8 lipca 1410roku
Przybyliśmy po wielu miesiącach podróży w końcu udało nam się dotrzeć na terytoria dawnych plemion słowiańskich, Wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego Ulrich Von Jungingen przywitał nas z należytym szacunkiem, prócz nas czyli nielicznych członków Bractwa Skrytobójców przybyło wielu, z różnych stron świata, znamienitych i znających się na kunszcie rycerskim wojowników z każdej strony, zarówno odległego wschodu jak i zachodu, pojawili się wszyscy, jedni w imię sławy, drudzy w imię złota, trzeci w obronie religii czas pokaże czy to wystarczająca motywacja do walki
10 lipca 1410roku
Nie zdąrzyliśmy jeszcze przywyknąć do tutejszego klimatu ani zachowań, cieżko przyzwyczaic się do smrodu ciężkoopancerzonych rycerzy którzy właściwie nie zdejmują zbroji , to karygodny obyczaj, żałosne perfumy tych samozwańczych "szlachciów" bo tak siebie nazywają wcale nie kamuflują ich smrodu.
Jesteśmy gotowi do walki, nie wiemy wiele o wrogu, mistrz zakonu wspomina jedynie, że to banda barbarzyńców którzy nie mają szans w starciu z zamorskimi wojownikami, my jedni wiemy, że podstawą jest nie lekceważyć przeciwnika jesteśmy przygotowani na najgorszego.
13 lipca 1410roku
Wyruszliśmy, cięzkim i swawolnym krokiem, ciężkozbrojne rycerstwo nas spowalnia, nie wiemy gdzie stoczy się bitwa, szpiedzy donosili coś o okolicach wsi Grunwald, i tak nic nam to nie mówi.Ukształtowanie terenu oceniam na mało sprzyjające, rycerstwo ma szansę na wykorzystanie kawalerii tylko przy użyciu szarży, a tutaj obecne są jedynie pagórki, niewiele tu równin, będziemy musieli przegrupowac się na jakimś wzgórzu.
14 lipca 1410roku
Jest tak jak przewidzieliśmy, obóz mistrza został rozbity niewiele dalej za sporym wzgórzem z którego planowana jest szarża jazdy, pogoda nie sprzyja dziś jest bardzo gorąco, jeśli jutro pogoda będzie taka sama lub co gorsza będzie goręcej, przy odrobinie sprytu przeciwnika, całe to śmierdzące rycerstwo zagotuje się w swoich zbrojach.Gdybym wiedział, że za tyle złota czekają nas takie warunki zażądalibyśmy dwukrotnośći.
Przed nami rozciągają się połacie leśnej gęstwiny, prawdopodobnie tam w ukryciu czekają nasi wrogowie, pozornie nasze położenie jest lepsze, ale tylko pozornie...
15 lipca 1410roku
I jesteśmy, my urodzeni zabójcy lekko ubrani, z naostrzonymi sztyletami, gotowi do robienia tego do czego uczyli nas całe życie, do zabijania i oni tysiące zbrojnych. Niewiemy ilu jest przeciwników mistrz nie przyjął żadnej taktyki, prócz wilczych dołów, ale przeciwnik zna te tereny nie jest głupi nie wyśle ciężkozbrojnych wpierw wypuści lekką jazde, nie wiem co będzie dalej...
Masze poselstwo zostało odesłane z kwitkiem, zaraz rozpocznie się bitwa...Trafnie przewidzieliśmy pierwsze uderzenie, lekka jazda zdekonspirowała wilcze doły... Ruszamy w bój...
[...]
16 lipca 1410roku
Przybyło nas 30 wraca 9... wynik bitwy był przesądzony od początku, ale gdy chcieliśmy dopomóc w planowaniu bitwy myśleli że jedyne co potrafimy to zabijac, teraz my wracamy z kuferkiem złota, i o połowę mniejszą liczbą przyjaciół... Ufajcie w mądrośc asasynów bo ich doświadczenie w walce jest bezcenne...