Cezary przyglądał się dziełom sztuki odświeżonym w przygotowaniu do corocznych uroczystości w siedzibie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, kiedy usłyszał za sobą znajomy głos:
- Skoryna, co Ty tu robisz tak wcześnie?
- Witam Eligiuszu, mógłbym zapytać się Ciebie co Ty tutaj robisz w ogóle?
- Ah, wiem, że odpowiedziałem negatywnie na zaproszenie, ale niespodziewana zmiana moich planów pozwoliła mi się pojawić.
- Rozumiem, cóż, wybacz za moją reakcję, ale byłem zwyczajnie zaskoczony, pozwolisz, że pójdę załatwiać sprawy związane z dzisiejszym wydarzeniem?
- Oczywiście, nie chciałbym Ci przeszkadzać.
Cezary miał wrażenie że ostatnie słowa Eligiusza były ostrzeżeniem, mimo, że zabójstwo Gabriela Narutowicza było jedną z najbardziej skrywanych akcji zakonu. Skąd templariusz poziomu Niewiadomskiego mógłby się o tym dowiedzieć? Jeśli w jego wypowiedzi ukryta była groźba, mógłby pojawić się tutaj w celu obrony prezydenta. To, że Gabriel Narutowicz należał do zakonu Templariuszy było rzeczą znaną powszechnie, Eligiusz jednak był zdemaskowany niedawno. Jeśli jednak templariusze poznali ich plany, dlaczego przysłali znanego im templariusza w celu obrony? Czyżby chcieli powstrzymać zamach, pokazując nam, że znają nasze plany?
Cezary upewnił się, że nikt go nie obserwuje, i skierował się do gabinetu. Z ukrytej w biurku małej szufladki wyciągnął cudowny wynalazek Marii Skłodowskiej-Curie. Jedno z najlepszych narzędzi na usługach zakonu od stuleci, niezawodne i nieodkryte przez templariuszy. Uśmiechnął się na myśl jak niepozornie ono wygląda. Zabójcza trucizna, wstrzykiwana przez mikroskopijny mechanizm podczas ukłucia diamentem ukryta w pierścieniu, stała się wyposażeniem najbardziej wtajemniczonych w sprawy zakonu Asasynów. Tylko światowej klasy zegarmistrzowie potrafiliby odtworzyć mechanizm stworzony przez Marię. Na szczęście i tacy znajdowali się w szeregach ludzi ceniących prawdę i wolność.
Wiedział, że będzie musiał uważać zbliżając się do prezydenta, nie mógł wykonać zabójczego ruchu zbyt gwałtownie. Teraz na szali postawione było powodzenie długo planowanej akcji, a przy nieodpowiednim wykonaniu także i przekazanie zakonowi Templariuszy wiedzy o nowym sposobie skrytobójstwa.
Po rozpoczęciu uroczystości był już pewny że na sali nie znajduje się inny ze znanych mu templariuszy. Eligiusz zdawał się być zaabsorbowany sztuką, jednak cały czas był w pobliżu prezydenta.
Po przejściu do sali nr 1, Cezary dostrzegł okazję na wykonanie zadania. Prezydent wysunął się przed towarzyszących mu ludzi i szybkim krokiem ruszył w kierunku obrazu znajdującego się za cezarym. Wystarczy odwrócić się w odpowiednim momencie aby przypadkowo wpaść na templariusza i wstrzyknąć trujący środek wprost do krwiobiegu. Cezary przymknął na chwilę oczy, kiedy je otworzył kolory wyblakły, a ludzie stali się wyraźniejsi. Słyszał bicie serc otaczających go postaci, usłyszał muchę lecącą dwa metry od niego, poczuł zapach potu dziesiątków zwiedzających ale przede wszystkim słyszał kroki i oddech swojego celu. Jest 3 metry od niego. 2 metry. Jeszcze tylko półtora i niezdarnie się odwróci. Prawie słyszał szum krwi w żyle w którą będzie musiał trafić. Zaczął się odwracać i wtedy padły strzały.
Zobaczył Eligiusza z wymierzoną bronią, ten nie uciekał. Cezary ocenił, że cel jest martwy, ale musiał się dowiedzieć prawdy. Przybliżył się do Eligiusza i spytał:
Dlaczego?
Żyłem w ciemności, chcę umrzeć w blasku światła - powiedział porwany przez tłum Eligiusz.