MózgBlotzmanna

MózgBlotzmanna ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

23.06.2020 23:02
MózgBlotzmanna
odpowiedz
MózgBlotzmanna
1

Szli już długo. Korytarze wydawały się do siebie podobnie. Mimo podziwu dla dwemerskich inżynierów, coraz bardziej mieli wrażenie, że kręcą się w kółko.
Po ucieczce od zbliżającej się hordy dziwnych istot, nie spotkali żywej duszy. Jedynie kilka rudozłotych maszyn przypominających pająki.

- Wciąż działają! – zdumiała się Vera – Ciekawe kto je jeszcze wykorzystuje?
- Nikt. – oschle rzucił Grimes – Krasnoludy już dawno się stąd wyniosły, a po nich nikt ich nie odziedziczył.
- Trzeba być naprawdę utalentowanym – ciągnęła wciąż na głos, ale teraz jakby bardziej do siebie - I pomysłowym, żeby wykorzystywać kamienie dusz w maszynach. Możliwe, że dusze zmarłych robotników wciąż pracują w kopalni…
- Generale – przerwał nagle kot – Sha’anks ma złe przeczucia.
- Nic dziwnego. – odpowiedział tamten – Tutaj nikt nie czuje się swobodnie.
- Nie o to chodzi. Sha’anks słyszy za ścianą dziwny stukot.
- Stukot?
Sympatyk skoomy nie zdążył nic więcej powiedzieć, bowiem strzała utkwiła głęboko w jego ramieniu.
- Ej! Dalej! – krzyknął Grimes, łapiąc upadającego kota – Do tamtych drzwi! – wskazał wzrokiem wrota malujące się naprzeciwko nich.
Zza rogu będącym zakończeniem owej ściany spadł deszcz strzał. Pojawił się tak nagle i obficie, że można uznać go raczej za urwanie chmury niźli przelotne opady. Nadawcami były takie same potwory jak te, z którymi wojowali wtedy przy spotkaniu „naprawionego” malarza. Teraz jednak nie mogli walczyć. Priorytetem było zabranie kota w bezpieczne miejsce.

W tym momencie porucznikowi w głowie zamigotało wspomnienie ekspedycji do Nory Szulera. W tamtym czasie często powtarzały się ataki rozbójników głównie na Rorikstead i Białą Grań. Oddział komandosów, do którego należał, miał za zadanie zinfiltrować i zlikwidować całe zagrożenie napływające z tego miejsca, a przy tym poznać dalsze plany bandytów. Oblężenie nie przebiegło po ich myśli. Wielu z drużyny straciło tam swoje życie. Bandytów było zbyt wielu. Postanowili wykonać odwrót. Jednak Bjorulf – towarzysz broni Grimesa – nie zamierzał uciekać z pola walki. Podczas gdy ten odrąbał właśnie nogę jednego z rzezimieszków, strzała przebiła jego ramię wraz z płucem. Krew tryskała jak strumienie w Dzielnicy Chmur, a ręka nie nadawała się już nawet na pokarm dla horkerów. Angra sprawnie przemieścił się do przyjaciela, wziął go pod ramię (to całe; drugie zwisało bezwładnie jak buława u pasa bandyty koczującego w pobliżu grobowca) i opuścili niebezpieczne miejsce. Mimo, że Grimes zabrał ze sobą kompana, na swoich barkach doniósł nieboszczyka. Strzały sterczące krzywo na plecach Bjorulfa przypominały jeża. Porucznik pozostawił go tam wśród draugrów.

- Nie tym razem! – wykrzyknął w myślach i co sił pobiegł z butwiejącym sierściuchem.
Micareth zdążyła już otworzyć drzwi i oczekiwała wraz z Veranque na zamykających oddział Grimesa i Sha’anksa.
- Szybciej! – krzyknęła w ich stronę, spoglądając na zbliżający się tłum głodne krwi poczwary – Zaraz was dogonią!
Ale zdążyli już przejść przez bramę. Porucznik nieczule rzucił kota na ziemię i szybko pognał, by zamknąć wrota. A były one ciężkie, wykonane z solidnego, krasnoludzkiego metalu.
Nieprzyjazne stwory wciąż parły do przodu, wydając z siebie zwał gryzących dźwięków. Strzały wędrowały, nie znajdując swoich wiecznych właścicieli. Dociskali podwoje plecami, by wykorzystać całe ciało do poruszenia hermetycznych zasłon. Stwory były już przy bramie. Już miały dopaść brygadę, gdy nagle…

Cisza. Ciemność.

Po chwili rozwarli powieki, a ich oczom ukazał się niezwykły krajobraz. Była to ogromna jaskinia. Tak wielka, że wydawała się być otwartą przestrzenią. Klimatyczna, błękitna mgiełka tylko potęgowała to wrażenie. Ze skał sączyły się wody gruntowe, wywołując delikatny deszczyk. Oświetlenie zapewniały świecące grzyby. Nie takie jakie spotkali wcześniej, lecz wielkości drzew, które całkiem oddawały wrażenie nimi być. W oddali zaś rysowały się kamienne wieże i inne wspaniałe budowle wzniesione przez zapomnianych budowniczych.
Grimes odwrócił się. Szarpnął za drzwi: zatrzaśnięte. - Przynajmniej ci już nas nie dogonią. – pomyślał.
- Ale tu cudownie. – rozmarzyła się Micareth, a Angra spojrzał na nią ze zdziwieniem, nie spodziewając się od niej takiej czułości. Skądś pod ich linią wzroku wydobywało się dziwne… miauczenie.
- Sha’anks! – przypomniała sobie czarodziejka – Pomóżcie mi go obrócić!
Przykucnęła przy Sha’anksie i wraz z Micareth obróciła khajiita na plecy. Zraniony jęknął z bólu, a wojowniczka oddaliła się na kilka kroków. Dłonie elfki dotknęły kłaczastego futra na klatce piersiowej leżącego towarzysza, palce powędrowały ku ramieniu, delikatnie zacisnęły się na strzale i powoli wyciągnęły kawałek drewna z ciała. Sha’anks nawet nie drgnął. Rana zaczęła krwawić.
- Pójdę się rozejrzeć. – poinformował Grimes.
- Idę z tobą. – zaręczyła Micareth.

Poszli na obchód. Nekromantka została sam na sam z umierającym khajiitem. Przyłożyła z powrotem opuszki do miękkiego ciała z dziurą w lewym ramieniu, zamknęła oczy i zaczęła poruszać ustami, wypowiadając niemą inkantację. Wokół nich rozbłysły jaskrawozielone płomyki, beztrosko fruwające po osiach niczym elektrony atomu, zostawiając za sobą nietrwały ślad. Do otworu, tak jak wypłynęła, tak teraz wracała krew. Rana prędko zasklepiła się, a gdy tylko płomyki odleciały, Sha’anks odzyskał przytomność.
- Gdzie ukryłeś cukier J’datharrze? Sha’anks go znajdzie choćby miał szukać w głębi Pelletiny.
- Co z nim? – zapytał Grimes wracający z rekonesansu.
- Majaczy. – odpowiedziała zdziwiona Vera. Widocznie długo musiało trwać przywracanie do zdrowia khajiita – Strzała była zatruta. Zdołałam uleczyć jego rany. Przeżyje, ale trucizny nie dam rady usunąć.
- Cóż. Będziemy musieli sobie poradzić.
- Idziemy. Skoro wszyscy mogą. Mamy zadanie do wykonania. – oświadczyła Micareth – Znaleźliśmy tam zgromadzenie. Duże zgromadzenie. Licho wie, ilu tych wampirów tam siedzi!

Wstąpili na dróżkę usłaną kamieniami. Veranque dopiero teraz doceniła piękno tego miejsca. Leniwie płynące srebrzyste potoki, luminescencyjne rośliny otaczające wszystko wokół, lodowe odłamki na ziemi odgrywające rolę głazów, stalagnaty grubości wież, idealnie komponujące się z otaczającym błękitem i szarością rudozłote dwemerskie konstrukcje. Nawet dzwoniące korzenie nirnu, które od zwykłych różniły się barwą czerwoną jak szkarłat. A nad głowami sklepienie nieprzepuszczające światła, ale „gwieździste” - wyglądające jak bardzo gęsta sieć rybacka albo kilka nałożonych na siebie, dająca istnienie tylko drobinom blasku.
- Nie wiedziałam, że Blackreach jest takie…
- …Ujmujące. – dokończyła za nią Micareth.
- Nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego. – potwierdziła elfka.
- J’datharrze, teraz zgubiłeś drogę do ciepłych piasków. – snuł proroctwa pozbawiony świadomości umysł Sha’anksa.
Dowódca milczał. Wiedział, że ta kraina tylko pozornie jest urocza i beztroska. Jako doświadczony wojownik spodziewał się wszystkiego. Był czujny, choć jak na taki otwarty teren postanowił iść najbardziej widocznym środkiem drogi.
To miejsce źle wpływało na kompanię. – zauważył – Są zbyt łagodni dla siebie, zbyt radośni, a z Blackreach przecież się nie wraca.

- Tam! – Micareth wskazała na majaczący w oddali obraz.
Na horyzoncie ukazało się słońce. Nie, to nie było słońce, ale zamknięta w klatce kula przypominająca gwiazdę. Promieniało od niej ciepłe światło domowego ogniska. Poprzez mgłę sprawiało wrażenie lewitującej. W oddali było słychać głosy, jakby wrzawa pośród krzyczącego tłumu posługiwała się swym własnym, niezrozumiałym językiem.

Znaleźli się bliżej. Z tego miejsca było już wszystko dobrze widać, pozostając w ukryciu. W istocie „słońce” wisiało na długim prowadzącym aż pod sklepienie pręcie. Na murach i wieżach stała ludność w czarnych szatach. Wyglądała jak sekta odprawiająca rytuał, zwrócona do swojego kapłana siedzącego na tronie w najwyższym punkcie całej jaskini. Był ich lordem – tak wywnioskował Grimes. Zresztą miał na głowie koronę albo raczej coś co miało ją zastępować.
Vera czuła, że coś się święci. Ten na górze ją przerażał. Mimo, że dzielił ich jakiś kilometr, miała wrażenie, że patrzy jej prosto w oczy.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl