Ledwie przebrzmiały jej słowa, z mgły wyłoniły się pierwsze stwory. Przynajmniej w jednym czarodziejka nas nie okłamała. Ujrzane wcześniej żałosne pomioty-dzieci bynajmniej nie były najgorszym, co czyhało na nas pośrodku tego zatęchłego bagniska. Podobnych krzyżówek zwierząt i ludzi nie wyśniłbym nawet w najgorszych koszmarach. Wycelowałem Biankę i położyłem potwora o ciele niedźwiedzia, masywnych odnóżach pająka i twarzy nastoletniej dziewczyny. Jego miejsce zajęły natychmiast dwa kolejne – jeden bardziej przerażający od drugiego. Qunari utworzyli zwarty krąg, a Morrigan podpaliła przestrzeń dzielącą nas od wrogów. A raczej usiłowała podpalić. Jej wysiłki w niczym nie przypominały pokazów mocy, które miałem niejednokrotnie okazję podziwiać podczas swych przygód u boku Bohatera Kirkwall.
Minęło może kilkanaście sekund. Wystarczająco wiele, abym zdołał sobie uświadomić, że dysponując jedynie bezużyteczną czarodziejką, krasnoludem z kuszą i niedobitkami kompanii Byka jesteśmy skazani na porażkę.
Mimo to ciosy nie nadeszły. Pomioty otoczyły nas i zamarły w oczekiwaniu. Po chwili go ujrzałem. W podniszczonej, ale nadal wspaniale prezentującej się bogato zdobionej szacie, z łagodnym uśmiechem na przystojnej twarzy nie wyglądał na sprawcę wszystkich tych okropieństw mających miejsce na Bagnach.
– Witam w moich skromnych progach – jego głos brzmiał ciepło i przyjaźnie.
– Po Lordzie Magistrze spodziewałam się bardziej godnego powitania – Morrigan usiłowała zachować rezon, chociaż ledwie trzymała się na nogach. – Miałam nadzieję, że… - kontynuowała.
Nigdy już jednak nie miałem się dowiedzieć, jaką to nadzieję żywiła Wiedźma z Głuszy.
Komputer walczy słabo, miałem na myśli multiplayer. To jest jakaś szopka, mimo że moje siły wygrywają, to w pewnym momencie morale spada i wszyscy spie***ją, co przeciwnikowi się nie zdarza, nawet jak rzuca wszystkich na hurra. (Mój generał może być żywy tuż koło nich, i tak uciekają.) O co chodzi?!
Dla mnie to jest jakaś ruletka. Moi łucznicy zawsze obrywają bardziej, mogę ich mieć nawet dwa razy więcej niż przeciwnik - i tak wychodzi na to samo. A jak np. wrogi generał stoi naprzeciw moich łuczników, to oni walą w bok, w jakiś cieniasów. A gdy chcę im ręcznie wskazać cel, to cała formacja się rozsypuje i dopiero po 10 sekundach zaczynają strzelać (mimo że wcześniej mieli wroga idealnie w zasięgu). No i jeszcze to, że jak ja szarżuję na wroga piechotą, to zanim dotrą, to połowa zginie od strzał, jak wróg na mnie szarżuje, to łucznicy nie zdejmą nawet 1/3. Btw., wróg wcale nie ma weteranów, jego zwykli ashigaru z łukami zabijają moich weteranów-samurajów w kilka chwil.
Może mi ktoś pomóc? Gram w multi i cały czas przegrywam. Nieważne jaką strategię i jednostki stosuję, jak np. używam samurajów z łukiem to giną pod ostrzałem, jak wróg i używa, to oni rozwalają moich! Co jest grane?