Cisza. Tylko szum krwi w uszach zagłuszał, mogłoby się zdawać sielankowy krajobraz i atmosferę chwili (29). Ból głowy, spowodowany nawracającymi wspomnieniami jednego z najlepszych agentów FBI, Thomasa Hopkinsa, nie dekoncentrują go, gdyż wie, że od powodzenia tej misji zależy życie niewinnej osoby. Ciągle powracająca przeszłość, to cena jaką musi zapłacić za błędy popełnione, zdawałoby się w innym życiu. Alkoholizm, narkotyki, życie w ruinie (14). Tylko jedna osoba, Miranda, uwierzyła w niego i pomogła mu, by stanął na nogi i przewartościował swoje dotychczasowe życie. Dzisiaj, po wieloletniej służbie w wojsku i niezliczonych misjach ratunkowych w jakich brał udział, staje przed najtrudniejszą ze wszystkich. Miranda. Niewinna osoba, jego anioł stróż, jest zakładniczką(10). Nie może pozwolić, aby coś się jej stało. Nie wybaczyłby sobie tego do końca swojego życia. Wciąż ma w pamięci wspólne wyjazdy, wakacje, czy również plany jakie mieli. Niestety, mimo jego usilnych prób, Miranda postawiła na tego, którego nie powinna. Paul, a raczej Jakob, jak się naprawdę nazywał, okazał się terrorystą działającym na zlecenie jednej z największych i najgroźniejszych agencji terrorystycznych na świecie. Miranda w jego rękach była tylko zabawką, którą posłużył się by dojść do własnego celu, celu który jednocześnie był celem jego, jak zwyczaj mawiać, bractwa. To dzięki nim znalazł swój cel w życiu, zapragnął znowu coś znaczyć. Jako członek szajki przestępczej szybko piął się w górę, nie zważając na nic, ani na nikogo. Miał prosty cel i do niego dążył. Celem tym było stanięcie na czele „bractwa”. By tak się stało brakowało mu tylko jednego, akcji zakrojonej na szeroką skalę. Wtedy pojawiła się Miranda, a sam zaczął rozmyślać nad idealnym planem. Szturm (1). Jedyny rozsądny plan, jaki pojawił się w głowie Thomasa. Efekt zaskoczenia i szybkość, to jedyna przewaga, na którą go stać. Wraz ze swoją ekipą robią wszystko by odbić Mirandę. Początkowa faza wygląda obiecująco (32). Wszystko idzie zgodnie z planem do momentu dotarcia do Mirandy. Mały pakunek leżący na jej nogach wszystko mówi Thomasowi (12). Bomba. Na liczniku widnieje 1:00. Została ostatnia minuta. Trzeba działać. Nie ma czasu na zbędne myślenie, ani oczekiwanie na saperów. Thomas, wciąż mając w głowie wspomnienia, wyciąga podręczny scyzoryk, z którym nie rozstaje się od momentu, gdy jego ojciec mu go podarował, a niewiele czasu później zmarł, i przecina czerwony kabel. Cisza. Nic się nie stało. Radość w oczach Mirandy i Thomasa mówi wszystko. Nie wypowiadają żadnych słów, tylko jedna, długotrwała cisza. Oboje są jej wdzięczni. Thomas rozcina lina, którymi obwiązane są dłonie Mirandy i razem z nią wraz ze swoimi członkami załogi(34) opuszczają kryjówkę „bractwa”.