Bardzo dziękuję, nie spodziewałem się, że moje wypociny spotkają się z uznaniem :) Gratulacje dla Zdzichsiu!
@agimagi - konkurs nie był stronniczy. Też jestem juniorem i jakoś nikt mnie nie wywalił
Oddycham.
Otacza mnie czarna ukraińska noc, której nie rozświetla mdły blask księżyca ani dalekie światło gwiazd. Stoję na brzegu muru otaczającego twierdzę. W dole, kilkanaście metrów pode mną błyszczy tafla wody. Zamkowe warty pewnie sądzą, że zwątpiłem w dalszą obronę i chcę zakończyć żywot. Nic bardziej mylnego - mój Skok jest przejawem Wiary.
Wspominam.
Rozmowę z księciem odbyłem kilkanaście godzin temu. Od tego czasu zamieniłem husarski półpancerz na lekki żupan z kapturem. Zamiast ciężkiego koncerza do boku przypasałem moją wierną szablę, a rękaw kryje sztylet. W myślach powtarzam powierzone mi zadania.
Skaczę.
***
Rano wezwał mnie do swoich komnat. Spodziewałem się tego od kilku dni, choć rozkaz przyszedł w najmniej odpowiedniej chwili, ponieważ Kozacy szykowali się do kolejnego szturmu i każda szabla na murach była na wagę złota. Z drugiej strony, czy na wojnie są jakiekolwiek korzystne momenty? Nie mogłem zlekceważyć woli mojego władcy, dlatego wytarłem wrażą krew z półpancerza, ranę na ramieniu przewiązałem czystą szmatą i tak ochędożony stanąłem przed wojewodą ruskim, księciem na Łubniach i Wiśniowcu oraz faktycznym dowódcą obrony Zbaraża - Jeremim Wiśniowieckim.
Na dumnym obliczu księcia odmalowały się trudy kilkutygodniowego oblężenia.
- Skrzetuski - powiedział na powitanie, podchodząc i po ojcowsku ściskając moją głowę. - Pewnie zastanawiasz się czemu cię wezwałem, skoro twoja odwaga bardziej jest potrzebna na wałach niźli w komnatach?
- Nie Wasza Miłość, znam swe powinności wobec Ojczyzny. I wobec Bractwa - dodałem ciszej, ponieważ nawet tutaj templariusze mieli swoich szpiegów.
- Rad jestem to słyszeć. W tak trudnych chwilach wierność wielu braci się chwieje i nie wiem komu mogę zaufać... - Wiśniowiecki znaczącą zawiesił głos.
- Moje życie i fortuna należą do Waszej Miłości! - odparłem z zapałem.
Zmęczoną twarz kniazia rozświetlił smutny uśmiech.
- Zatem nie będę waści oszukiwał. Nie wiem czy się utrzymamy. Zaczyna brakować jedzenia i prochu, wielu żołnierzy jest rannych. Templariusze zmobilizowali przeciwko nam potężne siły.
- Zdzierżymy Wasza Miłość. Zbaraska opoka zapisze się w historii niczym Masjaf i italskie Monteriggioni!
- Nie mogę jednak ryzykować, że w ich ręce dostanie się... - słowa księcia przerwał głośny wybuch dział, do których po chwili dołączyła palba pistoletów oraz pierwsze krzyki rannych i konających. Szturm się rozpoczął. - Jesteś jednym z moich najlepszych ludzi mości Skrzetuski. Zarówno w husarii jak i bractwie trudno znaleźć kogoś kto waści dorówna. Ufam ci jak mojej własnej duszy, dlatego to na waćpana barkach chcę położyć bardzo ciężkie brzemię. Od tego czy je przyjmiesz zależy los wielu ludzi.
Wstałem zza stołu, przyklęknąłem na jedno kolano i pochyliłem głowę w geście oczekiwania. Kniaź przyjął moją niemą zgodę i wydał rozkazy.
- Wykradniesz się ze Zbaraża. Ukryjesz powierzoną mi część Rajskiego Jabłka. Zabijesz templariusza, który odpowiada za to wszystko.
***
Nazywam się Mikołaj Skrzetuski herbu Jastrzębiec. Byłem pułkownikiem chorągwi husarskiej w służbie Jaśnie Oświeconego Jeremiego Wiśniowieckiego. Jestem asasynem. Od oblężenia Zbaraża minęło kilka miesięcy i dotychczas wypełniłem dwie powierzone mi misje: wykradłem się z twierdzy i ukryłem część Rajskiego Jabłka. Pozostała jedno, ostatnie zadanie: zaraz zabiję templariusza. Jana Kazimierza. Byłego jezuitę, który zamordował własnego brata, posiadł jego żonę i potajemnie sprzymierzył się z Chmielnickim i Tatarami na zgubę Rzeczpospolitej i asasynów.