Wszystko zaczęło się 15 lipca 1410 r. Kiedy to zbierając maliny w lesie usłyszałem idących ludzi, którzy mówili o jakiejś bitwie. Do końca nie wiedziałem o co chodziło jednak śledziłem ich aby dowiedzieć się czegoś więcej. Jednak po paru przebytych metrach jeden z nich spostrzegł, że są śledzeni. Natychmiast zacząłem uciekać jednak w pewnej chwili zatrzymałem się i pomyślałem aby wytłumaczyć im o co chodzi. Niestety jak na ironię jeden z nich uderzył mnie w klatkę po czym zemdlałem. Ocknąłem się w ich kryjówce. Na miejscu dali mi dwa wybory albo zostanę i pomogę im w walce albo zetną mnie na miejscu. Oczywiście wystraszony odpowiedziałem, że pomogę.
Godzina 13:35
Opracowaliśmy plan uderzenia na wroga jednak nadal mi nie ufali ciagle mówili, że mogę być jednym z templariuszy. Jednak ja ciagle się tego wypierałem.
Godzina 14:50
Wszyscy byliśmy zebrani na polu bitwy plan był taki aby cofnąć nasze szyki do lasu i tam poczekać na wroga.
Godzina 15:00
Była to godzina w której miałoby dojść do jednej z największych bitew naszych czasów. Obie armie ruszyły do ataku. Po 20 minutach została nas garstka i to od nas zależał wynik tego starcia. Ruszyłem jako pierwszy czułem wtedy, że nikt mnie nie pokona i to był największy błąd w moim życiu- zbyt wielka pewność siebie. Nim się obejrzałem stałem już na jednej nodze. Upadłem na ziemie nie byłem przygotowany na coś takiego. Krew płynęła jak górski potok. Szybko na pomoc przybyła mi pewna osoba w kapturze i zaniosła mnie do lasu. Opatrzyła moje rany i znikła. Po walce odnaleźli mnie asasyni którzy zanieśli mnie do kryjowki. Na koniec opowiem dlaczego pisze ten list . Jest on pożegnaniem z tym światem. Jeśli go czytasz pamiętaj żyj tak aby nieczego nie żałować i walcz o swoje przekonania.
Władysław przydomek waleczny.