FIFA 17 to totalna porażka i zwyczajnie oszukiwanie graczy przez grę, która reżyseruje mecze i stawia wyniki. Z gry jest zdecydowanie więcej frustracji i nerwów, niż przyjemności.
FIFA 17 to taki Piłkarski Poker na koksach.
Pierwszą rzeczą wartą uświadomienia sobie, to fakt, że rozgrywanie wirtualnych pojedynków w FUT w niczym nie przypomina walki bokserskiej, gdzie rywale mają bezpośredni kontakt ze sobą. Jak na ringu dostaniesz strzał w „makówkę”, to koniec i kropka – nic ci nie pomoże, nic tego nie zmieni. Leżysz i liczysz gwiazdy. W FUT między tobą a rywalem jest jeszcze ktoś – gra i jej oprogramowanie. I to ten duet decyduje o wszystkim! Nie jest zatem tak, że idąc napastnikiem sam na sam z bramkarzem i wciskając z odpowiednią siłą i w odpowiednim momencie przycisk strzału, ten strzał będzie oddany w oczekiwany przez ciebie sposób i padnie upragniony gol. Komenda z pada wędruje bowiem do PSP i tam zapadają dalsze decyzje. A te są różne. Jak masz mecz wygrać a twój rywal ma go przegrać, to strzał jest idealny i ląduje w siatce bramki rywala, a twój piłkarz robi jakąś chorą cieszynkę. Ale gdy to ty masz przegrać, to twój napastnik tak długo będzie biegł i zwlekał z oddaniem strzału, mimo, że wcisnąłeś przycisk, aż dopadnie go bramkarz lub obrońca rywala. A jeśli już strzał zdążysz oddać, to będzie on za mocny lub trafisz w słupek czy też poprzeczkę. Czasem po rzucie rożnym mogłem mieć i cztery strzały, które po kolei obijały słupki i poprzeczkę bramki rywala. Szczytem było, gdy taka poprzeczka padała po strzale napastnika do pustej bramki z trzech metrów. A FUT oferuje takie „atrakcje” często, choć w 17 jest ich mniej niż w 16.
W piłce nożnej kluczowe są dwa elementy: szybkość i precyzja. Jest to też gra zespołowa – piłkę trzeba sobie podawać. Jeśli masz mecz przegrać, to FUT na wstępie zmniejsza prędkość i zwrotność twoich graczy. I nie masz na to żadnego pieprzonego wpływu. Nagle twoja ekipa zmienia się w bandę zombi dziwacznie przemieszczających się po murawie. Twój rywal śmiga zaś między nimi klepiąc „tikitakę” i myśląc, że jesteś ostatnią łajzą, że trafił na nowicjusza. Na tym jednak nie koniec. Twoi przymuleni zawodnicy nie potrafią przyjąć piłki i celnie jej odegrać. Twój obrońca tak długo robi jeden prosty zwrot lub zwleka z wybiciem piłki, aż ją straci. Chwilę później niechybnie ty tracisz gola. A gdy już jakimś fartem stoper zagra piłę, to ta nie wędruje we wskazanym przez lewą gałkę pada kierunku, tylko śmiga prosto pod nogi rywala. I znowu jesteś w dupie. To samo z wybijaniem piłki przez bramkarza. Masz przegrać, jakbyś nie wycelował, piłka powędruje jak po sznurku pod nogi napalonego na twoją bramkę napastnika rywali. Ponownie jesteś w dupie.
Tracąc w ważnych meczach setną bramkę tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, pojąłem, że to ani nie przypadek, ani nie moja wina. To decyzja FUT. Wystarczy wówczas, że twój rywal zdecyduje się ruszyć swoim napastnikiem na twoją bramkę i oddać strzał. Gol jest pewny. Przejdzie przez całą twoją obronę, jak nóż przez masło i poślę piłę do siatki. A gdy pójdzie skrzydłem, bądź pewien, że na luziku, dłubiąc pod drodze palcem w nosie, minie twoich bocznych obrońców, a jego dośrodkowanie z 35 metrów trafi idealnie na głowę napastnika. I znowu gol. I nic nie możesz zrobić, bo twój pad nagle głupieje i nawet nie możesz zmienić odpowiedniego obrońcy, aby walczyć nim o dośrodkowanie, a twoim obrońcy lunatykują po polu karnym.
Jak każdy kibic piłki nożnej dobrze wie, w czasie meczu wielokrotnie mamy do czynienia z sytuacjami, gdzie piłka gdzieś się odbija – bądź to po walce o nią zawodników, bądź po zblokowanym strzale. Tu jest kolejny element, który FUT z zimną krwią wykorzystuje do manipulowaniem wynikiem meczu. Gdy masz przegrać, to piłka prawie zawsze wędrować będzie pod nogi rywali. Pół biedy, gdy jest to gdzieś w środku boiska, a ty masz poukładaną linię obrony. Ale gdy jest to po rożnym... jesteś w dupie! Zresztą, rożne to osobny temat wart omówienia.
Jak najprościej gra może zrobić ci kuku i zafundować bramkę rywalowi? Schemat jest dość prosty. Wystarczy, że na twojej połowie, do twojego zawodnika dobiegnie rywal. Bach – faul i rzut wolny. Ten – nieważne, czy z 30 czy 40 metra bądź to trafia na głowę rywala i... gol, bądź piłka odbija się od twojego gracza i rywal ma rożnego. Potem już wiadomo, co cię czeka. Z dośrodkowania tracisz gola.
Szczytem bezczelności podczas tego żenującego spektaklu fundowanego przez FUT są mecze o sztucznie podnoszonej dramaturgii. Jak FUT to robi? Banalnie prosto. Najpierw handicap działa na twoją korzyść. Do piętnastej minuty ładujesz 3 gole. „Luzik, mecz wygrany” – myślisz naiwnie. Ale FUT ma swój własny plan na ten mecz. Nagle role się odwracają i to twoi gracze są jak po wylewie. Efekt – do przerwy jest remis. A po przerwie... zależy od decyzji szanownego FUT. Był mecz, w którym w pierwszej połowie rozjechałem rywala 4:0, by na koniec uzyskać wynik 4:6. Przednia zabawa – czyż nie? Niemal normą jest też, że gdy prowadzisz 2:0, to rywal ładuje ci gola w 45 minucie.
Gra, z zupełnie już niewiadomych mi powodów, lubi z ciebie drwić. Jak? Zazwyczaj pozwala ci pięknie rozgrywać akcje, a na końcu, gdy już masz uruchomić podaniem na czystą pozycję swojego napastnika, podanie jest zes...ane, chociaż robiłeś już takie podania tysiące razy i dobrze wiesz jak je prawidłowo wykonać. Twoje kontry FUT może też łatwo spacyfikować spalonymi. Najgorsze są jednak notoryczne sytuacje, gdy mając już super pozycję strzelecką... na linię strzału wbiega ci nagle twój własny napastnik. Gdy dzieje się to trzeci raz z rzędu, masz dość. A gdy chcesz mu podać, podanie jest oczywiście niecelne. I odechciewa się grać. Co nie zrobisz, będzie lipa. Bo w tym meczu to nie ty jesteś pupilkiem gry.
Skala manipulacji
Jeżeli nie jesteś mistrzem FUT – tych jest pewnie niecały procent w skali wszystkich graczy, to bez dwóch zdań załapiesz się do grupy graczy, o których sukcesach i porażkach będzie decydował szanowny FUT. Gdy to pojąłem, gra przestała być dla mnie w jakikolwiek sposób atrakcyjna. Zdałem sobie bowiem sprawę, że jestem częścią gigantycznej i perfidnie zaplanowanej inscenizacji. Że moje awanse, zdobyte mistrzostwa, degradacje, serie porażek przeplatane z seriami wygranych ni jak mają się do moich umiejętności. A już na pewno nie są wykładnikiem moich starań w budowaniu drużyny i uczeniu się trików. Myślę, że skala manipulacji jest przerażająco gigantyczna. To prawdziwy matrix! Nie zależy mi na wygranych, bo ktoś podkłada nogę rywalowi, osłabia jego piłkarzy. W d...pie mam takie zwycięstwa! Nie chcę być również pionkiem w niczyjej ustawce. Mogę przegrywać mecze, nie mam z tym problemu. Ale niech rywal będzie lepszy. Niech to nasze umiejętności, nasze starania, stworzone składy decydują o sukcesie, a nie jakiś pie...rzony algorytm, który wylicza ile punktów brakuje ci do utrzymania, awansu lub zdobycia mistrza i decyduje, co ma cię spotkać w danym sezonie.
Jeśli w FIFA 16 było źle, to w FIFA 17 jest TRAGICZNIE, wręcz niewyobrażalnie TRAGICZNIE! Mecze są tak koszmarnie wyreżyserowane, tyle w nich wspomnianej sztucznej dramaturgii, że aż chce się płakać. Gra żongluje wynikiem mając zazwyczaj w głębokim szacunku faktycznie umiejętności graczy. Szkoda, że coś, co ma taki techniczny potencjał jak FIFA 16/17 jest tak zepsute przez manipulowanie końcowym wynikiem. FIFA 17 to autentyczny cyrk z dwoma graczami w roli głównej – tobą i twoim rywalem. I nigdy nie wiesz, czy wygrasz, nawet jak jesteś o niebo lepszy. Bo nagle może się okazać, że gra ma inny plan. Nie pamiętam aby cokolwiek, kiedykolwiek tak mnie irytowało jak FIFA 16 i jej jeszcze bardziej wynaturzona następczyni – FIFA 17. Oczywiście w sponsorowanych recenzjach nie przeczytacie o tym wszystkim.
Po co to wszystko? – zapytacie. Po co FUT miałby manipulować twoją karierą w grze? Gdzieś w połowie października znajomy pochwalił mi się, że w końcu wszedł do pierwszej ligi i wygrał w FIFA 16 praktycznie wszystko, co można było. W efekcie na tydzień dał sobie z grą spokój.
Znajomy gra świetnie, ale prawda o jego nagłym październikowym sukcesie w FIFA 16 była nieco bardziej skomplikowana. FUT jest zapewne tak skonstruowany, by gracz nie wygrał wszystkiego w miesiąc, bo jest wówczas ryzyko, że poszuka sobie innej gry. A przynajmniej z takiego założenia wyszli zapewne twórcy gry. Dziwnym zbiegiem okoliczności, znajomy wygrał wszystko dopiero wtedy, gdy na rynku pojawiła się kolejna edycja gry... Jako wierny gracz został nagle nagrodzony i zmotywowany do kupna nowej edycji. Poza tym, poprzez ewidentną manipulację meczami gra sprawia, że najsłabsi gracze mają szansę poczuć smak wygranej – czasem nawet kilka meczów z rzędu. Serie przegranych motywują zaś dziesiątki fanów FUT do kupowania za żywą gotówkę coinsów i wzmacniania składu, w nadziei przełamania złej passy. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o to samo. Szkoda tylko, że w tej żałosnej pogoni za kasą twórcy gry nie pomyśleli, że w sporcie najważniejsza jest uczciwość. A tej w FIFA 17 nie ma za grosz...
W 100 % zgadzam się jaca iron. TA gra to wielki g...wno, co piszę po rozegraniu blisko 1000 meczów na 16 i 200 na 17. To nie gracz bawi się grą, tylko ona bawi się graczem.