Współczesny świat na siłę dąży do stanu, w którym nabywca nie ma prawa do produktu, który nabywa. W momencie kiedy legalnie zakupie grę to nośnik z zawartością mogę sobie nawet wsadzić w kakao jeśli taki jest mój kaprys. W świecie Nintendo to niestety jest niezgodne z prawami licencyjnymi i w takiej sytuacji powinienem trafić w pasiaki. To, że wspaniałe gry od wielkiego N można dziś ogrywać na kalkulatorze lepiej niż na dedykowanej do tego platformie to nie wina otaczającego świata, a polityki tej chorej i zacofanej firmy próbującej wycisnąć z tego kulawego kartofla ostatnie soki. Nintendo jest tu na wskroś przełomowe, bo taka rzecz, by wciąż aktualną platformę z powodzeniem emulować niemalże na wszystkim zdarza się wszak w historii po raz pierwszy. Toteż czy legalnie pozyskaną grę będę ogrywał na Switchu czy też YUZU z dumperem MigSwitch podłączony do blaszaka nie powinno mieć dla nikogo większego znaczenia. Sytuacja taka zachodzi wszakże w przyrodzie równolegle i nikt nie ma z tym problemu. Windowska gra uruchomiona na Linuxie czytaj SD za pomocą warstwy kompatybilności Proton jest w zasadzie emulowana, gdzie więc są te pikiety poszkodowanych developerów broniących swoich praw i interesu Microsoftu ?