Wydaje mi się, że odrobinę Cię poniosło w kwestii smoków. Łatwiejszych i bardziej monotonnych walk nie znalazłbym chyba nigdzie. Jedynym wyzwaniem był dla mnie pierwszy smok na Zaziemiu, ale to dlatego, że beztrosko wszedłem do jego leża jak miałem lvl 10. Reszta to spacer po parku, głównie dlatego, że ABSOLUTNIE ŻADEN z tych smoków nie miał zróżnicowanych ani zaskakujących form ataku. Cios łapą nie dość, że widoczny z daleka, to jeszcze wiadomo o nim z dużym wyprzedzeniem, ponieważ od podniesienia łapy, aż do wykonania ataku mija pięć sekund. Trzeba by chyba mieć niedowład kończyn, żeby nie móc tego uniknąć. Ataki żywiołowe podobnie. Zanim smok zionął ogniem, albo wypluł kulę lodu, bądź piorunów, można było bez problemu zejść z linii strzału. Nie wspominając już o tym, że jeśli już smok wzbijał się w powietrze i zaczynał kołować nad naszą drużyną, to każdy atak widać było z daleka i czas jaki zajmowało dotarcie jakiegokolwiek pocisku do naszej postaci dodatkowo się wydłużał. Garda u niektórych smoków również nie stanowiła problemu, ponieważ każdy element ekwipunku można zmodyfikować tak, aby pomijał gardę. A już największą bzdurą było chyba machanie skrzydłami, aby przyciągnąć naszą drużynę w zasięg łap smoka. Tu sprawdza się stare powiedzenie, że w oku cyklonu najbezpieczniej. Nie dość, że gdy smok przyciągnie nas do siebie, nie otrzymujemy obrażeń, to jeszcze na dodatek smok jest bezbronny dopóki macha skrzydłami i możemy z nim robić co chcemy. Najwięcej obrażeń krytycznych zadawałem właśnie w takich momentach. Jedyne co dobrego można powiedzieć o smokach w tej grze, to chyba tylko to, że mają od zarąbania żywotności, bo strasznie długo zajmowało powalenie któregokolwiek, co niestety wzmagało uczucie monotonności w tych walkach.
Co się zaś tyczy mechaniki walki, to przychodzi mi do głowy jedno słowo: porażka. Tryb taktyczny jest niedopracowany do tego stopnia, że równie dobrze mogłoby go nie być. Ujęcie kamery i zakres jej przybliżania lub oddalania nie pozwala na właściwe kontrolowanie pola walki, a jeśli akurat znajdujemy się w jakiejś jaskini, albo na Głębokich Ścieżkach, to wolałbym zażyć cyjanek, niż używać trybu taktycznego. Walka w trybie rzeczywistym jest niewiele lepsza, przede wszystkim dlatego, że nie można poruszać się i atakować w tym samym czasie, ani nawet płynnie przechodzić od ruchu do ataku i na odwrót. Żeby się poruszyć podczas walki, trzeba całkowicie przestać atakować i dopiero się przemieścić, a zanim to nastąpi, przeciwnik już może znajdować się gdzie indziej, ponieważ nie dotyczą go te same ograniczenia co postaci sterowanej przez gracza. Nie wiem jak się to odnosi do wersji konsolowej, ale na PC mechanika walki po prostu SSIE.
O grafice nie wiem co myśleć. Ładna: to fakt. Bardzo przyjemnie zwiedza się lokacje, ale jeżeli przy grafice 6GB 192bit, CPU 4x3,8GB i RAM-ie 16GB gra automatycznie ustawia mi detale średnie i niskie, a na dodatek przy takich detalach zaczyna się przycinać i zawieszać, no to chyba coś jest nie tak.
Cieszę się, że fabuła do mnie przemawia, bo już dawno dałbym sobie spokój z tą grą.
18 marca 1406 A.D.
Do Wielkiego Mistrza zakonu Templariuszy.
Ufam, że moja korespondencja zastała Was, panie w dobrym zdrowiu.
Kiedy przyjmowałem swą misję z rąk Waszego poprzednika, ponad dwadzieścia lat temu,
nie byłem całkowicie przekonany, czy podołam wyzwaniu. Przeniknąłem do struktur Zakonu
Krzyżackiego i wkładam całą swą energie w rozszerzenie naszych wpływów na tereny Rzeczy-
pospolitej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Obecnie zasiadam w kapitule zakonu
i cieszę się zaufaniem Wielkiego Mistrza Konrada von Jungingen. W ostatnich latach,
rozesłani przeze mnie agenci donieśli o obecności Bractwa na ziemiach polskich. W celu
potwierdzenia pogłosek i wywabienia Asasynów z ukrycia, użyłem grupy najemników, którzy
mieli plądrować wsie i zabijać wieśniaków. Bractwo nie odpowiedziało na te ataki, lecz
po kilku tygodniach wszyscy wynajęci przeze mnie najemnicy dokonali żywota. Okoliczności
ich śmierci i zadane im obrażenia nie pozostawiają wątpliwości. Obecność Asasynów
potwierdziła się. Ponadto potwierdzenie ich obecności zbiegło się w czasie
z dokonanym przeze mnie odkryciem, które rozwiało moje domysły na temat ich działalności
w tej części Europy. Wielki Mistrz Konrad jest w posiadaniu Miecza Edenu, jednakże próby
zdobycia artefaktu spełzły na niczym, jako iż jest znakomicie chroniony. Jedynym sposobem
dostania się do prywatnego skarbca Wielkiego Mistrza jest pozyskanie specjalnego klucza,
z którego Konrad von Jungingen nie spuszcza wzroku. Niestety, jak się okazało,
stary Mistrz nie podziela naszej wizji Nowego Świata, przez co kierowanie wydarzeń
w korzystną dla nas stronę wydaje się niemożliwe, jednakże nasze argumenty i metody
przemawiają do wielu komturów stacjonujących na pograniczu, a i sam brat Wielkiego Mistrza
jest sympatykiem naszej sprawy. Jestem przekonany, że z jego pomocą znajdziemy się o krok
bliżej do ostatecznego celu. Dlatego też zalecam usunięcie starego Mistrza, najlepiej
poprzez otrucie. Podupadł mocno na zdrowiu i jego nagłą śmierć łatwo będzie wytłumaczyć.
Następnie doprowadzimy do wyboru na stanowisko Wielkiego Mistrza Ulricha von Jungingen.
Ma znaczące poparcie w zakonie i wybór ten nie spotka się z żadnym oporem. Gdy stary mistrz
umrze zdobędę klucz i wydostanę artefakt z Malborka. Potem nowy Wielki Mistrz zakonu
doprowadzi do wojny z Polakami. Wtedy asasyni powinni dołączyć do walki i pozbędziemy się
jednych i drugich, a Krzyżacy poprzez Ulricha, z czasem zaczną spełniać naszą wolę.
Proszę o rychłą odpowiedź, abym mógł kontynuować nasze wielkie dzieło.
I niech Ojciec Zrozumienia nas prowadzi.
P.S. Poleciłem kurierowi oczekiwanie na odpowiedź. Zalecam jego natychmiastową likwidację,
gdy tylko postarczy list. Jest wystarczająco inteligentny, aby wysłać go w podróż przez
pół Europy, a to czyni go niebezpiecznym. Nie ma potrzeby ryzykować przecieku informacji.