Spędziłem w tej grze 3 lata. Od nooba latającego po hi-sec, przez faction wars w low-sec aż po jeden z odłamów Goonswarm w null-u. Gra niesamowicie wciągająca i niesamowicie emocjonująca. Wielokrotnie po dobrym PvP normalnie drżały mi ręce.
Później urodził mi się synek...no i cóż. Podjąłem jedyną sensowną decyzję o pożegnaniu EvE.
Polecam, jeżeli ktoś ma dużo czasu. Jest taki etap w życiu, że można i wtedy ta gra daje niezapomniane przeżycia. I wcale nie trzeba być nerdem "bez życia". Ale raczej jak się Wam powiększy rodzina, to jest to trudne do pogodzenia.
Teraz pewnie zyskam "przyjaciół" którzy nazwą mnie rasistą i kim tam jeszcze ale...dla mnie osobiście jedną z przyczyn, która nie pozwala mi zachwycić się nową trylogią, jest jej "polityczna poprawność".
W roli głównej obsadzono - a jakże - kobietę. Do tego aktorkę która jest miałka, bez wyrazu, a w scenach walki wręcz żałosna, bo widać jej braki fizyczne. O ile lepiej byłoby gdyby Rey była facetem. Ten "pojedynek" z Kylo Renem miałby zupełnie inny wymiar, nawiązywał do pary Luke vs Darth.
Dla mnie - nieporozumienie. Jeszcze tylko brakowało, żeby na koniec Finn i Poe okazali się parą...i mielibyśmy nowoczesne Gwiezdne Wojny pełną gębą, w uniwersum poprawności politycznej i gender.
Hehe, a pamięta ktoś jak na PC-tach kupowało się na giełdzie dyskietki 720kB i wierciło dziurę z drugiej strony, żeby sformatować na 1,44MB? I 9/10 przechodziło!
Rodo87 - ja mogę polecić tylko jedną: EVE Online. Ale to nie jest gierka online, tylko wymagający świat, w którym większość odpada po bardzo krótkim czasie. Nie bez przyczyny mówi się o EVE tak:
http://imgur.com/gallery/jj16ThL
Gram w EVE od roku i nie żałuję żadnego euro wydanego na subskrypcję. To , co mnie boli w dzisiejszym świecie gier, to wydawanie czegoś, co jeszcze nie jest grą. Zbiórka na kickstarterze, wielkie halo i nie wiadomo jakie zapowiedzi, po czym wydaje się coś co jest szkieletem gry, z tysiącem bugów. Ale już wyciąga się łapki po pieniążki i liczy zyski.
EVE jest na prawdę - tu i teraz. I jeszcze nigdy się w tej grze nie nudziłem. Polecam!
[EvE/Carter Hood]
Wszystkim pozytywnie nastawionym do tej gry gratuluję, zupełnie szczerze, bo w polskich realiach optymizm nie jest cechą powszechną. O wiele bardziej powszechne jest plucie jadem na wszystko ;)
Jednak jako gracz z wieeeloletnim doświadczeniem (gram w gry jakieś 25 lat) mam duże wątpliwości. W sandboxie wielkość świata jest ważna, ale nie najważniejsza. Czemu mają mnie obchodzić miliardy planet, jeśli grając w grę nawet X-miesięcy, odwiedzę zaledwie 0,000001% z nich? Od wielkości świata o wiele bardziej interesuje mnie to, co i z kim będę mógł w nim robić. Jeżeli gra ma polegać na schemacie: -> zrób jakąś misję żeby zdobyć środki na paliwo -> poleć na kolejną planetę -> wystrzelaj kolejny losowy typ paskuda z innym rodzajem rogów i sierści -> poleć dalej -> za jakiś czas kup lepszy statek itd., to nie widzę tu żadnej wartości.
Niestety, gry takie jak EvE Online zmieniają na zawsze percepcję gracza na to co i z kim można robić w grze komputerowej ;) I to, że autorzy od początku zapowiedzieli, że nie spotkasz w tej grze znajomego, to jest jej największa i gigantyczna wada od samego początku.
Greetz all o7
C.
Grę kupiłem zanim jeszcze w Empiku pojawiła się na półce...miły Pan obsługujący stoisko przyniósł mi ją z magazynu, nieco po 10:00 w piątek 19 września...nie będę zatem teoretyzował, tylko napiszę, co sądzę. A w Fallouty zagrywałem się lata temu i mam do nich niesamowity sentyment.
Mam 36 lat, więc (podobnie do niektórych innych forumowiczów) nie mam wiele czasu na granie. Moją podstawową codzienną grą jest EVE online i niełatwo mnie od niej oderwać (swoją drogą polecam). Wasteland 2 na razie się udało. Od 3 dni przemierzam pustkowia i sprawia mi to frajdę. I tak, prawdą jest, że gra ma niedociągnięcia. Średnią grafikę (chociaż bez przesady), nie zawsze wygodny interfejs, mniejsze bugi. Ma jednak klimat, który mi osobiście bardzo pasuje. Jestem zmęczony kierunkiem w jakim poszli producenci gier - budżety liczone w dziesiątkach milionów, grafika filmowa, motion capture i inne bajery. Tylko w efekcie mamy coś takiego jak seria FIFA...drenowanie kieszeni klientów kolejnymi odsłonami tej samej gry, nie wnoszącymi w zasadzie nic nowego, poza tym, że liczba kombinacji przycisków na padzie staje się nie do ogarnięcia.
Osobiście wolę gorzej wykonaną produkcję, ale mającą "to coś" co powoduje, że chce się zarywać godziny aby "pójść jeszcze troszkę dalej", niż wielkobudżetowe zabawki nudzące mi się po kilku godzinach.