląd na to i mówi się trudno.
No tak, trasy w HP2... Co z tego że ich układ był zróżnicowany, skoro scenerie tak bardzo nużyły. Choć może autor nie bardzo się przyłożył do tej części...
hehe, I tak walcząc z piractwem sami je napędzają. Bo tylko pirat zapewni CI w pełni działającą wersję która co chwile nie będzie CI się uprzykrzać prośbą o udowodnienie ze nie jesteś wielbłądem.