Według mnie gra byłaby o wiele bardziej angażująca, gdyby miała z góry zdefiniowanego protagonistę (slot nr 1 w drużynie) z jakimiś wyróżniającymi go mocami. Postacie przyłączalne natomiast powinny być o wiele bardziej reaktywne, bo bez tego niewiele się różnią od tych zrobionych samemu.
Taka średnia gra zostawia duże pole do rozmaitych ulepszeń. Np. po pierwszym Baldurze BioWare wyciągnęło wnioski i powstała gra pod każdym względem lepsza. Tobie może się nie podobać, ale mimo słabej fabuły ToEE miało swoje walory (świetnie odwzorowana walka z papierowego D&D).
Dodanie do Steam to za mało. Po tylu latach publiczność domaga się sequela, tym razem opartego na scenariuszu przygody "Powrót do świątyni złych żywiołów" (przygoda dla postaci od 4 do 14 poziomu). Albo miast tego: Miasto Pajęczej Królowej (w Faerunie, dla postaci z poziomów 10–18).
Te prologi przechodzi się w 5 minut. Jak by zrobili takich 50, to by było coś. Ale zgadzam się, że walka w tej grze jest super. Po ToEE takiego poziomu strategicznej głębi można doświadczyć chyba dopiero w BG3.
„Ser Waymar Royce był najmłodszym synem starego rodu posiadającego zbyt wielu przodków”
Niestety wersja poprawiona przez Michała Jakuszewskiego również zawiera ten błąd. Tak przynajmniej wynika z przykładowego fragmentu na Legimi.
[link]
No to jest nas dwóch. Mam starą, pudełkową wersję tej gry z 1995 r. i trzymam to pudełko na "honorowym miejscu" obok Baldur's Gate i Icewind Dale. :] Chciałoby się powiedzieć, że ta gra w ogóle się nie zestarzała, ale to niestety nie prawda.