Po latach walki na polu bitwy wciąż nie mogę zapomnieć o miejscu, w którym toczyliśmy zażarte i ciężkie walki o każdy skrawek ulicy… Opowiem wam o miejscu do, którego zapewne nikt z was nie chciałby trafić. Zacznijmy od samego początku. Razem z bratem służyliśmy w piechocie morskiej, bywało różnie czasem ja wyciągałem go z opałów innym razem on ratował mi życie. Przed nami postawiono kolejne zadanie, mieliśmy zdobyć i utrzymać posterunki w miejscu zwanym ,,Bazarem”. Wąskie uliczki utrudniały manewrowanie pojazdów, nie mieliśmy ciężkiego wsparcia, lotnictwo było uziemione. Jak zwykle prosty żołnierz miał odwalić całą robotę. Po dotarciu na miejsce naszym oczom ukazał się mały wschodni bazar z kilkoma straganami położony w sercu miasta, o którym pewnie już dawno zapominał Bóg, blade światło padające na okoliczne, szare budynki i wszechobecna cisza coraz bardziej przytłaczały. Eh trudno mi o tym pisać, wspomnienia odżywają… postaram się jednak dokończyć tą historię. Zostałem przydzielony do drużyny Bravo naszym zdaniem było zajęcie punktu w samy sercu bazaru, kolejne dwie drużyny miał zabezpieczyć boczne ulice. Ruszyliśmy więc do akcji. Myślałem, że już na samym początku napotkamy opór ale nikogo nie było… tylko pustka. Gdy zajęliśmy już punkt przy straganach w raz z towarzyszami broni skierowaliśmy się do serca Bazaru – centralnej wąskiej uliczki otoczonej wysokimi domami, która bezpośrednio prowadziła na drugą stronę targowiska. Ciągle miałem wrażenie, że ktoś nas obserwuję, sieć wąskich uliczek była idealna na zasadzkę... Niestety nie myliłem się... Gdy zajęliśmy pozycję w na śrokdu uliczki… rozpętało się piekło… wpadliśmy po szyje w g***o, nasi przeciwnicy wzięli na w kleszcze… kilku chłopaków padło od razu, walka była zacięta ale z każdą minutą traciliśmy kolejnych ludzi… strzały padały z każdej strony, nie nadążaliśmy leczyć rannych... brakowało amunicji... w końcu przyszła pora i na mnie… gdy próbowałem reanimować jednego z naszych ktoś wpakował mi kulkę prosto w plecy… padłem zwijając się z bólu… myślałem, że już pomnie i pewnie tak skończyła by się moja historia, gdyby nie drużyna moje brata, której udało się do nas przebić i wraz z pozostałymi utrzymaliśmy pozycje, aż do przybycia posiłków… Tego dnia wielu dobrych chłopaków oddało życie na ulicach Bazaru , sieć wąskich uliczek okazałą się pułapką i śmiertelnym zagrożeniem… Nigdy nie zapomną ,,Bazaru”.