Zostałem wysłany do Zbaraża by chronić Księcia Jeremiego Wiśniowieckiego przed zabójcą wysłanym przez Templariuszy, choć nie wiedziałem wówczas jak daleko sięgają intrygi i działania zakonu. Był ciemny i pochmurny 13 lipca 1648 roku, siły Chmielnickiego wraz z Tatarami znów przystąpiły do szturmu. Tak samo jak poprzednio, udało się odeprzeć krwawy szturm nieprzyjaciela, po wszystkim Książę Jeremi swym zwyczajem objechał umocnienia, w towarzystwie moim i Konstantego Słuckiego szlachcica z województwa kijowskiego, od niedawna podobnie jak i ja służył w osobistej straży księcia. Nastała noc a wraz z nią nad całą okolicą rozpętała się burza. Mimo zostawienia trzech strażników na postanowiłem wrócić pod komnatę księcia, idąc usłyszałem jakby brzęk szczekającej broni, grzmoty szalejącej burzy zagłuszały prawie wszystko, przyspieszyłem kroku.
Ujrzałem dwóch zabitych strażników i trzeciego, który został właśnie śmiertelnie pchnięty szablą. Zabójca odwrócił się w moją stronę, jakież duże było moje zaskoczenie okazał się nim Konstanty, człowiek który przebywał cały czas pośród mnie i innych strażników. Ech od początku był pod moim nosem, a zdołał uśpić swym zachowaniem moją czujność. Spojrzał mi prosto w oczy i rzekł:
- Nie powinno cię tu być.
- Czego zakon tu szuka? Jaką intrygę znów knuje?
- Wykonuje zadanie mi powierzone, a Wy ciągle wchodzicie nam w drogę, ale dziś znów ubędzie jednego z was.
- Ktoś musi sprzątać brudy na tym świecie. Odparłem
Zdążyłem tylko odpowiedzieć, Konstanty dobywając szabli ruszył w moją stronę. Próbował wybić mi szablę z dłoni serią potężnych ciosów, odparłem je jednak. Widząc to zmienił taktykę, uderzenia były bardziej precyzyjne, może pozbawione impetu z jakim zaczął, ale za to dwa razy szybsze. Odpierałem kolejne uderzenia jego szabli, ale coraz ciężej, wiedziałem ,że przyjdzie mi się mierzyć z jednym z najlepszych szermierzy w tej części kontynentu, ale nie myślałem że będzie aż tak dobry. Nie pozostawało nić innego jak położyć życie na szali i zaryzykować, walczyliśmy w wąskim korytarzu, długa broń nie jest przecież tak skuteczna jak krótka, utrudnia ruchy. Ach chyba że posługuje się nią wprawiony w bojach rycerz, trudno nie ma innego wyjścia, trzeba zaryzykować. Odsłoniłem bardziej lewą stronę szable zderzyły się, moja wypadła w powietrze ,a Konstanty wbił mi swoją szable w lewe ramie, trwało to zaledwie ułamki sekundy. Zamaszystym ruchem nim przeciwnik przekonany że już mnie ma zdążyłem chwycić za sztylet i podciąć gardło Konstantemu, jego krew trysnęła mi na twarz. Zdążył wyszeptać tylko:
- Niemożliwe, nie…
Znalazłem przy nim zapieczętowany zwój, a na nim kolejne cele do likwidacji. Na samej górze jako cel główny figurował król Jan Kazimierz. Był też drugi, list z jednym zdaniem „Potrzebujemy cię w Warszawie, przybądź” na dole widniała pieczęć kanclerza koronnego. A więc to nie koniec, zdrada sięga najwyższych kręgów władz. Zdałem sobie sprawę, że muszę być jeszcze bardziej ostrożny, bo coraz trudniej w tym wszystkim odróżnić kto jest prawdziwym sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. CDN.