nie mierzę gry jedynie w aspekcie wizualnym, ale nie da się nie zauważyć, ten silnik graficzny robi się już żałosny....
Konferencja ubisoftu! Rozpierdóól, pozamiatane, byłogień, mega przekozackie gry! aaaaaghhh! SIŁA!
ej no bez jaj! Gdzie jest Price?! Koleś przeżył II Wojnę Światową i wszystkie nowoczesne konflikty, był w Czarnobylu, Normandii, Afryce i nie zginął ani razu! GDZIE JEST PRICE?! :((
1. "koleś" z postala 2. Duke Nukem, bez pancerza, bo przecież jest for pussys 3. Michael Sykes aka Psychol z Crysis Warhead 4. Talar, z Wiedźmina pierwszego.
To by była ekipa, na pewno by się dogadywali... ;)
Zdecydowanie Morrowind! Seria TES od zawsze znajdowała się na moim dysku, na półce i w sercu ;) Począwszy od Arena aż do Oblivion. Wychowałem się na nich. Jednak to Morrowind zachęcał mnie do zarywania praktycznie każdej nocy. Odkrywania nowych miejsc, ciekawych przedmiotów i wykonywania questów, które zachęcały do podejmowania się następnych. Pamiętacie jak było się zajaranym nowym przedmiotem, bronią... pokonaniem trudnego przeciwnika, wspinaniem się na szczyt w hierarchii gildii? To było coś. Dziś już brakuje gier które nie zachęcały wszystkich do zagrania w nie grafiką a niepowtarzalnym klimatem, aż mówiącym do gracza "kliknij na ikonkę Morrowind". To jedna z tych gier gdzie bugi wcale nie przekreśliły jej sukcesu. I o to w końcu chodzi w dobrej grze.