Mój wcześniejszy komentarz miał za dużo znaków. :(
Nie wiem jak go usunąć, ale mam nadzieję, że ten zostanie rozpatrzony.
16 GRUDNIA 1922 ROKU, SOBOTA, PAŁAC TOWARZYSTWA ZACHĘTY SZTUK PIĘKNYCH, SALA NR. 1, WARSZAWA
Tego dnia niebo było pokryte szarą osłoną burzowych chmur. Drobne krople deszczu uderzały raz po raz w szklane okna pałacu. Wewnątrz budynku kłębiło się kilka setek ludzi. Wybrany w listopadzie, pierwszy prezydent Rzeczypospolitej - Gabriel Narutowicz stał w tłumie. Ale było też tam wiele innych osobistości, większość – Templariusze. Niektórzy oglądali wystawę, inni chcieli się spotkać z prezydentem, a jeszcze inni trzymali się na uboczu, kilka osób obserwowało. Nie wystawę, ale Gabriela.
Maurycy Zamoyski, szanowany członek Bractwa, sunął cicho w stronę polityka. Eligiusz Niewiadomski szedł za nim. Zatrzymali się, byli trzy metry od celu.
- Maurycy. - Zawołał szeptem Niewiadomski.
- Chwila.
- Zamoyski, nie możemy go przecież zabić!
- Eligiusz. Rozmawialiśmy o tym wieczorem.
- Tak, ale ja nie mogę na to pozwolić!
Maurycy cofnął rękę. Przed chwilą sięgał do kieszeni płaszcza.
- Jeżeli nie dasz rady, to możesz się wycofać. – Odpowiedział.
W tym momencie Zamoyski poczuł lekkie szturchnięcie w plecy, rewolwer.
- Eligiusz?!
- Nie mogę na to pozwolić! Wolę zginąć dla Zakonu, niż zabić jego członka!
- Czyli zdradziłeś? Wiesz, że mógłbym cię łatwo rozbroić?
- Żartowniś? Myśl sobie co chcesz. To ja przykładam ci naładowany rewolwer do pleców.
Wystarczyła lekka wibracja lufy, aby Zamoyski wiedział, że ma szansę. W mgnieniu oka kucnął i wykonując obrót, podciął nogi zdrajcy. Tłum się rozstąpił, ukazując prostą drogę do piersi Narutowicza, do pulsującego serca. Wystarczył jeden strzał, jedno dźgnięcie sztyletem. Nie miał ostrza. Został mu rewolwer.
Oszołomiony Niewiadomski podniósł się z ziemi, wcelowując rewolwer w Maurycego. Pół sekundy. Zamoyski właśnie w takim czasie kopnął Eligiusza w rękę. Rewolwer wypalił. Oboje patrzyli na osuwającego się na ziemię prezydenta. Z jego piersi tryskała krew, co każde uderzenie serca strumień nasilał się. Jednak uderzenia słabły. Maurycy wyciągnął rewolwer z kieszeni, wiedział, że Gabriel nie ma najmniejszej szansy przeżyć. Jednak oddał dla pewności dwa dodatkowe strzały. Szybko schował rewolwer, oczy wszystkich były skierowane na Niewiadomskiego, nikt nie patrzył na Zamoyskiego, chwilę później rozpętało się piekło.
Ludzie uciekali, wrzeszcząc i uniemożliwiając tym samym ochronie dojście do zwłok. Maurycy podniósł się z ziemi, powalił zdrajcę, wyciągnął dwa naboje z bębna jego rewolweru i skierował do wyjścia. Chwilę później obezwładniony przez policję Eligiusz leżał na ziemi, a Zamoyski spokojnym krokiem oddalał się od miejsca zbrodni.
Zadanie było zagrożone niepowodzeniem. Tak jak każde. Cel został zabity. Zdrajca opuścił szeregi Bractwa. Niewiadomski będzie milczał, nie chce, aby Templariusze dowiedzieli się, że grał na dwa fronty. I tak nie udowodni swojej niewinności.
Zadanie zostało wykonane.
16 GRUDNIA 1922 ROKU, SOBOTA, PAŁAC TOWARZYSTWA ZACHĘTY SZTUK PIĘKNYCH, SALA NR. 1, WARSZAWA
Tego dnia niebo było pokryte szarą osłoną burzowych chmur. Drobne krople deszczu uderzały raz po raz w szklane okna pałacu. Wewnątrz budynku kłębiło się kilka setek ludzi. Wybrany w listopadzie, pierwszy prezydent Rzeczypospolitej - Gabriel Narutowicz stał w tłumie. Ale było też tam wiele innych osobistości, większość – Templariusze. Niektórzy oglądali wystawę, inni chcieli się spotkać z prezydentem, a jeszcze inni trzymali się na uboczu, kilka osób obserwowało. Nie wystawę, ale Gabriela.
Maurycy Zamoyski, szanowany członek Bractwa, sunął cicho w stronę polityka. Eligiusz Niewiadomski szedł za nim. Zatrzymali się, byli trzy metry od celu.
- Maurycy. - Zawołał szeptem Niewiadomski.
- Chwila.
- Zamoyski, nie możemy go przecież zabić!
- Eligiusz. Rozmawialiśmy o tym wieczorem.
- Tak, ale ja nie mogę na to pozwolić!
Maurycy cofnął rękę. Przed chwilą sięgał do kieszeni płaszcza.
- Jeżeli nie dasz rady, to możesz się wycofać. – Odpowiedział.
W tym momencie Zamoyski poczuł lekkie szturchnięcie w plecy, rewolwer.
- Eligiusz?!
- Nie mogę na to pozwolić! Wolę zginąć dla Zakonu, niż zabić jego członka!
- Czyli zdradziłeś? Wiesz, że mógłbym cię łatwo rozbroić?
- Żartowniś? Myśl sobie co chcesz. To ja przykładam ci naładowany rewolwer do pleców.
Wystarczyła lekka wibracja lufy, aby Zamoyski wiedział, że ma szansę. W mgnieniu oka kucnął i wykonując obrót, podciął nogi zdrajcy. Tłum się rozstąpił, ukazując prostą drogę do piersi Narutowicza, do pulsującego serca. Wystarczył jeden strzał, jedno dźgnięcie sztyletem. Nie miał ostrza. Został mu rewolwer.
Oszołomiony Niewiadomski podniósł się z ziemi, wcelowując rewolwer w Maurycego. Pół sekundy. Zamoyski właśnie w takim czasie kopnął Eligiusza w rękę. Rewolwer wypalił. Oboje patrzyli na osuwającego się na ziemię prezydenta. Z jego piersi tryskała krew, co każde uderzenie serca strumień nasilał się. Jednak uderzenia słabły. Maurycy wyciągnął rewolwer z kieszeni, wiedział, że Gabriel nie ma najmniejszej szansy przeżyć. Jednak oddał dla pewności dwa dodatkowe strzały. Szybko schował rewolwer, oczy wszystkich były skierowane na Niewiadomskiego, nikt nie patrzył na Zamoyskiego, chwilę później rozpętało się piekło.
Ludzie uciekali, wrzeszcząc i uniemożliwiając tym samym ochronie dojście do zwłok. Maurycy podniósł się z ziemi, powalił zdrajcę, wyciągnął dwa naboje z bębna jego rewolweru i skierował do wyjścia. Chwilę później obezwładniony przez policję Eligiusz leżał na ziemi, a Zamoyski spokojnym krokiem oddalał się od miejsca zbrodni.
Zadanie było zagrożone niepowodzeniem. Tak jak każde. Cel został zabity. Zdrajca opuścił szeregi Bractwa. Niewiadomski będzie milczał, nie chce, aby Templariusze dowiedzieli się, że grał na dwa fronty. I tak nie udowodni swojej niewinności.
Zadanie zostało wykonane.
8 STYCZNIA 1923 ROKU, PONIEDZIAŁEK, PAŁAC BELWEDERSKI, WARSZAWA
LIST LEOPOLDA BLUMENTALA DO STANISŁAWA WOJCIECHOWSKIEGO W SPRAWIE ELIGIUSZA NIEWIADOMSKIEGO
Szanowny Panie Prezydencie!
Ja, Leopold Blumental, zasłużony członek Zakonu Templariuszy, przekazuję Panu najserdeczniejsze pozdrowienia i gratuluję zostania prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej.
Zakon Templariuszy zajmuje się zwalczaniem Zakonu zwanego "Bractwem Asasynów", którego członkowie z zimną krwią mordują niewygodnych sobie ludzi.
Jednym z jego członków jest niejaki Eligiusz Niewiadomski, o którym mógł pan usłyszeć dzięki głośnym wydarzeniom, które nastąpiły w grudniu zeszłego roku.
Moi zwierzchnicy uważają, że Pan Niewiadomski powinien ponieść karę śmierci za swój okrutny czyn. Możliwe, że zapobiegnie to występowaniu tego typu wydarzeń w przyszłości.
Zakon Templariuszy pragnie nawiązać z Panem więź współpracy i ma nadzieję, że będzie ona bardzo mocna.
Pokładam w Panu ogrom nadziei.
Brat rycerz Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, Leopold Blumental.