Często byłem świadkiem bugów gry, przez które musiałem restartować grę. Pierwsza cutscenka-mega petarda, zajarałem się dzięki niej na tą gierkę niemiłosiernie, lecz na próżno szukać tam jakiejkolwiek głębszej fabuły dalej. Ogrywamy wszystkich ziomkiem w kasku, łącznie z Chinolem, który miałem nadzieję, będzie bardzo ciekawą postacią, niestety się myliłem. Mogli podtrzymać chociaż fabułę w tej grze, tyle by im poza świetnie odwzorowanymi autami wyszło.
Gra jest w miare fajna, system walki ze zwykłymi bandziorami też jest git, tylko te długie i nudne walki z bossami...czym dalej, tym dłuższa walka, która po dwóch minutach zaczyna się nudzić, ponieważ jest ciągle ten sam schemat.
Nie ciągnie się tak jak pierwsza cześć i nawet w kilku momentach mogła wystraszyć.
Mimo roku wydania, to wygląda trochę jak jakaś amatorska gra. Fabuła średnio ciekawa. Na plus jest to, że można robić różne kaskaderskie wyczyny.
Całą grę najbardziej czekałem na finałowe sterowanie Rydero-zombie, a tu taka niespodzianka niemiła :/