Główny twórca Pentimenta dosłownie przyznał, że gdyby nie było Game Pass to jego gra by nie powstała. Był nawet tutaj artykuł o tym: https://www.gry-online.pl/newsroom/pentiment-od-obsidian-nie-powstaloby-gdyby-nie-xbox-game-pass/z0235db
Managerowie nie są idealni, bo często wychodzi się z błędnym założeniem, że dobry merytorycznie pracownik będzie dobry w organizowaniu pracy. A tak nie jest, nie bez zdobycia doświadczenia i nowej wiedzy w obszarze zarządzania. Niemniej, już widzę jak 10 seniorów i 100 juniorów kończy samemu cokolwiek innego niż setny koncept albo tech demo xD
Art. 23. [Naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa]
1. Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi w stosunku do przedsiębiorcy, ujawnia innej osobie lub wykorzystuje we własnej działalności gospodarczej informację stanowiącą tajemnicę przedsiębiorstwa, jeżeli wyrządza to poważną szkodę przedsiębiorcy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Szkoda jedynie, że zamiast rzekomych obserwacji dostajemy przede wszystkim "boomerski" bełkot.
Tak to już jest z internetowymi "wolnościowcami". Pieniądze są twoją uświęconą własnością i możesz z nimi robić co tylko chcesz... no chyba, że wydajesz je na coś co nie podoba się "wolnościowcom" i trzeba cię ograniczyć. Przedsiębiorstwo powinno móc zatrudniać kogo tylko chce... no chyba, że firma decyduje się wesprzeć zatrudnienie kobiet to hurt durr dyskryminacja i należy im przypomnieć co oznacza prawdziwa "wolność".
Moja znajoma studiując informatykę notorycznie spotyka się nie tylko z seksistowskimi komentarzami, ale również zwyczajnymi kłodami rzucanymi pod nogi przez profesorów. Rekrutacje do mniejszych zespołów, gdzie nie ma jasnych reguł korporacyjnych są koszmarem. Tak bardzo starsi, ale co gorsza i młodsi, nie mogą znieść kobiety inżynier. Pięknie tu piszecie o dyskryminacji mężczyzn, ale ilu usłyszało od profesora czy potencjalnego szefa, że z penisem nie ma dla nich miejsca w IT?
Możecie się wykłócać, że jeżeli nie ma dyskryminacji prawnej to nie ma jej w ogóle. Przecież dziewczyny mogą składać papiery na informatykę, aplikować do IT, więc to ich wina że są niedoreprezentowane? Ale ile jednostek mimo potencjalnego zainteresowania branżą rezygnuje w obawie przed życiem naukowo-zawodowym pod górę i wiecznej deprecjacji. Weźmy pierwszy lepszy polski artykuł z otwartymi komentarzami dotyczący Katie Bouman - słynnej doktor od zdjęcia czarnej dziury. Hejt się po prostu wylewa... że jest tylko ładną buzią, że jest podstawiona przez "feminazistki", że gdzie ukryli prawdziwego autora kodu odpowiedzialnego za eksperyment. Dramat.
Dlatego takie programy, jak ten CD Projektu, są potrzebne. Nie da się nadrobić wieków dyskryminacji, deprecjacji i patriarchatu ot po prostu pozwalając kobietom studiować czy pracować. Niezbędne jest zwiększenie reprezentacji, aby pozbyć się ostatnich barier i stworzyć normalne środowiska do pracy czy nauki. Takie, gdzie kobieta nie będzie mobbingowana, bo jakiemuś komputerowemu macho się wydaje, że jej miejsce jest na chociażby pedagogice.
Przecież Sony też zespołów nie buduje od zera, tylko kupuje pod swoje strzechy wybrane studia, które dobrze poradziły sobie z PlayStation.
Weźmy te najbardziej znane.
Naughty Dog - kupione do SIE po 17 latach działalności, dopiero po wydaniu kilku części bestsellerowej serii Crasha.
Insomiac - wykupione w 2019. Stworzyli kojarzonego z PS Racheta, ale przed transakcją tworzyli też inne gry na różne platformy.
Guerilla - wykupione już po stworzeniu Killzone i kilku latach umowy na wyłączność.
O Santa Monica Studios można powiedzieć, że stworzyło ich Sony.
A czy u konkurencji jest wyraźnie inaczej? Większości sprzętu od Google nawet nie da się oficjalną dystrybucją dostać w Polsce. Asystent mówi po polsku, ale już nie na smart głośniku, a większość ciekawych funkcji jest ograniczona do anglojęzycznej wersji.
Fragment "wartość akcji twórców przebojowego cyklu Wiedźmin spadła o 57% (czyli stracili oni około 22,6 miliarda złotych)" jest elementarnie błędny. Fakt, że spadła wycena akcji CD PROJEKT nie oznacza, że firma straciła jakiekolwiek pieniądze.
Jeżeli jednak własna opinia jest dla Ciebie tożsama z wyzwiskami, to współczuję. Tym bardziej, jeżeli są to wyzwiska nawet nienawiązujące do czyiś cech, a odmawiające komuś człowieczeństwa. Na szczęście da się wyrazić swoją opinię, nawet bardzo krytyczną, bez ordynarnych dodatków.
Poza tym Australia to demokratyczny kraj i jej społeczeństwo ma szerokie instrumentarium do wywierania wpływu np. w celu likwidacji ACB. Widocznie większości bieżące regulacje odpowiadają lub nie przeszkadza im status quo. Niemniej nie uprawnia to nikogo niezgadzającego się z tym do personalnego dehumanizowania pracowników jakiejkolwiek instytucji.
Nie prawo i logika są rozbieżne, a Twoje operowanie pojęciami i ich znaczenie. Nie nazywaj swoich preferencji czy systemu moralnego logiką.
Można się oczywiście z decyzją australijskich władz nie zgadzać, ale nie zmienia to faktu, że jest to decyzja logiczna biorąc pod uwagę ichniejsze standardy i prawo.
Pozwolę sobie zatem Twój komentarz poprawić.
"Jak zwykle, prawo i mój system etyczny rozbieżne są."
Ksenofobiczną wstawkę wyciąłem.
Jasne, tytuł artykułu ma clickbaitową konstrukcję, ale sami naukowcy w uzasadnieniu podjęcia problemu poddają w wątpliwość "polskość" właśnie m.in. Wiedźmina 3 jako przykład potrzeby określenia czym te polskie gry są. Nie rzucaj prostackimi oskarżeniami samemu nie przeczytawszy dokładnie tekstu, o którym mowa. A fikołkiem jest tu jedynie budżet setek tysięcy złotych na analizę kilkudziesięciu tekstów kultury, wyżej opisałem swoje wątpliwości w tym zakresie.
Mam wrażenie, że duża część grantu pójdzie na nowe komputery dla grupy naukowców prowadzących badanie. Przecież nie da się analizować gier na laptopie biurowym, a teraz uczelnie pracują zdalnie to każdy z grupy musi mieć swój laptop gamingowy, prawda? Dodatkowo kilka konsol dla porównania, może jakiś VR żeby rozdział na modny temat wirtualnej rzeczywistości napisać. A przy okazji drukarki też przydałoby się wymienić... Pamiętam jak jeden z moich nauczycieli akademickich z lekkim zażenowaniem przyznał, że po większych projektach ma już kilka laptopów, bo przy każdym podstawą był nowy sprzęt dla badaczy.
Dla części naukowców praca akademicka to dodatek do dobrze płatnej praktyki zawodowej, a dla innych nie najwyższa pensja wykładowcy to i tak ta najlepsza opcja. Nie dziwi mnie, że czasem niektórych "kusi" kombinowanie.
Może kontrowersyjna opinia, ale zgadzam się, że jakoś powinno się to uregulować. Wrzucam mimo zakazu całą grę na YouTube to jestem "streamerem", a wrzucę mimo zakazu cały film to jestem piratem i złodziejem?
Streaming i esport to za duże branże, aby opierały się na niepisanych zasadach i zaufaniu. Jeżeli wydawcy chcą promować filmy z ich gier to niech przystosują do tego licencje. Aktualnie to wyglada tak, że korporacje zachęcają streamerów do tańczenia trzymając dla bezpieczeństwa naładowaną broń przy ich skroni.