Fabularnie gra jest wręcz genialna. Naprawdę unikatowa historia, prawdziwy cymes dla tych, którzy grają w cRPG w poszukiwaniu interesujących fabuł.
Niestety, poważnym minusem jest mechanika. Potyczki są schematyczne, w dużej mierze oparte raczej na staroszkolnym budowaniu wstępnej przewagi, niż faktycznej taktyce w trakcie. Przewagę tę budujemy w dużej mierze poprzez dobór wyposażenie, co jest tak samo pasjonujące, jak wybór funduszu emerytalnego.
Grafika, paleta barw, świat, bohaterowie - wszystko naprawdę na plus. Gdyby autorzy skorzystali ze sprawdzonego D&D lub czegoś w tym stylu pewnie mielibysmy tutaj międzynarodowego hita.
w Human Revolution i drugiego Wieśka łupałem aż miło. Batmana nadrobiłem całkiem niedawno i ta gra wciąż się trzyma znakomicie. trudno się nie zgodzić z tytularną tezą - wśród obecnych tytułów nie znajduję hitów takiej klasy
Dzięki za komentarz. Nie ustosunkuję się do Monstera, bo dopiero przekroczyłem połowę, ale zaliczyłem całego Pluto i... tu mam podobne zastrzeżenia. Najsłabszym elementem mangi było dla mnie zakończenie. Natomiast nie jest to dla mnie powód do jej całkowitego przekreślenia. Twórczość Urasawy najczęściej odnoszę do wybitnego, pierwszego sezonu serialu "True Detective". Choć zdawałoby się, że tajemnica jest dla kryminału wszystkim, to główną przewagą stanowi w nim setting i bohaterowie. Oglądamy go, by poczuć klimat i kibicować wyrazistym kreacjom Harrelsona i McConaugheya. Tu jest podobnie. Te mangi niespiesznie pchają w przód fabułę. Odbiera się je delektując atmosferą, podziwiając rozwój postaci, które jednocześnie odkrywają przed nami fragmenty swojej przeszłości i zdobywając w ten sposób dodatkową głębię. Podobne priorytety wydają się kwintesencją mangowego podejścia. Komiksy te znacznie bardziej, niż amerykańskie czy europejskie celebrują chwilę poświęcając olbrzymie ilości kadrów na daną scenę. Podsumowując, Urasawa tworzy komiksy, w których zakończenie nie jest dla mnie aż tak ważne, a głównym celem lektury jest samo zanurzenie się w przedstawionym świecie. Jak w tym powiedzeniu, że to droga jest celem podróży.
Na szczęście jest trochę osób, którym zależy na kultywowaniu twórczości mistrza Baranowskiego :)
Niedawno wystartował np. fanpage "Nerwosolek.pl", który serdecznie polecam.
Alan Moore, na ile mi wiadomo, nie tworzy komiksów autorskich.
Szkoda, że wg Ciebie nie zachęca, starałem się pisac tak by to robiła.
Na insta kilka osób udało się skusić wideorecką:
https://www.instagram.com/p/B_KFAuMnuU-/
gra, której ocenę wyjątkowo trudno streścić w paru zdaniach ponieważ posiada zarówno wielkie zalety, jak i potężne wady.
na plus:
- świetne lokacje (Wykwit!)
- fajni towarzysze (Matkina, Rhin!)
- ciekawy koncept głównej postaci "Porzucony"
- interesująca mechanika, wreszcie izometryczny cRPG bez D&D
na minus:
- ściany często niezbyt pociągającego tekstu
- budżetowe retrowizje, które jak wyżej
- nieciekawy interface (dlaczego rozmawiając z kimś widzimy tylko własny avatar?!)
- mało interakcji z towarzyszami
- brak humoru, dystansu
- bardzo sporadyczne walki
w tytule spędziłem 42h i nie mogę powiedzieć, by był to czas stracony, ale i "mogło być lepiej". przez wiele tekstów przeklikiwałem się czytając co drugie słowo i nie raz łapałem się na tym, że nie do końca ogarniam co się dzieje. poziom rozmycia i górnolotność tekstów sprawiały, że nie mogłem ich znieść w takich dawkach. jako powieść fabuła Numenery by się nie sprzedała
Nie chciałem się rozpisywać, bo niejeden artykuł już na ten temat powstał, ale to jest w ogóle ewenement kiedy tak undergroundowy projekt w przeciągu paru lat staje się silną marką o międzynarodowej rozpoznawalności. Jedyny znany mi podobny przypadek to Tank Girl, ale to nie ta skala.
wow! recenzja komiksu na Gameplay'u, której nie napisałem :D czołówka w kontekście której jego twórczości? czytałeś komiksy z uniwersum Czarnego Młota, Łasucha i Royal City czy odnosisz się raczej do jego mainstreamowych wybryków, które ostatnio serwuje Egmont?
Stylistycznie to całkowicie inna bajka, ale tematycznie to ten sam rzadki przypadek łączenia horroru z komedią. Nie ma wielu przykładów na tego typu zabiegi, więc zwykle określa się je "burtonowskimi" czy też "w stylu rodziny Addamsów". Mam wrażenie, że ta animacja nie robi już takiego wrażenia, jak wtedy gdy się ukazała.
Wszystko co zrobił Goscinny to rewelacja - Asteriks, Iznogud, Umpa-Pa, Lucky Luke... facet był niedoścignionym mistrzem humoru w powieści i komiksie.
Wczoraj ogarnąłem. Generalnie na plus, ale dużym rozczarowaniem było odejście od humoru i konwencji z pierwszego epizodu. "Lucky Luke" był genialny i pasowało mi w nim absolutnie wszystko od postaci, przez poziom absurdu, po same zawadiacko zrymowane piosenki. Później jest niestety znacznie słabiej. O ile historia o poszukiwaczu Złota czy dyliżansie były fajne, to już epizod z karawaną dłużył się niemiłosiernie. Ciekawym elementem było wykorzystanie bodaj wszystkich klisz dzikiego zachodu - rewolwerowcy, hazard, napad na bank, dyliżans, karawana, indianie, łowcy głów, poszukiwacz złota, złodzieje bydła, traper... można powiedzieć historia westerny w pigułce :)

Risso, Bernet i Hewlett to dwóch moich ulubionych inkerów. nidawno Eduardo zilustrował topową serię Berneta - Torpedo >>
Jeden z moich ulubionych komiksów :)
Czytałem w wydaniu Mandragory, a teraz zbieram integrale Egmontu i machnę na raz, jak wyjdą wszystkie :)
Risso, to jeden z moich ulubionych rysowników. Szczególnie w czerni i bieli np. w duecie z Trillo.
Całkiem fajnie wyszła chłopakom od 100 naboi ostatnio wydana przez Muchę Księżycówka.
Oj, nie wiedziałem o braku dostępności. Serię przejmuje teraz inne wydawnictwo, więc może to stąd wynika. Za chwilę wyjdzie czwarty album, więc być może wraz z nim wydawnictwo Kurc zrobi dodruki?
Dzięki! Fajnie, że się spodobało :)
Wśród tego szmelcu też się znajdą perły, dobry temat na kolejne zestawienie ;)
Oj, kompilacji historyjek to raczej nie. To były jedne z pierwszych albumów Świata Komiksu - Skarby Brytanii (2 albumy) i Rogaty Bóg (3 albumy).