Abonament może realnie zapewnić dużo wyższą jakość. Po prosto firmy w tej chwili nie mają często żadnej motywacji, żeby robić coś dobrze, a bardziej, żeby zrobić dobry marketing. Sprzedane i tyle. Zaś w przypadku abonamentu jak się oferta przestaje podobać, to subskrybenci odchodzą. I kończą się pieniądze. Jak teraz w przypadku Netflixa, który musi zadbać o jakość swoich produkcji.
Spotify jest pod tym względem świetne, bo płaci twórcom od odtworzenia. Więc dobra muzyka jest premiowana, bo ludzie ją chcą słuchać, a gorsza, nawet popularnego zespołu nie, bo ktoś z ciekawości raz album odsłucha i tyle. W grach nie jest oczywiście tak prosto, ale jakiś sensowny model podziału zysku na pewno służyłby wzrostowi jakości gier.
Tylko co ma do tego Netflix? W przypadku gier przed gamepassem prawie całość zysków to była sprzedaż konkretnych tytułów na własność. W branży seriali sprzedaż konkretnych seriali to był margines, zyski przynosiły, jeśli może je było oglądać w TV. Czyli klient też wykupywał abonament, ale na kablówkę, a nie na serwis taki jak Netflix.