16 grudnia 1922, Warszawa .
Było gdzieś po jedenastej kiedy, Eligiusz Niewiadomski zjawił się w Zachęcie. Udało mu się wejść, dzięki zaproszeniu, które dostał od swoich braci z zakonu. Tylko oni wiedzieli, czy komuś je odebrali, czy sfałszowali.
To już było nieistotne, ponieważ Niewiadomski, musiał skupić się na zadaniu. Krążył po sali na pierwszym piętrze, udając zainteresowanie dziełami sztuki, wypatrując prezydenta.
Pod płaszczem, na nadgarstku, miał zamontowane ukryte ostrze, które od wieków było używane przez asasynów . Lecz już od dłuższego czasu szło w zapomnienie. Było mało praktyczne już od ponad stu lat. Tylko, że Niewiadomski, był tradycjonalistą i zawsze starał się dobijać swoje potencjalne cele, z tej broni. Pod płaszczem, miał ukryty rewolwer, hiszpańskiej roboty, który miał rozpocząć, ten koniec.
13 grudnia spotkał się z mistrzem zakonu asasynów, gdzie dostał pozwolenie na zabicie prezydenta, który od kilku lat należał do bractwa ich wrogów – templariuszy. Według informacji zdobytych przez skrytobójców, miał być po spotkaniu z mistrzem zakonu templariuszy. A jak, przypuszczano, od jakiegoś czasu, templariusze, musieli, już wiedzieć, gdzie znajduje się fragment Edenu, o który bój toczą, templariusze i asasyni. Informacja zapewne znajdowała się w liście , który powinien mieć prezydent. Zawsze ważne informacje przekazywali sobie listownie, a nie poprzez rozmowę, bojąc się podsłuchu, ze strony asasynów.
Na dachu gmachu, czekał już inny asasyn, który miał odebrać list, z rąk Eligiusza, i pobiec w inną stronę. W końcu prezydent Gabriel Narutowicz się zjawił. Wolnym krokiem oglądał wystawę i rozmawiał z gośćmi. W pewnym momencie prezydent zbliżył się do obrazu Teodora Ziomka, przy , którym stał, nieopodal Niewiadomski. Eligiusz w ostatniej chwili założył kaptur, żeby Narutowicz nie zdarzył go rozpoznać, przed zbliżeniem się. Nie zwracając uwagi na asasyna, prezydent przyglądał się obrazowi. Wtedy usłyszał jak przez mgłę, znane słowa „Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.” Po czym odwrócił się do mężczyzny w kapturze , rozpoznając swojego rywala Eligiusza. Wtedy padły trzy strzały. Wybuchła panika. Narutowicz zsunął się na podłogę, próbując coś powiedzieć. Krwawił coraz bardziej. Podbiegł do niego Niewiadomski, podniósł głowę, po czym powiedział prezydentowi, że to koniec jego drogi. Prezydent dał jeszcze radę, wyszeptać, asasynowi, że to było niepotrzebne, po czym, powoli konając, Niewiadomski wbił Narutowiczowi, jeszcze ostrze w szyję. Szybko wyciągnął list, z kieszeni prezydenta, i podał podbiegającemu asasynowi. , który potem uciekł z gmachu innym wyjściem. Kiedy Eligiusz wstał i chciał też uciekać , nie przewidział ochrony , która była zakryta za pokaźną kolumną. Otoczyli zamachowca, a Eligiusz Niewiadomski wiedział, że to koniec. Zamknął oczy, po czym wyobraził sobie , jego potencjalny koniec. Najbardziej był pewien, pokazowej egzekucji poprzez roztrzelanie, choć mógł już tylko zgadywać.