Rano, gdy promienie słońca wkradają się przez okno do mojego pokoju budzi mnie Beliar(zwykle koszmary senne wywoływane jego obecnością nie pozwalają mi zasnąć) i pakuje niezbędne rzeczy takie jak tarcza, topór, kostur, zwoje magiczne z których staram się uczyć, do zasobnika i podróżuje do mrocznych ruin zamku czarownic w ,których stare niedobitki uczą mnie korzystania ze zwojów. Ogólnie wszyscy uczeni to nekromanci ale jedna z nich to istna przeraza która swoim wzrokiem jest w stanie znaleźć każda ściągę tzn pomoc naukową. Po naukach wsiadam na rumaka o czarno-włosej grzywie i podążam z moimi kompanami do oberży pod złotym żubrem aby utopić swoje smutki. Następnie mój rumak sam dowozi mnie do domu, bo wiadomo skrajnie wyczerpany nie dojadę do rezydencji. wchodząc do domu wita mnie ojcostwo, naczelna władza, która podając mi wykwintne jadło wypytuje o stopnie otrzymane w ten zacny dzień. Po obiedzie zasiadam do nauki tych niepotrzebnych magii. Następnie wyruszam w poszukiwaniu Expo by zdobyć wyższy poziom wtajemniczenia w to jakże zacne życie. Wykończony wracam do domu gdzie bogini wody obmywa moje ciało a krasnale wraz z chochlikami kładą mnie do łóżka z którego spoglądam na kwadratowe pudło w którym wyświetlane są obrazy. w Ten dzień nie działo się dużo ,ponieważ nie było dość zgranej ekipy aby wybrać się na Bossa na wysokim poziomie wtajemniczenia.