Po prostu kocham tę grę.W owym czasie powalała grafiką.Cienie,fizyka,rozległość map czy realistyczne ruchy bohaterów...szczególnie rycerza.Klimat niesamowity.Znam ją na pamięć,ale wracam do niej dla samych choćby wspomnień,chwil które w tym samym czasie miały miejsce.Sama gra wciąż wzbudza emocje..."przekazałem" ją mojemu synowi i mimo potężnych,dzisiejszych produkcji chłopak gierczy w Severance: Blade of Darkness z zapartym tchem.Pękające tarcze,czy butelka po eliksirze nie znikająca i wciąż tkwiąca w tym samym miejscu po wsze czasy :))))Odgłosy i piękna muzyczka w tle,szczególnie podczas (nazwijmy) wzniosłych chwil.Poza tym gra jest długa...sporo godzin zajebistej rozrywki.
Niesamowita gra...klimat,oprawa graficzna(jak na owe czasy) ,fabuła ... genialne:)Jeszcze dziś z chęcią wracam do tej produkcji.
Tak dennej gry moje oczy chyba jeszcze nie widziały.Oczywiście to sarkazm-nie jedną kaszanę widziałem,ale mam na myśli fakt że gra jest na prawdę okrutna.Po prostu szmira jakich mało.Być może kolejne części uległy poprawie,ale pierwsza odsłona Marine Sharpshooter to zwyczajny bubel na którego nie warto poświęcić nawet pięciu minut gry.Oczywiście przetestowałem ją lepiej i pozostał mi jedynie niesmak i wrażenie straconego czasu.Produkcja nie tylko nie jest warta 15,10 czy 5zł,ale nie jest warta nawet złamanego centa.DNO,DNO i jeszcze raz DNO...pod każdym względem.