Była taka gra, w której korzystając z komputera, bodajże coś hackując, uzyskuje się do kamer w tajemniczym kompleksie. Widzimy przez nie bohaterkę gry, której pomagamy przejść dalej używając kamer, i hakując.
W grze była mroczna atmosfera, był to horror albo thriller, prawdopodobnie z jakimiś potworami.
Kluczowa cecha, dzięki której zapamiętałem tę grę jest taka, że gdy przerwiemy grę i wrócimy do niej po czasie, to bohaterka odpowiednio na to reaguje (wpływ ma czas IRL) - czasem się cieszy, że już jesteśmy, czasem jest smutna, bo długo nas nie było, a jak wrócimy po bardzo długim czasie, to jest zupełnie załamana.
Bardzo proszę o pomoc w znalezieniu tej gry.

Recenzja po latach - Cyberpunk 2077
„Dzisiaj miałem do załatwienia kilka spraw na mieście – kupić parę rzeczy itp. Chciałem podjechać do centrum handlowego, ale tramwaj uciekł mi sprzed nosa. I w tej chwili pomyślałem – Paweł, po co tak lecisz? Gdzie ci się śpieszy? Masz całe popołudnie, żeby to pozałatwiać. Ogarniesz to jednym spacerem.
Ale jakoś tak dziwnie łazić bez muzyki. Wyciągnąłem słuchawki, odpaliłem moją playlistę z klasykami metalu. Ale jakoś tak Slayer nie pasował mi do vibe’u centrum Wrocławia przykrywanego kocem zmroku. Przeleciałem wzrokiem kolekcję playlist i zobaczyłem „Cyberpunk 2077 Ambient”.
Gdy pierwsze dźwięki muzyki wymieszały się neonami walczącymi ze zmrokiem wydarzyło się coś niesamowitego. Wrocławski Huby, smutne i pełne dziwnej architetkury zmieniły się w Watson gdy przez nie spacerowałem. Mijając Sky Tower (wieżowiec raz zdawał się być Arasaka Tower a raz Konpeki Plaza) zauważyłem, że wejściem technicznym wchodzi grupka dziwnych osób z opasłą torbą. Ręka jednego z nich zdawała się połyskiwać światłem neonów w półmroku – potem tę samą postać widywałem wielokrotnie kątem oka; pokazywała się nagle i równie szybko rozmywała w powietrzu jak widziadło gdy tylko próbowałem na nią spotkać.
Potem przechodziłem obok chińskiej knajpy, w której Wietnamczyk udający Koreańczyka przygotowywał japońskie żarcie. To już nie było Powstańców Śląskich, tylko Japantown. Widziałem yakitori, które na pewno nie posmakowałoby Takemurze.
Przechodząc przez park wydawało mi się, że widzę na ławce postać mnicha. Przez chwilę zastanawiałem się, czy do niego nie podejść i nie zagadać, ale gdy na chwilę straciłem go z oczu gdzieś zniknął.
W końcu dotarłem do centrum handlowego na osiedlu Borek, które teraz wydawało się być raczej Pacificą. Wszedłem do środka i zobaczyłem zamknięty sklep; wtem nagle zrobiło się pusto i w oddali zobaczyłem bardzo umięśnioną postać.
Gdy załatwiłem to, co miałem poszedłem na tramwaj, który nagle przeobraził się w metro. Po drodze minąłem jakiś zapyziały nocleg, na elewacji którego mrugał neon „No Tell”. Stała pod nim taksówka Delamaina, w której ktoś był zamknięty jak kot Schrödingera.
Tramwaj wiózł mnie pod adres, który doskonale znałem – Megablok H10, ósme piętro, mieszkanie 0716.
Wchodząc do mieszkania zgasiłem muzykę. Wizja Night Sity prysnęła jak kropla łzy, która spadła z mojego policzka na podłogę.”
Gra Cyberpunk 2077 pod koniec 2025 roku jest już w pełni dojrzałą produkcją. Problemy techniczne zostały ujarzmione jak cyberpsychol, brakujące ficzery dodane jak dobrze dobrane wszczepy, a dodatek fabularny dodał grze tyle contentu, jakby ktoś jej zamontował ulepszone nogi.
Jest to produkcja piękna graficznie i stylistycznie z bardzo przyjemną walką, którą można dopasować do swojego stylu lub widzimisię, ma świetną warstwę dźwiękową i muzykę oraz tony klimatu. Jednakże skłamałbym, że któraś z tych rzeczy jest moją ulubioną cechą Cyberpunka – jest nią zdecydowanie fabuła, która jest świetna, pełna dobrze napisanych i odegranych postaci oraz wielowątkowa. I – co nie zdarza się często – mimo otwartego świata nie traci na jakości i zwięzłości.
I o jej mocy niech świadczy to, że wieczorny spacer po mieście z muzyką z gry na uszach sprawił, że oczyma wyobraźni przeniosłem się do Night City i zatęskniłem za postaciami z tej gry. W ten sam sposób, w który tęskni się za dobrym kumplem, którego nie widziało się od lat. Nie jak za pikselami.
Zapragnąłem wrócić do nich. Poedytować BD z Judy, pobujać się po pustyni z Panam, wypić piwo z Riverem, obejrzeć po raz setny tę samą walkę z Viktorem, pogadać o przeznaczeniu z Misty… Mógłbym tak wymieniać. To jest największy dowód, że CP2077 ma świetną fabułę – postacie za którymi można zatęsknić.

Recenzja po latach - Cyberpunk 2077
„Dzisiaj miałem do załatwienia kilka spraw na mieście – kupić parę rzeczy itp. Chciałem podjechać do centrum handlowego, ale tramwaj uciekł mi sprzed nosa. I w tej chwili pomyślałem – Paweł, po co tak lecisz? Gdzie ci się śpieszy? Masz całe popołudnie, żeby to pozałatwiać. Ogarniesz to jednym spacerem.
Ale jakoś tak dziwnie łazić bez muzyki. Wyciągnąłem słuchawki, odpaliłem moją playlistę z klasykami metalu. Ale jakoś tak Slayer nie pasował mi do vibe’u centrum Wrocławia przykrywanego kocem zmroku. Przeleciałem wzrokiem kolekcję playlist i zobaczyłem „Cyberpunk 2077 Ambient”.
Gdy pierwsze dźwięki muzyki wymieszały się neonami walczącymi ze zmrokiem wydarzyło się coś niesamowitego. Wrocławski Huby, smutne i pełne dziwnej architetkury zmieniły się w Watson gdy przez nie spacerowałem. Mijając Sky Tower (wieżowiec raz zdawał się być Arasaka Tower a raz Konpeki Plaza) zauważyłem, że wejściem technicznym wchodzi grupka dziwnych osób z opasłą torbą. Ręka jednego z nich zdawała się połyskiwać światłem neonów w półmroku – potem tę samą postać widywałem wielokrotnie kątem oka; pokazywała się nagle i równie szybko rozmywała w powietrzu jak widziadło gdy tylko próbowałem na nią spotkać.
Potem przechodziłem obok chińskiej knajpy, w której Wietnamczyk udający Koreańczyka przygotowywał japońskie żarcie. To już nie było Powstańców Śląskich, tylko Japantown. Widziałem yakitori, które na pewno nie posmakowałoby Takemurze.
Przechodząc przez park wydawało mi się, że widzę na ławce postać mnicha. Przez chwilę zastanawiałem się, czy do niego nie podejść i nie zagadać, ale gdy na chwilę straciłem go z oczu gdzieś zniknął.
W końcu dotarłem do centrum handlowego na osiedlu Borek, które teraz wydawało się być raczej Pacificą. Wszedłem do środka i zobaczyłem zamknięty sklep; wtem nagle zrobiło się pusto i w oddali zobaczyłem bardzo umięśnioną postać.
Gdy załatwiłem to, co miałem poszedłem na tramwaj, który nagle przeobraził się w metro. Po drodze minąłem jakiś zapyziały nocleg, na elewacji którego mrugał neon „No Tell”. Stała pod nim taksówka Delamaina, w której ktoś był zamknięty jak kot Schrödingera.
Tramwaj wiózł mnie pod adres, który doskonale znałem – Megablok H10, ósme piętro, mieszkanie 0716.
Wchodząc do mieszkania zgasiłem muzykę. Wizja Night Sity prysnęła jak kropla łzy, która spadła z mojego policzka na podłogę.”
Gra Cyberpunk 2077 pod koniec 2025 roku jest już w pełni dojrzałą produkcją. Problemy techniczne zostały ujarzmione jak cyberpsychol, brakujące ficzery dodane jak dobrze dobrane wszczepy, a dodatek fabularny dodał grze tyle contentu, jakby ktoś jej zamontował ulepszone nogi.
Jest to produkcja piękna graficznie i stylistycznie z bardzo przyjemną walką, którą można dopasować do swojego stylu lub widzimisię, ma świetną warstwę dźwiękową i muzykę oraz tony klimatu. Jednakże skłamałbym, że któraś z tych rzeczy jest moją ulubioną cechą Cyberpunka – jest nią zdecydowanie fabuła, która jest świetna, pełna dobrze napisanych i odegranych postaci oraz wielowątkowa. I – co nie zdarza się często – mimo otwartego świata nie traci na jakości i zwięzłości.
I o jej mocy niech świadczy to, że wieczorny spacer po mieście z muzyką z gry na uszach sprawił, że oczyma wyobraźni przeniosłem się do Night City i zatęskniłem za postaciami z tej gry. W ten sam sposób, w który tęskni się za dobrym kumplem, którego nie widziało się od lat. Nie jak za pikselami.
Zapragnąłem wrócić do nich. Poedytować BD z Judy, pobujać się po pustyni z Panam, wypić piwo z Riverem, obejrzeć po raz setny tę samą walkę z Viktorem, pogadać o przeznaczeniu z Misty… Mógłbym tak wymieniać. To jest największy dowód, że CP2077 ma świetną fabułę – postacie za którymi można zatęsknić.
To opisywanie scenariusza, czyli kilka minut gadania o niczym było zaje..fajne. I super narzędzia mają! A concept arty pierwsza klasa! xD
No ten MC. xD